Asy Małopolski 2016 - III

Wybieramy 10 Asów Małopolski Czytelników Dziennika Polskiego 2016.

Zachęcamy do udziału w głosowaniu, a dzisiaj prezentujemy Jakuba Jelonka - trener Grzegorz Sudoł.

Jak zagłosować?

Na Jakuba Jelonka, aby zagłosować, wyślij SMS o treści: AS.11 na numer 72355 (koszt 2,46zł z VAT)

Zapraszamy na krótkie przypomnienie artykułu "W RIO nie było strasznie":

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- Z trojga krakowskich lekkoatletów, którzy uczestniczyli w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, Pan uzyskał najlepszy wynik – 19. miejsce na 74 startujących w chodzie na 20 km…

- Jestem zadowolony. To był mój drugi olimpijski występ, w Pekinie w marszu na 20 km byłem 46. W Brazylii uzyskałem czas w granicach najlepszego swego wyniku w sezonie, a dużo innych chodziarzy nie zbliżyło się do swych najlepszych tegorocznych osiągnięć. Maszerowaliśmy w temperaturze 22-23 stopni, dobrze się zaadaptowałem do tamtejszych warunków klimatycznych. Przybyłem do Rio 6 dni przed startem, co było trafne. Maratończyk Yared Shegumo przyjechał zaledwie 3 dni przed biegiem i dużo za to zapłacił. Po powrocie do kraju jednak apetyt rośnie... Analizuję teraz swój występ, wyciągam wnioski co poprawić, by następnym razem być wyżej na mecie. Dalekosiężnym celem są igrzyska w Tokio.

- Pekin i Rio, ma Pan więc porównanie…

- Widać było, że Brazylijczycy z pracami zdążyli w ostatniej chwili. Stację metra uruchomili tuż przed otwarciem igrzysk. Niektórzy sportowcy musieli w swych pokojach umyć podłogę po pracach budowlanych. Mnie z trójskoczkiem Karolem Hoffmannem, bo razem mieszkaliśmy, to nie spotkało. Przed przyjazdem dużo czytałem o niedoróbkach w wiosce olimpijskiej, ale gdy przybyłem, wszystko było jak należy. Mam wrażenie, że Brazylijczycy urządzili igrzyska mniej wystawnie niż Chińczycy. W Pekinie był wielkich rozmach, a w Rio widać było, że gospodarze robili wszystko oszczędnie. Ale może to dobrze, że nie marnowali pieniędzy na mało znaczące efekty. W sumie oceny mam pozytywne. Straszono nas epidemią, bałaganem, niedoróbkami, nawet bandami rozbójniczymi, ale miasto, wioska olimpijska i obiekty funkcjonowały jak należy. Niemniej miasto straciło sporo turystów. Rozpowszechniane na świecie złe opinie o Rio spowodowały, że na igrzyska przyjechało mniej kibiców. Tymczasem nie było źle, po zawodach spokojnie zwiedziłem miasto, widziałem figurę Chrystusa, zdobyłem Głowę Cukru i nie było żadnych problemów z transportem czy bezpieczeństwem. Mogłem po występie zostać jeszcze tydzień w Rio, bo na szybszy powrót do kraju nie było biletów. Skorzystałem więc jako turysta.

- Polacy wywalczyli w Rio 11 medali, o jeden więcej niż na poprzednich trzech igrzyskach. Niemniej nie jest to dorobek okazały, a przeżywaliśmy różne wpadki jak Radwańskiej, Fajdka, Kszczota, pływaków, czy siatkarzy, aferę dopingową. Jakie były więc nastroje tam, na miejscu?

- W wiosce olimpijskiej każdy z nas koncentrował się na swoim starcie. Jak ktoś zawiódł, to inni stawiali sobie za cel zdobycie dobrego wyniku. Pod koniec igrzysk statystyka medalowa się poprawiła, także było sporo miejsc finałowych. Przeżywaliśmy występy Polaków indywidualnie, bo nie było żadnych spotkań grupowych, jak te, które 8 lat temu w Pekinie organizowało nam codziennie kierownictwo PKOl. Ale mamy większe rezerwy i stać nas na lepszy dorobek niż w Rio. Trzeba szukać nowych rozwiązań, metod, jak zrobili to Brytyjczycy przed igrzyskami w Londynie i stali się w sporcie potęgą światową. Na moim „podwórku” w chodzie sportowym też mamy wiele do zrobienia. Minęły czasy Roberta Korzeniowskiego i Grzegorza Sudoła, nie zdobywamy już medali, trzeba znaleźć przyczyny, zmodyfikować szkolenie.

- Czyli pomaszeruje Pan teraz aż do Tokio?

- Mam 31 lata, zobaczymy. Na pewno starannie się przygotuję do przyszłorocznych mistrzostw świata w Londynie. Startowałem już w MŚ na 20 km, siedem lat temu Berlinie, byłem 38., mam co poprawiać. Będę o planach jeszcze rozmawiał z moim nowym trenerem Grzegorzem Sudołem. Jak się uda, może obaj pojedziemy do Japonii, ja maszerować, a on w roli szkoleniowca?

- Nie tylko sportem się Pan zajmuje...

- Tak, mam wiele zainteresowań, także dziennikarskich, piszę w specjalistycznych magazynach lekkoatletycznych. Prowadzę bloga, głównie o sporcie, ale też o innych sprawach, jak teraz o niepotrzebnej przed igrzyskami nagonce na Rio de Janeiro. Należę do klubu AZS AWF Kraków, jednak mieszkam w Częstochowie, tu na Akademii imienia Jana Długosza jestem asystentem i piszę pracę doktorską z fizjologii sportu.

Rozmawiał: Jan Otałęga