Medale w mistrzostwach AZS-ów

19-20 czerwca w Łodzi odbyły się mistrzostwa Polski klubów AZS w lekkoatletyce. Na podium nie brakło studentów – sportowców z Krakowa i Tarnowa.

W punktacji klubowej AZS AWF Kraków zajął drugie miejsce za OŚ AZS Poznań, a trzeci był AZS AWF Wrocław. W klasyfikacji uczelni krakowska AWF była również druga, najlepszy był AWF Wrocław, a brąz przypadł AWFiS Gdańsk.

Czytaj więcej: Medale w mistrzostwach AZS-ów

Powrót na prestiżowe zawody

Rozmowa z biegaczem Adamem Czerwińskim (UKS Lider Siercza)

- Podczas mityngu na stadionie AWF w Krakowie wygrał Pan bieg na 1000 metrów i ustanowił czasem 2.21,44 rekord życiowy. Chyba najbardziej zaskoczeni tym byli widzowie…

- Kto wie, może tak. Już kilka sezonów nie ścigam się na bieżniach stadionowych, więc zapewne nie spodziewano się tak dobrego mojego wyniku. Mnie ten wynik bardzo ucieszył, poprzedni swój rekord życiowy na 1000 metrów ustanowiłem bodaj osiem lat temu. Te zawody więc wykazały, że mogę być dobrej myśli przed sezonem.

- Przed kilku laty ścigał się z czołówką krajową na dystansach średnich i dłuższych, był w 2011 roku wicemistrzem Polski na 1500 metrów, ponadto dwa razy halowym mistrzem kraju na tym dystansie. Potem Adam Czerwiński zniknął, pokazał się dopiero w tym roku, najpierw wygrywając halowe mistrzostwa Polski na 3000 m, a teraz zasygnalizował wysoką formę w Krakowie…

Czytaj więcej: Powrót na prestiżowe zawody

Udany początek, a teraz nowe wyzwania

Rozmowa z prezesem Małopolskiego Związku Lekkiej Atletyki Grzegorzem Sobczykiem

- W jakich nastrojach pożegnaliśmy na dworze „królowej sportu” poprzedni rok?

- W dobrych, a dodam, że rok 2017 stanowił 95-lecie oficjalnej działalności lekkoatletyki na ziemi krakowskiej. Ten jubileusz uczciliśmy podsumowaniem naszych działań podczas odświętnej wieczornicy, zorganizowanej w Osieczanach. Miniony sezon sportowy należy ocenić pozytywnie. Aleksandra Gaworska (AZS AWF) zdobyła brąz w w sztafecie 4x400 m podczas MŚ, zdobywała 1. miejsce w sztafecie podczas Uniwersjady, także złoto w sztafecie w młodzieżowych ME. Michał Haratyk (AZS AWF) był piąty w kuli na MŚ. W sztafecie 4x400 m na młodzieżowych ME złoty krążek wywalczyła też Mariola Karaś (AZS AWF).Brązowe medale przywiozły z juniorskich ME Klaudia Siciarz (AZS AWF) na 100 m ppł oraz Anna Niedbała (Wawel) w kuli. Siciarz biła też rekordy halowe Europy i świata juniorek na 60 m ppł. To najważniejsze osiągnięcia, a miejsc w czołówce reprezentantów Małopolski było więcej.

- Początek nowego sezonu mamy za sobą, to były starty w halach…

 

Czytaj więcej: Udany początek, a teraz nowe wyzwania

Gaworska wicemistrzynią świata

W rozegranych w Birmingham 17. halowych mistrzostwach świata polscy lekkoatleci zdobyli 2 złote medale, 2 srebrne i 1 brązowy.

Na najwyższym podium po starcie na 800 m stanął Adam Kszczot. Wcześniej bez trudu wygrał eliminacje, a w finale pobiegł jak zwykle czujnie, a na 200 metrów przed końcem, jak powiedział, „poszła petarda”. Wygrał z czasem 1.47,47, nie przeszkodziło mu, że Amerykanin Drew Windle pociągnął go za koszulkę. Rywala zdyskwalifikowano, ale potem cofnięto karę. Kszczot jest niepokonany w tym sezonie w hali. Za zwycięstwo w MŚ zainkasował 40 tys. dolarów, z kolei za wygrany cykl biegów World Indoor Tour 20 tys. Te nagrody przeznaczy dla rodziny, złoty medal biegacz zadedykował urodzonemu jesienią synowi Ignasiowi. 8 lat temu w halowych MŚ w Doha Kszczot wywalczył brąz, 4 lata temu w Sopocie srebro, teraz – z regularnością czterolecia – uzupełnił swą kolekcję o krążek z najwartościowszego kruszcu. Jest zawodnikiem RKS Łódź, trenuje pod okiem Zbigniewa Króla z Krakowa, współpracuje z psychologiem sportowym Janem Blecharzem, profesorem AWF Kraków.

Sensacyjne złoto w sztafecie 4x400 m wywalczyli: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk, Jakub Krzewina, bijąc halowy rekord świata 3.01,77. Były biegacz AZS AWF Kraków, obecnie w Śląsku Wrocław Krzewina na finiszu wyprzedził prowadzącą od początku sztafetę USA. Po 17 latach biało-czerwoni znów mają złoto w tej konkurencji.

Czytaj więcej: Gaworska wicemistrzynią świata

Czerwiński i Różański ze złotem

W Toruniu odbyły się 62. halowe mistrzostwa Polski w lekkoatletyce, które zarazem były końcowym sprawdzianem kadry przed halowymi MŚ w Birmingham (1-4 marca).

Na podium stawali też lekkoatleci z Małopolski. Mistrzem kraju na 3000 m został Adam Czerwiński (Wawel Kraków) z czasem 8.19,46. Złoto przypadło również Mateuszowi Różańskiemu (AZS PWSZ Tarnów), zwycięzcy w dal z rekordem życiowym 7,73.

Brązowy medal w pchnięciu kulą wynikiem 15,46 zdobyła Anna Niedbała z krakowskiego Wawelu. Wygrała Paulina Guba (AZS UMC Lublin), a jej rezultat 18,77 jest czwarty w tym roku w hali na świecie. Karolina Giza (Wieliczanka ) była trzecia na 1500 m 4.28,23, zwyciężyła Sofia Ennaoui (MKL Szczecin) 4.12,34. Następnie Giza była druga na 3000 m 9.29,51, wygrała Barbara Niewiedział (Korfantów) 9.23,94. Mariola Karaś, Joanna Banach, Mariusz Jurczyk i Jakub Mordyl (AZS AWF Kraków) wywalczyli srebro w nietypowej sztafecie miksta 4x400 m 3.28,52, ulegając o 1,32 s AZS AWF Warszawa.

Blisko medalu była na 400 m ubiegłoroczna medalistka MŚ seniorów i młodzieżowych ME w biegach sztafetowych, uznana przez „Dziennik Polski” sportowym odkryciem roku w Małopolsce Aleksandra Gaworska (AZS AWF Kraków). Na mecie była czwarta , a triumfowała Justyna Święty (AZS AWF Katowice) 52,11. - Medalu nie mam, ale nawiązałam walkę ze starszymi, doświadczonymi rywalkami, a wynik 52,63 jest moim rekordem życiowym, co mnie bardzo cieszy - powiedziała krakowianka. Jej trener Andrzej Giza dodał: - Czas Oli jest ósmy w historii polskiej la. Gaworska pojedzie do Birmingham, ma biegać tam w sztafecie.

Na tym samym dystansie u mężczyzn wysoką formę wykazał niedawny biegacz akademickiego klubu z Krakowa, obecnie w Śląsku Wrocław Jakub Krzewina. Wygrał z czwartym wynikiem w historii w hali polskiej l.a. 46,15. Były zawodnik AZS AWF Kraków, obecnie Sprintu Bielsko-Biała Michał Haratyk triumfował w pchnięciu kulą swym najlepszym tegorocznym wynikiem 21,47. Konrad Bukowiecki (AZS UWM Olsztyn), który kilka dni temu pobił rekord Polski (22,0), był drugi 20,60. Piotr Lisek (OSOT Szczecin) wykazał świetną dyspozycję o tyczce 5,83. Adam Kszczot (RKS Łódź) nie dał szans nikomu na 800 m 1.48,08.

Mistrzostwa krajowe w hali odbywają się w Toruniu od 2015 roku i przez cały ten okres sprint na 60 m wygrywa tam Remigiusz Olszewski (Zawisza Bydgoszcz), teraz czasem 6,69. Najszybszą Polką na 60 m okazała się Ewa Swoboda (AZS WF Katowice) 7,22.

(jot)

95 lat „królowej sportu” - 11

95 lat „królowej sportu” - 11

Rosną młode talenty

W naszym przeglądzie dziejów „królowej sportu” w Małopolsce dobiegamy do finiszu. Mamy rok 2017, czy w przyszłości krakowska lekkoatletyka nawiąże do wspaniałych osiągnięć poprzedników, czy rosną nowe talenty, które zastąpią dawnych mistrzów?

Zapewne tak. W tym sezonie podczas mistrzostw świata seniorów biegaczka Aleksandra Gaworska (AZS AWF Kraków), trenowana przez Andrzeja Gizę, w sztafecie 4x400 m zdobyła brązowy medal, stawała też na podium podczas Uniwersjady. Z kolei Michał Haratyk (AZS AWF Kraków), podopieczny Piotra Galona, był 5. w pchnięciu kulą w mistrzostwach świata. Na młodzieżowych mistrzostwach Europy do lat 23 w Bydgoszczy złote medale w sztafecie 4x400 m zdobyły Aleksandra Gaworska oraz Mariola Karaś (obie AZS AWF Kraków), trenowane przez Andrzeja Gizę. Monika Nowak (AZS AWF Kraków) w dysku znalazła się w finale MME; szkoliła się u Kazimierza Rusina, obecnie ćwiczy pod okiem Dominiki Tomczak.

Dwa medale przywiozły krakowianki z mistrzostw Europy juniorów do lat 19 w Grossetto. Klaudia Siciarz (AZS AWF Kraków) wywalczyła brąz w biegu na 100 m przez płotki, trenuje ją Ewa Ślusarczyk. Kulomiotka Anna Niedbała (Wawel Kraków) też zdobyła 3. miejsce, szkoli się u Jana Michniaka. 4. miejsce zajęła w tym włoskim mieście sztafeta narodowa 4x400 m, wśród której biegła Katarzyna Martyna (Wawel Kraków), trenująca pod kierunkiem Mariusza Pasia. 6. miejsce w skoku w dal zajął Mateusz Różański (AZS PWSZ Tarnów), jego trener to Jarosław Wałaszek. Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 11

95 lat „królowej sportu” - 9

Maszerował po kolekcję złota

Gdyby ogłosić plebiscyt na najlepszego sportowca w oficjalnych dziejach lekkoatletyki w Małopolsce, z pewnością wygrałby Robert Korzeniowski. Jest najbardziej utytułowanym olimpijczykiem nie tylko w naszym regionie, ale i w całej Polsce. Chodziarz krakowskiego Wawelu ma swym koncie 4 złote medale olimpijskie, za nim są dopiero inni nasi sportowcy ze sławną Ireną Szewińską (3 mistrzostwa olimpijskie) na czele.

Robert Korzeniowski został mistrzem olimpijskim w chodzie na 50 km w Atlancie w 1996 roku, Sydney 2000 i Atenach 2004. Ponadto triumfował na 20 km w igrzyskach w Sydney 2000.

Lista jego osiągnięć jest imponująca. 3 -krotnie zostawał na 50 km mistrzem świata: Ateny 1997 r., Edmonton 2001 i Paryż 2003. W mistrzostwach Europy wygrywał na 50 km 2 razy: w Budapeszcie 1998 r. oraz Monachium 2002 r. (wtedy ME rozgrywano co 4 lata). Były też inne zdobycze – m.in. na MŚ w Goeteborgu w 1995 roku wywalczył brąz, dwukrotnie był mistrzem Uniwersjady, raz wicemistrzem świata w chodzie w hali.

Ustanowił na swym koronnym dystansie 50 km podczas MŚ w Paryżu rekord świata. W kraju był kilkanaście lat niepokonany, karierę sportową zakończył jesienią 2004 r., niepokonany zarazem od 2000 r. w chodziarskim maratonie na świecie. Dwa razy (1998 i 2000 r.) wybierano go najlepszym sportowcem Polski w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 9

95 lat „królowej sportu” - 7

Biegacz, który zdobywał Amerykę

 Jedną ze sztandarowych postaci 95-lecia małopolskiej lekkoatletyki jest Henryk Szordykowski. Na przełomie lat 60. i 70. był jednym z najlepszych średniodystansowców świata.

Zawodnik krakowskiego Wawelu zdobył w Helsinkach w 1971 roku na mistrzostwach Europy srebrny medal w biegu na 1500 m, dwa lata wcześniej na ME w Atenach miał na tym dystansie brąz.

- W Finlandii była okazja na złoto – opowiadał mi pan Henryk, z którym wielokrotnie miałem okazję się spotkać. - Na ostatnią prostą biegu wychodziłem z dużym zapasem sił, a prowadzący Włoch Arese słabł. Zachował się jednak jak chytry lis; kiedy chciałem go wyprzedzać, zaczął przesuwać się w prawo. Po prostu mnie blokował. Robił to tak konsekwentnie, że kończyliśmy finał nie na pierwszym czy drugim torze jak zwykle, ale bodaj na siódmym. Odepchnął mnie od mety. Wtedy takie zachowania tolerowano. Trudno, musiałem cieszyć się ze ze srebra.

Startował Szordykowski na igrzyskach w Meksyku. Wystawiono go na 800 m, gdzie dotarł do półfinału. Jednak kierownictwo ekipy ze względu na trudne wysokogórskie warunki areny igrzysk (wielu biegaczy mdlało na mecie) i w perspektywie, że krakowski biegacz ma jeszcze występ na 1500 m, wycofało go z walki o finał. Potem długo trwały dyskusje, czy słusznie. Na 1500 m Szordykowski przybiegł 7., a kto wie jak spisałby się na krótszym dystansie?… Krakowianin pojechał jeszcze na igrzyska 4 lata potem do Monachium, na 1500 m biegał w półfinale.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 7

95 lat „królowej sportu” - 5

Wytrwali biegacze spod Wawelu

Po drugiej wojnie światowej cały kraj przystąpił do odbudowy po zniszczeniach. Odradzał się też sport, na czoło wysuwała się lekkoatletyka. W kilkanaście lat stworzono w Polsce jeden z najsilniejszych teamów „królowej sportu” na świecie.

Kraków też stanął do budowy potęgi polskiej lekkoatletyki, choć i środków, i obiektów było mało. Wystarczył jednak zapał działaczy, trenerów i zawodników. 28 marca 1945 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Krakowskiego Związku Lekkiej Atletyki. Na jego czele stanął Aleksander Moroz. Później prezesem KOZLA był profesor Tadeusz Dręgiewicz, następnie Stefan Żołądź. Wiele lat szefował małopolskiej lekkoatletyce Jan Żurek. Symbolem trenerskiej myśli biegów był pod Wawelem Emil Dudziński, szkoleniowiec sprintów kobiet, w tym kadry narodowej. Pojawiło się szereg osób, najpierw zawodników, potem ofiarnych działaczy i trenerów jak Adam Bezeg, Andrzej Biernat, Zygmunt Buhl, Janusz Korosadowicz, Eugeniusz Kruczelak, Tadeusz Kwapień, Antoni Morończyk, Włodzimierz Puzio, Kazimierz Rusin, Stefan Widerski i wielu innych. AZS Kraków stał się w latach 50. trzecią siłą klubową w Polsce po Legii Warszawa i Zawiszy Bydgoszcz. Działały także prężnie w Krakowie sekcje l.a. Cracovii, Olszy, Wawelu, Wisły, potem Hutnika, powstało też wiele w województwie.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 5

95 lat „królowej sportu” - 2

Gwiazda na bieżni

Małopolski Związek Lekkiej Atletyki obchodzi w tym roku 95-lecie działalności lekkoatletycznej w Krakowie i regionie. Dziś drugi odcinek z historii tej dyscypliny sportu, w pierwszym przedstawione zostały główne wydarzenia z krakowskiej lekkoatletyki od jej zarania na naszych ziemiach aż po koniec drugiej wojny światowej.

Po 1945 roku polski sport stopniowo się odradzał. Nie inaczej było z lekkoatletyką, organizowano masowe biegi, urządzano inne zawody. Pojawili się pełni zapału szkoleniowcy, wychowali mistrzów olimpijskich i mistrzów Europy (mistrzostw świata wtedy jeszcze nie rozgrywano). W ciągu kilkunastu lat zbudowano w Polsce lekkoatletyczną potęgę, a polską reprezentację nazywano powszechnie Wunderteamem. N a przełomie lat 50. i 60. XX wieku tylko ekipa USA była na świecie lepsza od naszej, inne zostały za „biało-czerwonymi”.

Wśród gwiazd polskiej „królowej sportu” pojawiły się też kobiety. Szczególną furorę zrobiła Barbara Janiszewska-Sobotta, trzykrotna olimpijka, brązowa medalistka igrzysk 4x100 metrów w 1960 roku,, mistrzyni Europy w biegu na 200 metrów w 1958 roku oraz w sztafecie 4x100 m w 1962 roku, ponadto dwukrotnie brązowa medalistka ME. 17-krotna mistrzyni Polski.

Reprezentowała barwy krakowskiego AZS, z Krakowem związała się w wieku 20 lat, tu mieszkała do śmierci w 2000 roku. Urodziła się w 1936 roku w Poznaniu, tam zaczęła biegać w barwach AZS, z kolei zdała maturę i wraz z koleżanką, przyszłą wicemistrzynią olimpijską w skoku wzwyż Jarosławą Jóźwiakowską wyjechała do Sopotu studiować handel morski. Po rocznym tam pobycie PZLA zasugerował jej, że jeśli myśli o wyjeździe na igrzyska do Melbourne, powinna się przenieść do Krakowa, gdzie mieszka trener kadry sprinterek Emil Dudziński.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 2

95 lat „królowej sportu” - 1

Od Parku Jordana do igrzysk

Już tylko pięć lat zostało do okrągłego jubileuszu 100-lecia! W tym roku krakowska „królowa sportu” obchodzi swe 95 urodziny… Lekkoatletyka jest jednym z najstarszym sportów, uprawianych w Polsce, a swe początki łączy z Krakowem. Tu 11 października 1919 roku powstał Polski Związek Lekkiej Atletyki (przeniesiony 3 lata potem do Warszawy), a 1921 roku zainicjowano powstanie Krakowskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki. Dziś o rozwój tej dyscypliny sportu w naszym regionie dba Małopolski Związek Lekkiej Atletyki (kontynuator działań KOZLA).

Na łamach więc portalu MZLA postaram się przypomnieć, zwłaszcza młodszych adeptom lekkoatletyki, drogę jaką przeszedł ten sport w podwawelskim grodzie, najwybitniejszych zawodników i zawodniczki. Cykl wspomnień oraz nakreślenie perspektyw działania na kolejne lata zamkniemy z końcem roku.

Najpierw – oczywiście – trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak to wszystko się zaczęło? Z pierwszymi objawami uprawiania sportu mamy do czynienia z końcem XIX wieku. Na ziemiach polskich (kraj był pod zaborami) wyróżniały się w tej mierze miasta Kraków i Lwów, gdzie młodzież głównie inteligencka i robotnicza chętnie sięgała po nowinki z kultury fizycznej. Ruch sportowy rósł i krzepł. W Krakowie popularyzował te idee dr Henryk Jordan. Ten profesor medycyny na UJ propagował sport wśród młodzieży akademickie, ufundował park z terenami do ćwiczeń, zaproponował uważać lekkoatletykę jako odrębną gałąź sportu. Młodzież zaczęła uprawiać biegi i skoki w klubach. W 1914 roku powstała pierwsza w Krakowie bieżnia lekkoatletyczną – na stadionie Cracovii. Na niej 6 i 7 czerwca owego roku odbyły się pierwsze zawody.

Po I wojnie światowej w Krakowie masowo powstały sekcje l.a. Kluby te w 1921 roku podjęły inicjatywę stworzenia Krakowskiego Związku Lekkiej Atletyki, w następnym roku ukonstytuował się zarząd z Józefem Figną, nauczycielem w.f. w II gimnazjum i wiceprezesem Cracovii na czele. To było właśnie 95 lat temu… 7 maja 1922 roku KOZLA zorganizował pierwsze oficjalne zawody, bieg na trasie 2,3 km. Zwyciężył w nich Eugeniusz Toruński, uczestnik wojskowego kursu gimnastycznego. Takie były początku „królowej sportu” w Krakowie. Od Toruńskiego aż po czasy medalistów z Krakowa ostatniej doby: Korzeniowskiego, Urbasia, Haratyka…

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 1

Medalista na podium naukowym

Medalista na podium naukowym

Rozmowa z dr. GRZEGORZEM SUDOŁEM, byłym chodziarzem AZS AWF Kraków

- Gratulacje za obronę z wyróżnieniem pracy doktorskiej na krakowskiej AWF! Teraz coraz więcej sportowców, myśląc o swej przyszłości, decyduje się na studia, niemniej doktorat to chyba rzadki wyczyn. Co było impulsem?

- Sport to moja pasja, ale nauka zawsze dla mnie była ważna. W szkole średniej miałem stypendium premiera. W trakcie kariery sportowej podjąłem pracę na AWF w Krakowie jako wykładowca w Zakładzie Lekkiej Atletyki. Naturalną koleją spraw na uczelni jest osiągnięcie doktoratu. Napisałem pracę o dość długim tytule: „Czynniki warunkujące efekty w etapowym rozwoju mistrzostwa sportowego i w bezpośrednim przygotowaniu startowym zawodników osiągających najwyższy poziom światowy w chodzie sportowym”, której promotorem był profesor Edward Mleczko z mojej AWF, a recenzentami profesorowie Wiktor Adamus (UJ) i Stanisław Żak (AWF). Impulsem było też, że szukałem nowych rozwiązań w szkoleniu chodziarzy, dochodziłem do pewnych wniosków, które chciałem przelać na papier.

- Czego wicemistrz Europy dowodził w swej dysertacji? Czytaj więcej: Medalista na podium naukowym

Barbara Sobotta - gwiazda sprintu

W Krakowie na stadionie AWF dojdzie do Memoriału Dawnych Gwiazd Lekkoatletyki Małopolski. Uczestnicy uczczą pamięć Barbary Sobotty, Elżbiety Katolik i Anny Dejner.

Zawody organizuje w najbliższą niedzielę od godziny 13 Małopolski Związek Lekkiej Atletyki. W ramach imprezy przewidziane są biegi memoriałowe pamięci tych wybitnych sportsmenek.

Barbara Sobotta - fot. East News

Barbara Sobotta była prawdziwą gwiazdą nie tylko małopolskiego sportu, ale sprinterką międzynarodowego formatu. Na czoło jej licznych osiągnięć wysuwa się zdobycie mistrzostwa Europy w biegu na 200 m, w Sztokholmie w 1958 roku. Była też mistrzynią kontynentu w sztafecie cztery lata później w Belgradzie. W ME wywalczyła jeszcze dwa brązy, w Sztokholmie w sztafecie sprinterskiej, a w Belgradzie na 200 m. Była trzykrotnie olimpijką, z Rzymu w 1960 r. przywiozła brązowy medal za występ w sztafecie, na 200 była tam piąta, a w Tokio przybiegła w finale szósta. 11-krotnie zostawała mistrzynią Polski, startowała wielokrotnie w reprezentacji Polski. Nazywano ją w mediach Gwiazdą Wunderteamu. Określenie „cudownego zespołu” przypadło w latach 1957-64 polskiej reprezentacji w lekkoatletyce, która gromiła rywali w Europie, a z potęgami tego sportu USA i ZSRR toczyła równą walkę.

Czytaj więcej: Barbara Sobotta - gwiazda sprintu

Zawsze zachowuję spokój

Rozmowa z PIOTREM GALONEM, trenerem wicemistrza Europy

- Gratulacje ze srebro w Amsterdamie swego wychowanka, który debiutował w mistrzostwach Europy. Niespodzianka, czy spełnienie planu?

- Raczej wykonanie planu. Nie bez przyczyny Michał liderował w tym sezonie na liście europejskiej kulomiotów. Nawet po cichu liczyłem, że uda się mu pokonać Niemca Storla, ale dwukrotny mistrz świata wykazał klasę.

- Trema nie pokonała naszego debiutanta z AZS AWF, a może pomogła obecność trenera na stadionie w Amsterdamie?

Czytaj więcej: Zawsze zachowuję spokój

Pojechać do Brazylii na dłużej

Rozmowa z KATARZYNĄ BRONIATOWSKĄ

 

- Najstarsi hejnaliści na Wieży Mariackiej nie pamiętają, aby w corocznych najważniejszych na świecie imprezach lekkoatletycznych brakło krakowian. A tak się stało w minionym roku na światowym czempionacie w Pekinie. Z Małopolski był tam jedynie trener…

- Mam nadzieję, że to chwilowy regres. Mnie też marzył się występ w Pekinie. Sezon zaczął się nieźle, w halowych mistrzostwach Europy w Pradze w biegu na 1500 m byłam czwarta (dwa lata wcześniej w Goeteborgu miałam brąz). Z nadzieją przystąpiłam do sezonu letniego, pojechałam w lipcu na Uniwersjadę do Korei Południowej, tam zerwałam ścięgno achillesa. Poruszałam się o kulach, plany sportowe upadły. Po wyleczeniu wznowiłam treningi i teraz myślę o kwalifikacjach do igrzysk w Rio de Janeiro na 1500 m. Liczę, że impas ubiegłoroczny będzie przełamany i krakowian nie braknie na olimpijskim stadionie. Bardzo duże postępy w pchnięciu kulą poczynił Michał Haratyk, szanse wyjazdu mają też chodziarz Grzegorz Sudoł, skoczkini w dal Karolina Zawiła, cała trójka z mego klubu AZS AWF Kraków. Ja też zgłaszam akces. Może „czarnym koniem” polskiej ekipy, jeśli można tak powiedzieć, okaże się debiutująca w biegu przeszkodowym biegaczka z Wieliczki Karolina Półrola?

Czytaj więcej: Pojechać do Brazylii na dłużej

Krakowski jedynak w Portland

W Portland, położonym w stanie Oregon, (USA) od dziś do niedzieli odbędą się halowe lekkoatletyczne mistrzostwa świata z udziałem 17–osobowej polskiej reprezentacji.

16. IAAF HMŚ w Portland - foto: Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Pierwsza taka impreza odbyła się w 1985 r. w Paryżu, a dwa lata później światowy czempionat pod dachem ruszył już oficjalnie. Polska – Sopot – była organizatorem ostatnich HMŚ, w 2014 r. Wtedy złoty medal zdobyła w skoku wzwyż Kamila Lićwinko (wspólnie z Rosjanką Mariją Kucziną, która z powodu zawieszenia przez IAAF federacji rosyjskiej nie będzie obecna w Portland)), srebro wywalczyli na 800 m Angelika Cichocka i Adam Kszczot. W sumie biało-czerwoni w historii HMŚ wywalczyli 25 medali, w tym 3 złote.

Czytaj więcej: Krakowski jedynak w Portland

Jestem na początku drogi

Rozmowa z MICHAŁEM HARATYKIEM, numerem 1. na światowej liście
Michał Haratyk na HMPS w Toruniu - fot. Tomasz Kasjaniuk (PZLA)

- Ależ sprawił Pan sensację! 21,35 m w mityngu Pedro’s Cup w Łodzi oznacza, że niespełna 24-letni lekkoatleta krakowskiego AZS AWF Michał Haratyk został liderem światowej listy pchnięcia kulą w hali w tym sezonie. Tamten sezon kończył Pan z rezultatem 20,10. Eksplozja na rzutni w Łodzi zaskoczyła, czy była zaplanowana?

- Nieco wcześniej w Spale pobiłem rekord życiowy wynikiem 20,74. Z kolei na treningu pchnąłem 20,90. Czułem, że granica 21 metrów może paść, choć może nie aż tak wyraźnie. Cieszę się, ale jestem spokojny. Wiele osób gratuluje mi liderowania w światowej klasyfikacji; odpowiadam, że to początek sezonu. Mistrz świata Niemiec Storl czy utytułowani Amerykanie jeszcze nie startowali.

- Zapewne przeczytali o wyniku nieznanego im kulomiota z Krakowa. Może przysłali do Tomasza Majewskiego sms-a z zapytaniem: kto to jest ten Haratyk?!

Czytaj więcej: Jestem na początku drogi

Na dobrej drodze do RIO

Rozmowa z maratończykiem HENRYKIEM SZOSTEM

- W zakończonym niedawno warszawskim maratonie, który zarazem był mistrzostwami Polski, zajął Pan drugie miejsce za Arturem Kozłowskim z Sieradza. Mistrzem kraju w maratonie był Pan dotąd trzykrotnie, w tym w ostatnich latach w Warszawie dwa razy z rzędu. Jakiś niedosyt z braku hat tricku?

Czytaj więcej: Na dobrej drodze do RIO

6 medali krakowian na HMPS

W Toruniu rozegrano 60. jubileuszowe lekkoatletyczne mistrzostwa Polski w hali, będące zarazem ostatnią szansą zdobycia kwalifikacji do halowych MŚ w Portland (USA). 

Ciekawie zapowiadał się finał pchnięcia kulą z powodu spodziewanego ataku rywali na pozycję starego mistrza Tomasza Majewskiego (AZS AWF Warszawa). Atak się powiódł, wygrał Rafał Kownatke (LKS Puck) przed Konradem Bukowieckim (Gwardia Szczytno) obaj po 20,37, trzeci był Majewski 20,33. Dopiero za  nimi Michał Haratyk (AZS AWF Kraków) 19,81, który ma w tym sezonie najlepszy wynik w kraju. Mimo niepowodzenia w Toruniu Haratyk (wraz Bukowieckim) ma być zakwalifikowany do polskiej ekipy na światowy czempionat.

Czytaj więcej: 6 medali krakowian na HMPS

Góry nowym wyzwaniem

Rozmowa z KRZYSZTOFEM BODURKĄ

Krzysztof Bodurka z KS Cracovia 1906 został powołany do reprezentacji kraju i ma wystąpić w mistrzostwach Europy w biegach górskich.

Mistrzostwa rozegrane zostaną w lipcu w Arco, w regionie Trydentu. 26-letni biegacz Cracovii zaczął przygotowania do swego debiutu na tak prestiżowej imprezie. Lekkoatletykę uprawia od 6 sezonów, wcześniej grał w piłkę nożną. Pochodzi z podkrakowskich Nielepic, więc znalazł się w pobliskich Orlętach Rudawa, w których przed laty wychował się Adam Nawałka. Trochę sezonów kopał piłkę, aż pechowo nabawił się kontuzji po uderzeniu w nerkę.

Czytaj więcej: Góry nowym wyzwaniem

Piękny, medalowy rok

Rozmowa z ALEKSANDRĄ GAWORSKĄ, biegaczką AZS AWF Kraków

- Chyba zaskoczyła Pani sympatyków „królowej sportu” w minionym sezonie. Najważniejsze sukcesy to brązowy medal w sztafecie 4x400 m na MŚ seniorów Londynie, ponadto złote medale w tejże sztafecie w młodzieżowych ME w Bydgoszczy i na Uniwersjadzie w Tajpej. Spodziewała się Pani tego?

- Wyniki przekroczyły wyobrażenia. Myślałam, że szczytem sezonu dla mnie będą młodzieżowe ME. Tymczasem forma rosła, dołączyłam do kadry i znalazłam się na MŚ seniorów, choć formalnie, ostatni rok, bo mam 22 lata, jestem w kategorii młodzieżowej. Złote medale cieszą, ale ten brązowy najbardziej, bo wywalczony wśród elity, najlepszych biegaczek świata. Zadowolona jestem ze zdobycia 4. lokat w biegach na 400 m przez płotki w młodzieżowych ME i na Uniwersjadzie. Już wywalczenie miejsca w finale było wielkim osiągnięciem.

- Mówiono, że na seniorskie MŚ do Londynu młoda Aleksandra Gaworska pojedzie jako rezerwowa…

- Tak, niemniej miałam nadzieję, że pobiegnę na londyńskim tartanie. Raczej w eliminacjach sztafety, ale trener kadry Aleksander Matusiński w poranek finałowego dnia wyznaczył mnie do walki o medal w reprezentacyjnej czwórce.

- Nie było debiutanckiej tremy?

Czytaj więcej: Piękny, medalowy rok

Czerwona róża za medal

Rozmowa z kulomiotką Anną Niedbałą, medalistką ME

- Wynik 16,32 metra i 3. miejsce zawodniczki WKS Wawel w pchnięciu kulą na mistrzostwach Europy juniorów do lat 20 we włoskim Grosseto. Zaskoczenie czy spełnienie planu?

- Ustanowiłam tam rekord życiowy, poprzedni wynosił 16,10 i pochodził z mistrzostw Polski juniorów w Toruniu, gdzie walczyłam 1. miejsce. W Grosseto znalazłam się jako posiadaczka siódmego wyniku w skali europejskiej. Może mało kto wierzył w mój medal, ale mnie sporo motywacji dało wywalczenie przez dwie koleżanki dwóch srebrnych medali w młodzieżowych ME w Bydgoszczy. Pomyślałam, skoro one mogły, dlaczego ja nie? To był taki pozytywny zapalnik.

- Jak wyglądała walka na włoskim stadionie?

- W eliminacjach pchnęłam kulą 15,80 m i miałam trzeci wynik konkursu, który mnie podbudował. Zrodziła się myśl, a może trafię na podium? Szansa mnie nie sparaliżowała. Zaczęłam finał od 15,62, co dawało 5. miejsce. Trener Andrzej Kurdziel, który się opiekował mną na tych zawodach, ocenił, że to dobre wejście, trzeba walczyć dalej, iść na całego… W trzeciej kolejce uzyskałam 16,32, czym chyba zaskoczyłam niektóre rywalki, już nie dały rady się zrewanżować. Wygrała Niemka Julia Ritter 17,23, to nieprawdopodobny wynik.

- Po medalu było święto?

Czytaj więcej: Czerwona róża za medal

W Krakowie są talenty!

Rozmowa z Tomaszem Majewskim, dwukrotnym mistrzem olimpijskim w pchnięciu kulą, obecnie działaczem sportowym

- Kiedy kariera sportowa Adama Małysza zbliżała się do końca, zastanawiano się, ile lat poczekamy na jego następcę. Tymczasem następca znalazł się bardzo szybko – Kamil Stoch. Po Pana dwóch złotych medalach olimpijskich też zadawano w całym kraju pytanie, jak długo będziemy czekać na drugiego Tomka Majewskiego…

- Karierę sportową zakończyłem z końcem minionego roku, a zdaje się, że następca już jest (śmiech). Mówię o Konradzie Bukowieckim. Od wieku juniora ma obiecujące wyniki, zimą w Belgradzie w halowych mistrzostwach Europy seniorów pokonał wszystkich rywali, a ma dopiero 20 lat!

- Przy okazji wynikiem 21,97 m w stolicy Serbii zabrał Panu absolutny (licząc wyniki w hali i na stadionie) rekord Polski 21,95. Nie żal?

- Taka kolej rzeczy, choć nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko. Teraz działam w strukturach Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, więc tylko mogę cieszyć się, że polska lekkoatletyka obfituje w talenty, które sprawdzają się w poważnych zawodach. Kiedy startowałem, całe lata byłem w swej konkurencji w Polsce samotny, w kraju wygrywałem spokojnie, bo za mną długo, długo nie było nikogo. Teraz mamy grupę dobrych kulomiotów, poza Konradem - Jakub Szyszkowski, Michał Haratyk, jest rywalizacja.

Czytaj więcej: W Krakowie są talenty!

Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę

Asy Małopolski 2016. Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę
Sylwetka. Olimpijczyk z Meksyku i Monachium, wicemistrz Europy w biegu na 1500 metrów HENRYK SZORDYKOWSKI, który został Asem Honorowym, ma 72 lata i nadal żyje sportem.
Dawny as stadionów był jednym z najlepszych średniodystansowców na świecie na przełomie lat 60. i 70. Urodził się w 1944 roku koło Ciechanowa. Ze sportem zetknął się dopiero w trakcie służby wojskowej.
- Przed laty chłopcy z miasteczek i wiosek mogli zetknąć się z wyczynem sportowym, gdy byli powoływani do wojska - wspomina. - Wtedy trafiali na jakieś zawody. Mnie powołano do jednostki w Morągu.
Dowódca zwracał uwagę na poranne biegi, a ja zawsze przybiegałem do celu pierwszy. Nie tylko dlatego, że chciałem wygrywać. Nie lubiłem tłoku, więc starałem się szybko biec, aby pod prysznicem nie mieć go wokół . Dzięki szybkości mogłem się spokojnie umyć.
Biegał dużo, w tym w masce, jak na szkolenie przystało. W zawodach wojskowych osiągał dobre wyniki. Zauważył to WKS Wawel i zaproponował mu przeprowadzkę do Krakowa, gdzie była silna sekcja lekkiej atletyki, dobrzy trenerzy i utalentowani biegacze, z Edwardem Stawiarzem na czele.
Włoch Arese biegł nie fair
Szordykowskiego prowadził trener Stanisław Ożóg, a jego podopieczny czynił szybkie postępy. Zdobywał tytuły mistrza Polski (w sumie 11 razy), bił rekordy kraju, jego koronnym dystansem stało się 1500 metrów. Podczas mistrzostw Europy, które miały wtedy wyższą rangę niż dziś, bo mistrzostw świata jeszcze nie było - zdobył 2 medale: brąz w 1969 roku w Atenach, srebro w 1971 roku w Helsinkach.
- W stolicy Finlandii miałem szansę na złoto - mówi. - Zacząłem finisz, jednak na ostatniej prostej prowadzący Włoch Arese blokował mnie, ciągle przesuwał w prawo. Bieg ukończyliśmy nie na pierwszym, drugim, ale na siódmym torze. Dziś biegacz na ostatniej prostej nie może zachowywać się tak nie fair, byłby zdyskwalifikowany.
Dwa razy uczestniczył w igrzyskach olimpijskich. W Meksyku w 1968 roku był siódmy na 1500 m, uzyskał też awans do półfinału na 800 m. Jednak kierownictwo ekipy, oszczędzając siły biegacza w wysokogórskim mieście, wycofało go z dalszej walki. Bieganie, i to w dwóch konkurencjach, było ryzykiem, Wielu zawodników mdlało, i to już po jednym biegu. 4 lata później w Monachium Szordykowski odpadł w połfinale na 1500 m.
„Wściekły Polak atakuje”

Czytaj więcej: Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę

Urodziny Jana Balachowskiego

28 grudnia 1948 roku w Krakowie urodził się Jan Balachowski - olimpijczyk z 1968, wicemistrz Europy w biegu sztafetowym 4 x 400 metrów z 1971 roku.

Były biegacz Cracovii i Wawelu Jan Balachowski, który na bieżniach pod dachem w latach 1967-82 aż 8-krotnie stawał na podium. Zdobył 5 złotych medali na 400 m i w różnych sztafetach, miał 2 srebra i 1 brąz.

- Aż trudno uwierzyć, że tyle lat minęło od tych pięknych czasów – wspomina Jan Balachowski.

- Z Heniem Szordykowskim, który uprawiał biegi średnie, zawsze wracaliśmy do Krakowa z medalami, a mogłem mieć ich więcej, jednak dwukrotnie w finałach zmogły mnie urazy. Te czasy kojarzą się mi z kolegami z reprezentacji Andrzejem Badeńskim i Janem Wernerem, z którymi nieraz stawaliśmy wspólnie na podium. Obu już nie ma wśród nas, a ostatnio odszedł redaktor Bohdan Tomaszewski, który tak pięknie mówił w Polskim Radiu o lekkoatletyce… Traktowaliśmy wtedy sezon halowy równie poważnie jak letni. Jest tylko poważna różnica - jak patrzę na współczesne, imponujące hale lekkoatletyczne, stwierdzam, że minęła epoka. Startowaliśmy w obiektach skromnych, nieraz na deskach ledwo zbitych, niestabilnych, dudniących, z ostrymi, wysokimi wirażami. W Madrycie np. zawody zorganizowano na torze kolarskim. Wiraże były tak wysokie, że jeśli ktoś nie wbiegł z największą prędkością, spadał ze ściany.

Małopolska „królowa” w blokach - I

Dogonić Sobottową i Urbasia!

Małopolska lekkoatletyka przekroczyła 95 lat swej oficjalnej działalności. Były na tej drodze lata chwały, jak i momenty trudne. Jaka jest kondycja „królowej sportu” dzisiaj? W kilku odcinkach przedstawimy aktualną sytuację, wspierając się opiniami ekspertów, naszych szkoleniowców. Zajmiemy się blokami konkurencji, na początek blok biegów sprinterskich z 400 metrami, także płotkarskich, kobiet i mężczyzn.

W tych konkurencjach Kraków nieraz dominował na polskiej scenie lekkoatletycznej. Wspomnijmy choć czasy Barbary Sobottowej, trzykrotnej olimpijki i dwukrotnej złotej medalistki mistrzostw Europy (200 m i i sztafeta 4x100 m ), jej koleżanki Marii Kusion-Bibro, albo lata nie tak odległe kiedy na przełomie XX i XXI wieku ton walce sprinterów w Polsce nadawali krakowianie. Marcin Urbaś przeszedł do historii polskiego sportu, przekraczając granicę 20 sekund na 200 m, Marcin Nowak był medalistą w sztafecie mistrzostw Europy, po nich wygrywał setkę na MP Dariusz Kuć. Oni wszyscy zawiesili wysoko poprzeczkę dla następców. Obecnie pod Wawelem nie mamy takich sprinterów, czy sprinterek. Wyróżnia się jedynie na 400 m i 400 m przez płotki Aleksandra Gaworska, medalistka mistrzostw świata w sztafecie 4x400 m. Błysnął też płotkarski talent do niedawna juniorki Klaudii Siciarz, rekordzistki świata juniorek na 60 m ppł. w hali.

Czytaj więcej: Małopolska „królowa” w blokach - I

Rekordowe czasy, udane powroty

Na stadionie AWF w Krakowie Małopolski Związek Lekkiej Atletyki zorganizował zawody- Memoriał Trenerów - będący praktycznie otwarciem nowego sezonu na stadionach.

Zawody uczciły pamięć zmarłych, zasłużonych szkoleniowców „królowej sportu” w okręgu małopolskiego: Jana Puchera, Bogusława Swiby i Kazimierza Świerzowskiego. Padły dobre wyniki. Bieg na nietypowym dystansie 500 m wygrała medalistka ubiegłorocznych MŚ w Londynie, uznana przez „Dziennik Polski” sportowym odkryciem 2017 roku w Małopolsce Aleksandra Gaworska. Biegaczka AZS AWF uzyskała czas 1.08,65 , z którego bardzo zadowolony był jej trener Andrzej Giza, bo rezultat wykazał, że wytrwała praca treningowa owocuje. To najlepszy wynik w kraju w historii polskiej lekkoatletyki. Poprzedni najlepszy czas też należał do Gaworskiej, był prawie o sekundę gorszy. Zawodniczka pozytywnie podsumowała swój występ na tartanie w Krakowie. - Przepracowałam dużo czasu na obozach, byłam w Afryce, Hiszpanii, Zakopanem, Miałam trudny sezon halowy. Teraz, od maja, pora na pokazywanie się na bieżni. Z rezultatu się cieszę. Mam nadzieję, że praca na treningach przełoży się na dobre efekty na stadionach. Mój cel w tym roku to mistrzostwa Europy w Berlinie. Chciałabym biegać tam w reprezentacyjnej sztafecie 4x400 m oraz na 400 m przez płotki. Niebawem więc przystąpię do biegów płotkarskich. Oby tylko zdrowie dopisywało, na razie nie jest źle – podsumowała Aleksandra Gaworska. Druga w tym biegu była kolejna podopieczna trenera Andrzeja Gizy Mariola Karaś z rekordem życiowym 1.10,41 (AZS AWF Kraków).

Memoriały bieg pamięci trenera Jana Puchera na 1000 m wygrał Adam Czerwiński (Lider Siercza). Czas 2.21,44 jest jego rekordem życiowym. Były biegacz Wawelu bardzo się ucieszył z tego rezultatu. - Po kilku latach rozłąki z bieganiem na stadionach, postaram się wrócić do krajowej czołówki na średnich dystansach. Ten plan pogodzę to z moją pracą nauczyciela w szkole i trenowaniem młodzieży w Sierczy koło Wieliczki– stwierdził Czerwiński. W tym mityngu kolejne miejsca na 1000 m za Czerwińskim zajęli: Andrzej Kowalczyk 2.27,02 i Szymon Dobaj 2.27,79, obaj z Wawelu, podopieczni trenera Grzegorza Sobczyka. Na 1000 m kobiet zwyciężyła Katarzyna Chryczyk 2.49,69 (AZS AWF Kraków, trener Wacław Mirek).

Czytaj więcej: Rekordowe czasy, udane powroty

Co debiut, to medal

Rozmowa z Aleksandrą Gaworską, wicemistrzynią halowych MŚ

- Serdeczne gratulacje za srebrny medal, zdobyty podczas halowych, lekkoatletycznych mistrzostw świata w Birmingham w sztafecie 4x400 metrów!

- Dziękuję bardzo. Podium stanowiło dla nas marzenie i cel. Amerykanki były poza zasięgiem, choć dystans Polek do nich się zmniejsza. Trener kadry Andrzej Matusiński motywował nas do walki. W finale byłyśmy trzecie, ale szybko okazało się, że druga na mecie sztafeta Jamajki została zdyskwalifikowana. Nam przypadło srebro, zarazem poprawiłyśmy rekord Polski w hali o ponad 2 sekundy.

- Po finale sztafet było sporo zamieszania z dyskwalifikacjami…

- Tak, bo ukarano też Brytyjki, ale niebawem cofnięto im karę. Jamajki zostały zdyskwalifikowane słusznie, bo za błąd w ustawieniu w strefie zmian. Z kolei protestowały Ukrainki, że Patrycja Wyciszkiewicz przeszkodziła w biegu ich zawodniczce, ale sędziowie tego nie uznali. Mówiono, że groźba kary wisi też nad sztafetą USA, bo jedna z Amerykanek miała przekroczyć linię toru, ale film tego nie potwierdził.

- Nie tak dawno Pani nie była pewna swych występów w hali w tym roku…

Czytaj więcej: Co debiut, to medal

Krakowska jedynaczka w Birmingham

W Birmingham (Wielka Brytania) od czwartku do niedzieli trwać będą 17. halowe mistrzostwa świata w lekkoatletyce z udziałem 27-osobowej ekipy polskich lekkoatletów.

Jedyną osobą z Krakowa w polskiej reprezentacji jest 23-letnia biegaczka z AZS AWF Aleksandra Gaworska, aspiruje do sztafety 4x400 m. - Nie byłam pewna występów tej zimy – mówi podopieczna trenera Andrzeja Gizy. - Najpierw leczyłam kontuzję, przepadła mi część treningów. Teraz jestem zdrowa, w halowych mistrzostwach Polski w Toruniu byłam na 400 m czwarta, co zadecydowało o powołaniu mnie do reprezentacji. Do sztafety kandyduje u nas sześć biegaczek, o wyborze czwórki startujących zadecydują trenerzy już w Birmingham. Mam nadzieję zmieścić się w tym kwartecie. To byłby mój debiut w mistrzostwach świata w hali. W poprzednim sezonie zdobyłyśmy brąz na MŚ na stadionie, teraz po cichu taki cel też się pojawia, ale będzie trudno. Niemniej liczę na udany występ całej ekipy polskiej w Birmingham.

Czytaj więcej: Krakowska jedynaczka w Birmingham

95 lat „królowej sportu” - 12

95 lat „królowej sportu” - 12

Dziesiątka asów nad asami

To już ostatni, 12. felietonowo-wspomnieniowy odcinek. Kończy się rok, który był jubileuszowym: 95-lecia oficjalnej działalności lekkoatletyki na ziemi krakowskiej. I właśnie na tych łamach miałem miłą okazję przypomnieć największe dokonania asów krakowskiej „królowej sportu” w minionym 95-leciu.
Ten jubileusz uczcił ostatnio Małopolski Związek Lekkiej Atletyki. Na uroczystym spotkaniu w ośrodku w Osieczanach zjawili się trenerzy, działacze, niektórzy zawodnicy z całego regionu. Prezes MZLA Grzegorz Sobczyk podsumował dokonania, omówił aktualną sytuację lekkoatletyki w Małopolsce. Z kolei zasłużonym szkoleniowcom i działaczom przekazał dyplomy honorowe. Dzieje małopolskiej „królowej sportu” w 95-leciu nakreślił wiceprezes związku Jakub Sowiński.
Mnie przypadła przyjemność prelekcji o największych gwiazdach l.a naszego regionu. Zadanie nie było łatwe, pod Wawelem trenowało i startowało kilkaset wybitnych postaci z bieżni, skoczni czy rzutni i o nich można byłoby mówić godzinami. Trzeba było dokonać selekcji. Wybrałem 10 asów 95-lecia, a tu poniżej ich przedstawiam. O każdym tylko parę słów, bo byli oni bohaterami poprzednich 11 odcinków. I jeszcze osobisty dopisek - całą dziesiątkę miałem okazję poznać i wielokrotnie rozmawiać. Zaczynam od miejsca 10.

10. Antoni Chrzanowski
To ukłon w stronę czasów najdawniejszych, gdy powstawała lekkoatletyka na ziemi krakowskiej. Starszy o rok od klubów Cracovii i Wisły, mieszkał koło Błoń. Lubił biegać, zapisał się do sekcji l.a. Wisły, trenował na deptaku przy Parku Jordana. Biegał na 200, 400, startował też we Lwowie, W-wie, zdobył mistrzostwo wojskowe kraju na 100 m. Na mej liście jest symbolem czasów pionierskich l.a w Krakowie, aż do końca XX wieku był żywym świadkiem historii.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 12

95 lat „królowej sportu” - 10

Sprintem w nowy wiek

W wiek XXI małopolska lekkoatletyka weszła z wielką gwiazdą światowego formatu w swych szeregach – Robertem Korzeniowskim. Chodziarz krakowskiego Wawelu 4-krotnie został mistrzem olimpijskim, 3 razy mistrzem świata i 2 razy mistrzem Europy. Swoją karierę zakończył w 2004 roku.

W tym czasie mocną grupę lekkoatletów w małopolskim regionie stanowili biegacze, szczególnie sprinterzy z AZS AWF Kraków oraz Wawelu. W 1998 roku coraz głośniej było o młodym biegaczu z akademickiego klubu, 200-metrowcu Marcinie Urbasiu. Swe pierwsze sportowe kroki stawiał pod okiem trener Ewy Ślusarczyk w SKS Kusy, potem przeszedł do AZS AWF w ręce trenera Lecha Salamonowicza. Sprinter awansował do kadry narodowej i miał pełne szansę występu w mistrzostwach Europy w Budapeszcie. Niestety, kontuzja uniemożliwiła mu start, z trybun oglądał jak jego koledzy wywalczyli w stolicy Węgier w biegu sztafetowym 4x100 m brązowy medal. Za rok talent Urbasia eksplodował i usłyszała o nim cała sportowa Polska. Podczas mistrzostw świata w Sewilli uzyskał w półfinale na 200 m rewelacyjny czas 19,98 s. Jako pierwszy Polak i drugi białoskóry sprinter w historii pokonał na tym dystansie barierę 20 sekund. Ten rekord Polski trwa już 19 lat i nikt na razie w kraju nie zbliżył się do wyniku Urbasia. W finale w Sewilli krakowianin był 5.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 10

95 lat „królowej sportu” - 8

Triumfy na bieżni i w hali

Oto kolejnych garść wspomnień z 95 lat działalności lekkoatletycznej w Małopolsce.

Celina Sokołowska była najlepszą polską zawodniczką w biegach długich na przełomie lat 70. i 80. Biegaczka krakowskiej Wisły wywalczyła aż 25 medali mistrzostw Polski juniorek i seniorek na stadionie, w hali i przełajach, wszystkie na dystansach 1500 m i 3000 m, w tym mistrzynią kraju zostawała 17-krotnie , 14 razy jako seniorka. Ustanawiała rekordy Polski na obu swych dystansach. W 1976 roku w marokańskim Rabacie wywalczyła srebrny medal w drużynowym czempionacie globu w biegu na przełaj.

Zaczynała karierę sportową w Budowlanych Kielce. Potem trafiła do sekcji l.a. Wisły Kraków, gdzie brylowała w biegach średnich Elżbieta Katolik. Obie zawodniczki uczyniły klub „Białej Gwiazdy” czołowym w biegach na arenie krajowej, udanie startowały za granicą. Z kolei wybitnym przedstawicielem Wisły wtedy w biegach był maratończyk, olimpijczyk z Moskwy Zbigniew Pierzynka.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 8

95 lat „królowej sportu” - 6

Fundamenty pod gmach „królowej”

Bardzo blisko do jubileuszu stulecia oficjalnej działalności lekkoatletycznej w Małopolsce.

Dziś kolejna kartka z jej dziejów.

Czasy powojenne to stopniowe dźwiganie się do wyżyn sportu polskiego, w tym krakowskiego. Popularna była piłka nożna, ale osiągnięciami przewyższyły ją wtedy inne dyscypliny sportu jak lekkoatletyka. W barwach Wisły biegał Stefan Widerski, powojenny mistrz Polski w biegach na 1500 m oraz w hali na 800 m. Jako młody chłopak mieszkał przy Kazimiera Wielkiego, a często zachodził na Rynek do matki, która pracowała w księgarni. Tam spotkał piłkarza Wisły Stefana Szumilasa, który chłopcu podarował bilet na mecz. To związało Widerskiego z klubem „Białej Gwiazdy”, ale niebawem wojna przerwała sportową pasję. Widerski działał w AK. Dopiero po wojnie mógł zająć się sportem. Zaczynał od piłki, ze względu na wrodzoną szybkość ustawiano go na skrzydle. Niemniej młody piłkarz rozwinął skrzydła na innym polu…. Trener lekkoatletyki Wacław Sidorowicz postanowił zrobić z niego biegacza. Widerski trenował systematycznie, także zimą w hali przy ulicy Zwierzynieckiej i wysunął się na czoło średniodystansowców w okręgu krakowskim. Uzyskał najlepszy czas w Polsce na 1500 m. Za nim podążyli inni Małopolanie. Podczas mistrzostw Polski w 1948 roku w Poznaniu zwycięskie podium po finale 1500 m opanowała trójka biegaczy z Wisły. Pierwszy był Stefan Widerski, za nim Tadeusz Kwapień i Zbigniew Boczar. Widerski popisał się niezwykłym wyczynem podczas MP sztafet 3 x1000 m, odebrał pałeczkę, gdy rywale byli 50 metrów z przodu, ale po zaciętej pogoni wyprowadził klub na 2. miejsce. Miałem okazję poznać nestora krakowskich biegów średnich. Pan Stefan tak wspominał:

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 6

95 lat „królowej sportu” - 4

Igrzyska z pechem

Krakowska lekkoatletyka obchodzi 95-lecie. To kolejna kartka z jej dziejów.

Pod koniec lat 50. narodził się polski Wunderteam. Jednak nie tylko lekkoatleci stanowili o jego sile. Do czołówki międzynarodowej awansowały też kobiety. Poprzednio opisałem już rolę sprinterki AZS Kraków Barbara Sobottowej, mistrzyni Europy na 200 metrów oraz w sztafecie, w tworzeniu potęgi polskiej lekkoatletyki, dziś kolej na inne lekkoatletki z małopolskiego regionu.

Urszula Figwer była na przełomie lat 50. i 60. czołową oszczepniczką świata. Zawodniczka krakowskiego AZS została dwukrotnie olimpijką, w Melbourne w 1956 roku zajęła w finale 5. miejsce, 4 lata potem w Rzymie – 6. Zdobyła akademickie wicemistrzostwo świata w 1959 roku w Turynie, 3 razy została mistrzynią Polski. Stanowiła bardzo silny punkt reprezentacji Polski i wiele lat brylowała w swej konkurencji w kraju.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 4

95 lat „królowej sportu” - 3

Byli podporą Wunderteamu

Oto trzeci odcinek z 95-letnich dziejów „królowej sportu” pod Wawelem. Czas po drugiej wojny światowej to żywiołowy rozwój sportu w Polsce, a lekkoatletyka wśród różnych dyscyplin sportowych wysuwała się na czoło. W latach 50. zbudowano w kraju silną drużynę narodową w biegach, skokach i rzutach.
W popularnych wtedy meczach międzypaństwowych biało-czerwoni lekkoatleci gromili rywali z obydwu państw niemieckich, Wielkiej Brytanii, Włoch, czy też Federacji Rosyjskiej. Dlatego nasz zespół trafnie ochrzczono Wunderteamem – cudownym zespołem. Tylko Amerykanie byli poza zasięgiem Polaków. W tych meczach każdy kraj wystawiał po dwóch zawodników w każdej konkurencji, zwycięzca każdej otrzymywał 5 pkt, drugi – 3, trzeci 2 i ostatni – 1. Do końcowego rezultatu meczu liczyła się suma punktów. Mecze trwały po dwa dni, w Polsce gromadziły dziesiątki tysięcy widzów, przeważnie na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie (100 tysięcy na spotkaniu Polska – USA!) oraz miliony przy radioodbiornikach (telewizja była jeszcze powijakach).

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” - 3

Młodzi chcą trenować u „królowej”

Kolejny sezon „królowej sportu” za nami. O dokonaniach polskich lekkoatletów było głośno, swą cegiełkę do sukcesów kadry seniorów podczas mistrzostw świata w Londynie, a także w trakcie innych imprez dołożyli także Małopolanie, jak biegaczka Aleksandra Gaworska, brązowa medalistka MŚ w sztafecie 4x400 m, czy kulomiot Michał Haratyk (oboje AZS AWF Kraków), 5. w MŚ.

Na zapleczu kadry seniorów także było ciekawie. Małopolscy młodzi lekkoatleci też mieli czym się cieszyć w mijającym roku. Złote medale w młodzieżowych mistrzostwach Europy do lat 23 w Bydgoszczy wywalczyły w sztafecie 4x400 m zdobyły Aleksandra Gaworska oraz Mariola Karaś (obie AZS AWF Kraków), szkolone przez Andrzeja Gizę. Monika Nowak (AZS AWF Kraków) w dysku znalazła się w finale tychże MME; trenowała u Kazimierza Rusina, obecnie pod okiem Dominiki Tomczak.

Dwa medale przywiozły krakowianki z mistrzostw Europy juniorów do lat 19 w Grossetto. Klaudia Siciarz (AZS AWF Kraków) wywalczyła brąz w biegu na 100 m przez płotki, trenuje ją Ewa Ślusarczyk, także brąz stał się udziałem kulomiotki Anny Niedbały (Wawel Kraków), szkolącej się u Jana Michniaka. 4. miejsce zajęła w tym włoskim mieście sztafeta Polski 4x400 m, wśród której biegła Katarzyna Martyna (Wawel Kraków), trenująca pod kierunkiem Mariusza Pasia. 6. miejsce w skoku w dal zajął Mateusz Różański (AZS PWSZ Tarnów), jego trener to Jarosław Wałaszek.

Ponadto zimą w hali Siciarz ustanowiła w biegach na 60 m przez płotki rekordy juniorek i świata.

Czytaj więcej: Młodzi chcą trenować u „królowej”

5 medali krakowian w MPS

W Bydgoszczy zakończyły się lekkoatletyczne mistrzostwa Polski, które zarazem były okazją do zdobycia minimów PZLA do igrzysk w Rio i ME w Amsterdamie.

Burze i gradobicia nie przeszkodziły Pawłowi Fajdkowi (Agros Zamość) w osiągnięciu znakomitego wyniku 81,87 w rzucie młotem. Lider tegorocznej światowej tabeli ustanowił rekord mistrzostw Polski. - Rzucałem w takim rytmie jak zmienna pogoda – stwierdził polski mistrz świata. – Niektóre próby były dalekie, inne nieudane. Jestem jednak zadowolony, bo umocniłem się na czele światowej listy. Na razie myślę o mistrzostwach Europy w Amsterdamie, bo są za dwa tygodnie, a igrzyska dopiero w sierpniu. Chcę w Holandii być w formie...

Czytaj więcej: 5 medali krakowian w MPS

Młodzi chcą sięgać do gwiazd

Trzech medalistów mistrzostw Europy i Świata w lekkiej atletyce spotkało się z młodzieżą nowohuckich szkół, by przybliżyć jej tajniki sportu.

Spotkanie zorganizował Małopolski Związek Lekkiej Atletyki przy współudziale Gimnazjum im. Bogdana Jańskiego na osiedlu Niepodległości, znane z wielu sportowych inicjatyw. Uczniowie i uczennice mogą poza nauką rozwijać swe sportowe pasje. Spotkanie nosiło hasło: „Nie bój się sięgać gwiazd!” współuczestnikami byli: Urząd Krakowa, Miejskie Centrum Profilaktyki Uzależnień, MOS Kraków-Wschód oraz MZLA, których przedstawiciele pojawili się w nowohuckim gimnazjum.

Zaproszonymi asami „królowej sportu” byli: Marcin Urbaś (AZS AWF Kraków), już po zakończeniu kariery, olimpijczyk, halowy mistrz Europy na 200 m, Grzegorz Sudoł (AZS AWF Kraków), wciąż startujący chodziarz, medalista MŚ i ME, marzący teraz o wyjeździe na swe czwarte igrzyska olimpijskie oraz trener chodu Ilja Markow, były wicemistrz olimpijski i mistrz świata w barwach Rosji w marszu na 20 km, od lat szkoleniowiec w Małopolsce, prezes stowarzyszenia Niepołomice Biegają. Zaproszone zostały też dwie utalentowane lekkoatletki, stojące u progu kariery: skoczkini wzwyż, młodzieżowa mistrzyni Polski z ub. roku Justyna Konior (AZS AWF Kraków) oraz kulomiotka, medalista OOM Anna Niedbała (Wawel Kraków).

Czytaj więcej: Młodzi chcą sięgać do gwiazd

Ostatni olimpijski sezon

Rozmowa z GRZEGORZEM SUDOŁEM

Grzegorz Sudoł z prywatnego archiwum zdjęć

- Pokonanie ostatnio na mityngu halowym w Bratysławie dwóch mistrzów świata w chodzie sportowym to zapewne dobry prognostyk na zbliżający się sezon olimpijski… 

- Pierwszy raz w tym roku wystartowałem w zawodach, na sprinterskim – a specjalizuję się w marszowych „maratonach” - dystansie 5 km. Na mecie byłem drugi za Brytyjczykiem Tomem Bosworthem, natomiast za mną przybyli dwa ostatni mistrzowie świata na 50 km: Słowak Matej Toth (2015 r. Pekin) oraz Irlandczyk Robert Heffernan (2013 r. Moskwa). Dystans dla nas był nietypowy, hala, trudno wyciągać dalekosiężne wnioski, niemniej satysfakcja jest, jak i motywacja do dalszej pracy. Chcę w sierpniu pojechać na igrzyska do Rio de Janeiro i pomaszerować tam na 50 km.

Czytaj więcej: Ostatni olimpijski sezon

Ilu krakowian w RIO

Na ostatnich igrzyskach w Londynie z Krakowa startowało 4 lekkoatletów, wszyscy z AZS AWF: Agnieszka Szwarnóg (chód na 20 km), Matylda Szlęzak (3000 m z prz.), Grzegorz Sudoł (chód na 20 km) i Rafał Sikora (chód na 50 km), wszyscy bez większych sukcesów. W Pekinie reprezentowało Małopolskę 7 osób. Ilu ma szanse do Rio?

Przede wszystkim 38-letni Grzegorz Sudoł, który chce w dawnej stolicy Brazylii maszerować na 50 km, czyli na swym koronnym dystansie, a nie jak 4 lata temu na 20 km. – W chodziarskim „maratonie” czuję się lepiej niż w krótszym chodzie – twierdzi zawodnik. Aby wystartować w Rio, musi na mistrzostwach Polski w marcu, w słowackich Dudincach, osiągnąć limit PZLA 3.50 godz na 50 km. - Dam radę, mój rekord życiowy wynosi 3.41.20 – uważa Sudoł. W przypadku gdyby więcej zawodników uzyskało limit PZLA, zadecyduje ranking na podstawie startów od 22.08.2015 po 10 maja. Na razie występów chodziarze mają mało. Jak najlepszy czas w Dudincach będzie mocno przybliżał do Rio. W rezerwie zostanie Sudołowi występ 7 maja w drużynowych MŚ w Rzymie. Wydaje się, że największą przeszkodą dla chodziarza, by po raz czwarty zostać olimpijczykiem, może być… pech. Raz złamał żebro przed zawodami, kilka razy nagle zachorował na żołądek itd. – Mam nadzieję, limit pecha już się wyczerpał – mówi zawodnik.

Czytaj więcej: Ilu krakowian w RIO

Czekam na udany debiut

Rozmowa z PIOTREM GALONEM, trenerem kulomiota Michała Haratyka

- Gratuluję świetnych wyników podopiecznego! W tym sezonie halowym Michał Haratyk pchnął kulą aż 21,35 m, poprawił rekord życiowy o ponad metr, przez pewien czas był liderem światowej listy kulomiotów, aktualnie jest trzeci za Amerykanami. Zaskoczyło to Pana? 

- Nie, bowiem Michała dobrze znam, obserwuję na treningach. Pracował solidne i w trakcie treningowych prób kula szybowała coraz dalej. A ponieważ jest typem zawodnika, który na zawodach uzyskuje na ogół lepsze wyniki niż podczas treningów, wierzyłem, że w tym roku granica 21 metrów pęknie. Tak się stało i to niezmiernie cieszy.

- Wyniki ponad 21 m, wygrywanie z czołówką krajową z Tomaszem Majewski na czele przyniosły Michałowi Haratykowi miano rewelacji sezonu halowego. Niemniej w halowych mistrzostwa Polski w Toruniu był dopiero czwarty…

Czytaj więcej: Czekam na udany debiut

Uczcili pamięć trenerów

Na stadionie AWF w Krakowie odbył się mityng otwarcia sezonu lekkoatletycznego, w ramach którego rozegrano biegi memoriałowe pamięci zasłużonych trenerów.

19 zawodników zgromadził dystans 1000 m seniorów imienia trenera Jana Puchera. Po znakomitym finiszu zwyciężył reprezentant Wawelu Adam Czerwiński w czasie 2.24,26. Drugi był Grzegorz Kunc (AZS AWF Kraków), a trzeci Patryk Marmon (Budowlani Nowy Sącz).

- Jan Pucher był moim kolegą z bieżni i pracy trenerskiej - wspomina dwukrotny olimpijczyk i mistrz Polski w biegach długich Edward Stawiarz. – Startował w barwach klubów śląskich, potem Wawelu. Został szkoleniowcem w tym klubie, także w Wiśle. Nawet gdy przeszedł na emeryturę, każdy czas poświęcał trenującym lekkoatletom. Nazywano go łowcą talentów. Podczas wojny jako dziecko z rodziną wywieziony został na Syberię. Tam jego starsza siostra wykazała się wielką przytomnością umysłu, podając że brat ma 2 lata mniej niż w rzeczywistości. Dzięki temu jako młodociany został po wojnie szybko zwolniony, a w kraju oczywiście wrócił do prawdziwych danych…

Czytaj więcej: Uczcili pamięć trenerów

Nowy sezon i nowe nadzieje

Rozmowa z GRZEGORZEM SOBCZYKIEM, prezesem Małopolskiego Związku Lekkiej Atletyki

- Przed jakimi najważniejszymi imprezami stoją w tym sezonie lekkoatleci?

- Na czoło wysuwają się oczywiście igrzyska olimpijskie które rozegrane zostaną 5-21 sierpnia w Rio de Janeiro. Wcześniej, bo 6-10 lipca odbędą się w Amsterdamie lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Ważną próbą, by móc ubiegać się na te dwie imprezy, będą 24-26 czerwca mistrzostwa Polski w Bydgoszczy. Ponadto w kraju szereg imprez, w tym mistrzostwa świata juniorów w Bydgoszczy 19-24 lipca. W Krakowie 12 czerwca organizujemy Memoriał Gwiazd Małopolskiej Lekkiej Atletyki: Barbary Sobotty, Elżbiety Katolik i Anny Dejner. Poza cyklicznymi imprezami dla wszystkich kategorii wiekowych będziemy czynili starania, aby stadion WKS Wawel był gospodarzem finału lekkoatletycznej ekstraklasy.

- Kto z Małopolski będzie się ubiegał o udział w igrzyskach czy w mistrzostwach kontynentu?

Czytaj więcej: Nowy sezon i nowe nadzieje

Medalowe starty juniorów w HMP

10 medali wywalczyła ekipa z Małopolski w rozegranych w hali w Spale mistrzostwach Polski juniorów (do lat 19) i juniorów młodszych (do lat 17).

Katarzyna Martyna Niespodziankę w kategorii juniorskiej sprawiła Anna Niedbała (Wawel), która pchając kulę na odległość 15,08 poprawiła rekord życiowy i pokonała doświadczoną już na arenie międzynarodowej, czwartą zawodniczkę MŚ kadetów w Cali (Kolumbia) Maję Ślepowrońską 14,95. 18-letnia podopieczna trenera Jana Michniaka wysunęła się na czoło w czwartej kolejce. W tej konkurencji ćwiczy od 2 lat, pcha stylem klasycznym kulą 4-kg (dla juniorek i seniorek waga sprzętu jest taka sama). Zawodniczka ma dobre warunki fizyczne, mierzy powyżej 1,80 m wzrostu, jest pełna zapału, a sport dzieli z nauką w LO nr 12 w Krakowie. Ostatnio światowymi wynikami w kuli wśród seniorów popisał się Michał Haratyk z krakowskiego AZS AWF, może Anka pójdzie niebawem w te ślady wśród kobiet?!

Czytaj więcej: Medalowe starty juniorów w HMP

Medal był blisko

Rozmowa z kulomiotem Michałem Haratykiem

- Sezon lekkoatletyczny zbliża się ku końcowi, ale Pan kulę nadal w ręku dzierży…

- Czas mam dość pracowity. Po mistrzostwach świata w Londynie uczestniczyłem już w sześciu mityngach. Jeżdżę po kraju i za granicą. Teraz w Bad Koestritz w Niemczech pchnąłem
21,27 m i zająłem 3. miejsce. Sporo tych startów, nawet nie ma kiedy trenować…

Trener Piotr Galon z wychowankiem Michałem Haratykiem - fotografia archiwalna z MPS Sopot 2014

- Ile jeszcze czeka występów w tym sezonie?

Czytaj więcej: Medal był blisko

Być w elicie w Londynie!

Rozmowa z Michałem Haratykiem, kulomiotem z AZS AWF Kraków

- Mistrzostwo Polski seniorów w pchnięciu kulą wywalczył Pan pierwszy raz, a do tej pory był dwukrotnie wicemistrzem. Przed zawodami w Białymstoku pytałem trenera Piotra Galona, czy jedziecie tam po trzecie srebro, bo za faworyta uznaje się posiadacza najlepszego w tym sezonie wyniku w kraju (21,59) Konrada Bukowieckiego? Pana trener wyznał, że wierzy w złoto! Pan też wierzył?

- Oceniałem, że Konrad wygra, a mnie przypadnie znów srebrny medal. Jednak konkurs nie udał się memu koledze, pchał zbyt blisko jak na swoje możliwości, natomiast ja dwukrotnie biłem rekord życiowy. Po finale Konrad mi pogratulował. Walczymy ze sobą często, nieraz wygrywałem, oczywiście przegrywałem, ale dokładnej statystyki nie prowadzę.

- Wszystkie sześć prób na stadionie w Białymstoku udanych, w tym 4 wyniki powyżej 21 metrów i rekord życiowy 21,53. Przyszła idealna forma?

Czytaj więcej: Być w elicie w Londynie!

Przez płotki na podium w Grosseto

Rozmowa z lekkoatletką Klaudią Siciarz, medalistką ME

- Kiedy zimą ustanowiła Pani halowy rekord świata w biegu na 60 metrów przez płotki, w domu w nagrodę czekał tort. Jakie było święto, gdy teraz przywiozła Pani z mistrzostw Europy juniorów do lat 20 we włoskim Grosseto brązowy medal za bieg płotkarski na 100 metrów?

- Najważniejsza była radość rodziców. Wyjechali po mnie na dworzec i wszyscy bardzo się cieszyliśmy. Rodzice mnie wspierają, pomagają w uprawianiu sportu, zawsze mogę na nich liczyć. To był mój trzeci występ za granicą, byłam na mistrzostwach świata juniorów Cali (Kolumbia), gdzie zajęłam 8. miejsce. Medal w Grosseto to największe osiągnięcie w mej dotychczasowej karierze. Mam wiele trofeów, w tym roku w różnych mistrzostwach kraju zdobyłam pięć medali. Teraz ten z mistrzostw Europy zawisnął obok tamtych w gablocie w mym domu.

Czytaj więcej: Przez płotki na podium w Grosseto

Gwiazdy zapraszają młodych na zajęcia z "Królową Sportu"

Na obiektach Wojskowego Klubu Sportowego Wawel doszło do spotkania asów, medalistów polskiej lekkoatletyki z młodzieżą w ramach cyklu „Nie bój się sięgać gwiazd”.

Patronat nad tymi cyklicznymi imprezami sprawuje Małopolski Związek Lekkiej Atletyki. W ich trakcie młodzi adepci „królowej sportu” mogą bezpośrednio spotkać się ze sławami lekkoatletyki, zapoznać się z ciekawymi wydarzeniami z ich startów, usłyszeć porady sportowe, a także odbyć trening pod okiem mistrzów.

Tym razem do hali Wawelu na spotkanie z uczennicami i uczniami okolicznych szkół, ale także  z innych dzielnic miasta (a towarzyszyli im nauczyciele i trenerzy) przybył z Warszawy wielokrotny mistrz olimpijski, świata i Europy w chodzie sportowym Robert Korzeniowski, reprezentując przez swoje najlepsze lata kariery WKS Wawel stał się gospodarzem wydarzenia. Pojawili się też medaliści wielu imprez: Katarzyna Broniatowska, Angelika Cichocka, Grzegorz Sudoł i Krystian Zalewski.

Nawiązując do hasła spotkania, Robert Korzeniowski mówił:

- Patrząc w niebo na gwiazdy, wydaje się niemożliwe, by do nich sięgnąć… A jednak. Jeśli bardzo chcemy i będzie wytrwale dążyć, czyli w sporcie pilnie trenować, każdy może stać się gwiazdą sportu. – Sławny olimpijczyk zachęcał do podjęcia treningów. Krystian Zalewski, wicemistrz Europy w biegu przeszkodowym wskazał, że każdy z młodych może być kiedyś na miejscu aktualnych mistrzów. Złota medalistka mistrzostw Europy na 1500 m Angelika Cichocka mówiła, że wszyscy mogą odnaleźć się w konkretnej dziedzinie, jedni jako uczeni, drudzy jako artyści, a kto ma szybkie i nogi i chęć do treningów jako gwiazdor na stadionie.

- Chcecie być gwiazdami sportu? – rzucił młodym słuchaczom pytanie Robert Korzeniowski. Odpowiedziało mu chóralne: - tak!

- Młodzież zasypała gości szczegółowymi pytaniami, o początki i przebieg kariery sportowej, jak o ich zainteresowania pozasportowe.

W trakcie spotkania Robert Korzeniowski oraz wiceprezes WKS Wawel Grzegorz Sobczyk (prezes MZLA) podpisali umowę o współpracy. Czterokrotny mistrz olimpijski powiedział: - Długo byłem zawodnikiem Wawelu i w tych barwach klubowych zdobyłem wszystkie moje najważniejsze medale. Teraz zaproponowałem stworzenie tutaj akademii lekkoatletycznej pod moim imieniem. Zapraszamy na obiekty  WKS  Wawel na treningi biegania czy skoków młodzież, nawet z rodzicami. Starsi też będą mogli podjąć zajęcia ruchowe. Młodzi zaś dostaną okazję rozpoczęcia kariery lekkoatlety. Nie stawiamy limitu wieku, każdy chętny od 6 do 106 lat może spróbować. Będę na nich czekać doświadczeni trenerzy jak byli medaliści MŚ i ME Grzegorz Sudoł czy Ilja Markow oraz inni doświadczeni szkoleniowcy. Podobną inicjatywę przedstawiłem w Warszawie, tam już chętni trenują, czas na Kraków. Cieszę się, że z zajęciami ruszymy w klubie moich sukcesów sportowych, z WKS Wawel porozumieliśmy w tej sprawie błyskawicznie. Akademia Lekkoatletyczna Roberta Korzeniowskiego RK Athletics-WKS Wawel zaprosi na stadion przy ulicy Podchorążych 3 od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych!

Projekt ten jest kolejnym mocnym akcentem upowszechniającym lekką atletyką wśród krakowskich dzieci i młodzieży i uzupełni miejski program „Młodzieżowych spotkań z lekką atletyką” wypełniając wszystkie dni tygodnia.

Już dzisiaj zapraszamy wszystkich chętnych do aktywnego spędzania czasu.

Jan Otałęga

Gwiazda na horyzoncie

Rozmowa z Klaudią Siciarz i trenerką Ewą Ślusarczyk

To była magiczna zima 19-letniej lekkoatletki krakowskiego AZS AWF Kraków Klaudii Siciarz. W tym sezonie kolejno rozprawiała się z halowymi rekordami kraju, Europy i świata juniorek na 60 metrów przez płotki.

Wielu obserwatorów lekkoatletyki uważa, że młoda podopieczna trener Ewy Ślusarczyk jest obiecującym talentem biegów płotkarskich, niemniej zaskoczeni zostali tą wyjątkową serią. Zresztą sama zawodniczka tak samo; zwłaszcza, że halowe występy były pierwszymi po półrocznej przerwie z ubiegłego sezonu, kiedy leczyła kontuzję nogi.


- Nie nastawiałyśmy się, ani nie liczyłyśmy na bicie rekordów – wyznaje trener Ewa Ślusarczyk. - Mam zasadę: nigdy nie planuję, nie obiecuję rekordów czy medali moich podopiecznych. Chcę tylko, aby biegali jak najszybciej. Wtedy trofea, czy rekordy są miłym odzwierciedleniem naszej pracy. Z Klaudią pracowałyśmy systematycznie, ale ostrożnie, aby wróciła po kontuzji do pełni sił. Tej zimy stopniowo chciała biegać coraz więcej. Została mistrzynią Polski juniorek na 60 m przez płotki. Nawet zadebiutowała (formalnie juniorka) w mistrzostwach Polski seniorek, zdobywając na tym dystansie złoty medal.
Nie było więc wytyczonego planu poprawiania kolejnych rekordów. Plan startów wynikał z aktualnej dyspozycji zawodniczki i akceptacji jej szkoleniowca.

- Najpierw Klaudia ustanowiła rekord krajowy i to ją bardzo satysfakcjonowało, bo kontuzja nie zostawiła śladu – wspomina pani trener. - Następnie w Toruniu przed mistrzostwami kraju juniorek Klaudia najpierw wybrała się zwiedzać gród Kopernika, przy okazji najadła się toruńskich pierników, nikt z nas nie wspominał o kolejnym rekordzie. A jednak po tej uczcie padł w hali rekord kontynentu. Dowiedziałyśmy się o tym już w hotelu, ściągano Klaudię na badanie antydopingowe, pognała z mokrymi włosami… Z kolei na mistrzostwa Polski seniorek, znów do Torunia, jechałyśmy aż 8 godzin w korkach. Żadna z nas nie zastanawiała się, jaki jest aktualny rekord świata juniorek. Dopiero, gdy wygrała i ogłoszono wynik 8,00 sekundy, dowiedziałyśmy się, że to rekord…

- Tak, pierniki przed startem chyba mi pomogły – śmieje się Klaudia Siciarz. - Nie planowałam bicia rekordów, wiedziałam, że po pechowej kontuzji nogi w minionym sezonie mam wiele do odrobienia w treningach. Ćwiczyłam więc pilnie, a czując chęć do biegania, startowałam. Ale do pewnej granicy, mimo posiadania minimum PZLA do mistrzostw Europy seniorów w Belgradzie, z tego wyjazdu zrezygnowałam. Tak było rozsądnie, nie można się zbyt szybko eksploatować.
Kontuzja z ubiegłego roku wynikła nie bezpośrednio ze sportu, ale z przypadkowego pokręcenia nogi, miała naruszone więzadła w stawie skokowym. Należało stopniowo doprowadzić stopę do sprawności, ale zawodniczka inne elementy treningowe od razu wykonywała, jak wyrabianie siły, ćwiczenia w basenie. Trenerka nie dopuszczała jedynie do biegania, aż podopieczna wróci do pełnej sprawności.

- Klaudia jest pilna w treningach, ale nie unika przyjemności życia, jak trzeba bywa na studniówce, na innych spotkaniach, nie jest tak, że trenujemy za wszelką cenę – ocenia pani trener.
Siciarz wygrała już w biegach płotkarskich z wszystkimi rywalkami w kraju, zarówno juniorkami jak i seniorkami. Ostatnia do pokonania była starsza o 5 lat Karolina Kołeczek. Spotkały się w hali w Toruniu i juniorka z Krakowa wygrała. A nie jest prosto wygrywać ze starszymi, choćby z tego powodu, że napięty program startów juniorek i seniorek często wyklucza bezpośrednią walkę. W nadchodzącym sezonie letnim też tak będzie. W lipcu we włoskim Grosseto rozgrywane będą mistrzostwa Europy w lekkoatletyce do lat 20, a w tym samym terminie krajowe mistrzostwa Polski seniorów. I co tu wybrać?!

Czytaj więcej: Gwiazda na horyzoncie

W RIO nie było strasznie

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- Z trojga krakowskich lekkoatletów, którzy uczestniczyli w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, Pan uzyskał najlepszy wynik – 19. miejsce na 74 startujących w chodzie na 20 km…

- Jestem zadowolony. To był mój drugi olimpijski występ, w Pekinie w marszu na 20 km byłem 46. W Brazylii uzyskałem czas w granicach najlepszego swego wyniku w sezonie, a dużo innych chodziarzy nie zbliżyło się do swych najlepszych tegorocznych osiągnięć. Maszerowaliśmy w temperaturze 22-23 stopni, dobrze się zaadaptowałem do tamtejszych warunków klimatycznych. Przybyłem do Rio 6 dni przed startem, co było trafne. Maratończyk Yared Shegumo przyjechał zaledwie 3 dni przed biegiem i dużo za to zapłacił. Po powrocie do kraju jednak apetyt rośnie... Analizuję teraz swój występ, wyciągam wnioski co poprawić, by następnym razem być wyżej na mecie. Dalekosiężnym celem są igrzyska w Tokio.

Czytaj więcej: W RIO nie było strasznie