Być w elicie w Londynie!

Rozmowa z Michałem Haratykiem, kulomiotem z AZS AWF Kraków

- Mistrzostwo Polski seniorów w pchnięciu kulą wywalczył Pan pierwszy raz, a do tej pory był dwukrotnie wicemistrzem. Przed zawodami w Białymstoku pytałem trenera Piotra Galona, czy jedziecie tam po trzecie srebro, bo za faworyta uznaje się posiadacza najlepszego w tym sezonie wyniku w kraju (21,59) Konrada Bukowieckiego? Pana trener wyznał, że wierzy w złoto! Pan też wierzył?

- Oceniałem, że Konrad wygra, a mnie przypadnie znów srebrny medal. Jednak konkurs nie udał się memu koledze, pchał zbyt blisko jak na swoje możliwości, natomiast ja dwukrotnie biłem rekord życiowy. Po finale Konrad mi pogratulował. Walczymy ze sobą często, nieraz wygrywałem, oczywiście przegrywałem, ale dokładnej statystyki nie prowadzę.

- Wszystkie sześć prób na stadionie w Białymstoku udanych, w tym 4 wyniki powyżej 21 metrów i rekord życiowy 21,53. Przyszła idealna forma?

- Na taką od dawna pracowałem. Jednak nigdy nie jest tak, aby technika wykonania była idealna, zawsze znajdą się jakieś detale do poprawienia. Analizowałem nagrania z konkursu i dostrzegam, że w kole prawa noga jeszcze jest za wolna. Będę nad tym pracował, a czy się da poprawić, zobaczymy.

- Fizycznie natomiast zawodnikowi nic nie dolega?

- Teraz nie, niemniej rok miałem pechowy. Zaczęło się zimą od naderwania mięśnia, potem choroba. Na halowe mistrzostwa Europy do Belgradu w zasadzie nie powinienem jechać, startowałem tam osłabiony. Potem w maju przyszła ospa. Może wystarczy tego. Musiałem nadrabiać tracony czas, wyniki wskazują, że raczej się udało. Forma jest, nadeszła miesiąc temu, a obecnie trzeba ją podtrzymywać.

- Ma Pan 12. wynik w tym roku na świecie (Bukowiecki 10.) i pewny wyjazd na mistrzostwa świata w Londynie. Co chce Pan osiągnąć nad Tamizą?

- Przed wszystkim przebrnąć eliminacje i wejść do szerokiego finału z udziałem 12 kulomiotów. W finale sukcesem byłoby miejsce w pierwszej ósemce. Czy tak będzie, czas pokaże. Faworytem jest Amerykanin Ryan Crouser, który regularnie pcha kulę ponad 22 metry.

- Rzeczywiście eliminacje w wielkich imprezach są trudną próbą. Nie zawsze udawało się Panu je przebrnąć…

- Tak, rok temu pojechałem do Portland na halowe mistrzostwa świata w hali i ciężko było mi się tam odnaleźć. Ogłaszano nam długie przerwy w zawodach, nie bardzo wiedziałem się co dzieje, taki los debiutanta. Do finału nie wszedłem. Na igrzyskach w Rio nadal zżerała trema, eliminacje okazały się za wysokim progiem. Zimą z kolei w Belgradzie nie wyszło, ale jak mówiłem, po chorobie nie powinno mnie tam być. Są więc eliminacje sporym problemem. Nawet w udanych dla mnie mistrzostwach Europy w Amsterdamie, gdzie wywalczyłem srebrny medal, w eliminacjach dopiero trzecia, ostatnia kolejka dała mi przepustkę do finału.

- Razem z trenerem zapewne teraz często omawiacie, jak opanować nerwy w eliminacjach w Londynie?

- Trener pomaga, ale ze stresem muszę uporać się sam. Nie mam psychologa, nie potrzebuję, bo uważam, że uporanie się z problemami koncentracji przed zawodami powinno należeć do zawodnika. Nie zapomnimy przy tym, że najważniejsze jest przygotowanie fizyczne i techniczne, Jak te elementy nie zawodzą, stres zwalczyć łatwiej. Niemniej w zawodach czekają inne pułapki. Mam problem ze ślizganiem się w kole.

- Ale Pan rywale chyba też…

- Niekoniecznie. Jakub Szyszkowski z polskiej kadry np. nie ślizga się wcale. Najgorzej jest w hali, na powierzchni drewnianej w kole trudno o równowagę. Na stadionach betonowe nawierzchnie są różne, zależnie od struktury. Na szczęście, jak pamiętam z występu w Londynie, tam koło jest dosyć szorstkie.

- Trzeba więc życzyć zawodnikowi krakowskiego AZS AWF, aby w Londynie nie było poślizgu!Pytałem legendę polskiej kuli Tomasza Majewskiego o Pana. Odpowiadał, że wierzy w Haratyka, a mankamenty w występach powinien on usuwać częstymi startami i zdobywaniem doświadczenia.

- Oczywiście. Tamten rok był debiutancki, wszędzie w wielkich zawodach byłem nowicjuszem. Teraz już więcej wiem o specyfice walki, jak reagować, może w Londynie będzie dobrze. Jestem jednak na początku kariery, sporo przede mną i wierzę, że stopniowo będzie coraz lepiej. Wszystko postawiłem na sport, on mi daje satysfakcję, a występy w mityngach przynoszą zarobki na dalsze szkolenia i obozy. W mistrzostwach świata na otwartym stadionie wystąpię pierwszy raz, ale bogatszy o doświadczenia z poprzedniego sezonu i liczę, że to nie ostatni występ.

Rozmawiał: Jan Otałęga

Przez płotki na podium w Grosseto

Rozmowa z lekkoatletką Klaudią Siciarz, medalistką ME

- Kiedy zimą ustanowiła Pani halowy rekord świata w biegu na 60 metrów przez płotki, w domu w nagrodę czekał tort. Jakie było święto, gdy teraz przywiozła Pani z mistrzostw Europy juniorów do lat 20 we włoskim Grosseto brązowy medal za bieg płotkarski na 100 metrów?

- Najważniejsza była radość rodziców. Wyjechali po mnie na dworzec i wszyscy bardzo się cieszyliśmy. Rodzice mnie wspierają, pomagają w uprawianiu sportu, zawsze mogę na nich liczyć. To był mój trzeci występ za granicą, byłam na mistrzostwach świata juniorów Cali (Kolumbia), gdzie zajęłam 8. miejsce. Medal w Grosseto to największe osiągnięcie w mej dotychczasowej karierze. Mam wiele trofeów, w tym roku w różnych mistrzostwach kraju zdobyłam pięć medali. Teraz ten z mistrzostw Europy zawisnął obok tamtych w gablocie w mym domu.

Czytaj więcej: Przez płotki na podium w Grosseto

95 lat „królowej sportu” w Małopolsce - 3

Byli podporą Wunderteamu

Oto trzeci odcinek z 95-letnich dziejów „królowej sportu” pod Wawelem. Czas po drugiej wojny światowej to żywiołowy rozwój sportu w Polsce, a lekkoatletyka wśród różnych dyscyplin sportowych wysuwała się na czoło. W latach 50. zbudowano w kraju silną drużynę narodową w biegach, skokach i rzutach.
W popularnych wtedy meczach międzypaństwowych biało-czerwoni lekkoatleci gromili rywali z obydwu państw niemieckich, Wielkiej Brytanii, Włoch, czy też Federacji Rosyjskiej. Dlatego nasz zespół trafnie ochrzczono Wunderteamem – cudownym zespołem. Tylko Amerykanie byli poza zasięgiem Polaków. W tych meczach każdy kraj wystawiał po dwóch zawodników w każdej konkurencji, zwycięzca każdej otrzymywał 5 pkt, drugi – 3, trzeci 2 i ostatni – 1. Do końcowego rezultatu meczu liczyła się suma punktów. Mecze trwały po dwa dni, w Polsce gromadziły dziesiątki tysięcy widzów, przeważnie na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie (100 tysięcy na spotkaniu Polska – USA!) oraz miliony przy radioodbiornikach (telewizja była jeszcze powijakach).

Historycy sportu mogą się spierać, od kiedy właściwie zaczęła się era Wunderteamu, trwająca niemal do końca lat 60… Większość, z piewcą dziejów Wunderteamu, redaktorem Bohdanem Tomaszewskim na czele, opowiada się za meczem Polska – Węgry w 1956 roku w Poznaniu. Do tego spotkania to bratankowie znad Dunaju górowali nad naszymi lekkoatletami. Mecz nad Wartą wszystko odmienił. Zacięta walka trwała w każdej konkurencji. W pewnym momencie walczyli długodystansowcy na 10 km. W trakcie biegu kontuzji nogi doznał polski zawodnik z krakowskiego Wawelu Stanisław Ożóg. Mimo bólu i kłopotów krakowianin nie zszedł bieżni. Kulejąc, daleko od czołówki, dotarł do mety. Wiedział, że gdyby zszedł z trasy, nasza drużyna nie uzyskałaby żadnego punktu, a w tym wyrównanym spotkaniu liczyła każda, nawet najmniejsza zdobycz. Prowadzący w radiu transmisję Bohdan Tomaszewski powiedział, że zapewne kiedyś zapomnimy wynik spotkania, ale nigdy nie zapomnimy kulejącego, ambitnego biegacza, który nie zważając na ból, dołożył swą małą cegiełkę do gmachu zwycięstwa Polaków.

Ten mecz zaczął serię zwycięskich spotkań „biało-czerwonych”. Dziś takich meczów się nie organizuje, może szkoda.

Stanisław Ożóg był etatowym kadrowiczem Wunderteamu, zwykle startował na 10 km. Z kolei 16 razy był mistrzem Polski. Wystąpił w pamiętnych mistrzostwach Europy w 1958 roku w Sztokholmie, gdzie biało-czerwoni wywalczyli rekordowe do dziś 8 złotych medali, Ożóg był piąty na swoim koronnym dystansie. W 1962 roku prowadził stawkę w maratonie na mistrzostwach Europy w Belgradzie. Kto wie, gdyby nie skurcze mięśni, może wygrałby ten ekskluzywny bieg? Jako szkoleniowiec trenował zawodników Wawelu, m.in. olimpijczyków Edwarda Stawiarza i Henryka Szordykowskiego.
Innym stałym reprezentantem Polski z Krakowa był w tym czasie Roman Muzyk. W meczach międzypaństwowych wystąpił 18-krotnie, a wygrał w nich 5 razy. Uprawiał bieg płotkarski na 110 m, rekord życiowy (na bieżni żużlowej wtedy) doprowadził do 14,1 s (czasy mierzono wówczas ręcznie). Bronił wiele lat barw krakowskiej Wisły, 4 razy został mistrzem Polski w biegach płotkarskich. Startował w igrzyskach olimpijskich w Rzymie w 1960 roku, bardzo niewiele brakło mu do półfinału. Po zakończeniu kariery sportowej pracował w kryminalistyce.

Kraków miał szczęście do wysokich płotków. Pałeczkę od wiślaka Muzyka na tym dystansie przejął Adam Kołodziejczyk z Cracovii. Jako pierwszy Polak zszedł na 110 m ppł poniżej 14 sekund, uzyskał czas 13,9 s. 23-krotnie bronił barw narodowych w meczach, wygrał w nich 2 razy. Biegał w półfinale mistrzostw kontynentu w 1966 roku w Budapeszcie, a w ME halowych w Madrycie w dwa lata potem był czwarty. 4 razy zdobywał złote medale mistrzostw kraju.

Cała trójka biegaczy, podpór Wunderteamu, już od nas odeszła. Jeszcze kiedyś miałem okazję spotkać się z Romanem Muzykiem, który wspominał dawne lata swych startów, jak wielkim przeżyciem dla niego było ubranie koszulki klubowej i jak wielkim honorem było zostać reprezentantem Polski. Potem udało się mi porozmawiać z Adamem Kołodziejczykiem, który od lat mieszkał w kanadyjskim Toronto, a zmarł rok temu.

- Sport stanowił dla mnie przygodę – wspominał Adam Kołodziejczyk. - Natomiast żyłem jako zwykły obywatel, pracowałem jako kreślarz, a na treningi jeździłem po pracy. Kiedy powoływano mnie do kadry, PZLA musiał porozumieć się z moimi pracodawcami, aby puścili mnie na wyjazd, czy obóz. Płotkarzem zostałem przypadkiem, bo trenowałem najpierw przełaje. Trener Zbigniew Bibro powiedział mi kiedyś, że nie ma nikogo do wystawienia w płotkach, więc ja muszę. I tak zacząłem i polubiłem płotki. Zejście jako pierwszy Polak w biegu na 110 metrów poniżej granicy 14 sekund, dało mi wielka satysfakcję. A biegaliśmy w tamtych latach na ciężkiej, żużlowej bieżni, tartanu jeszcze nie było. Rekord wynikiem 13,9 s ustanowiłem w 1967 roku w Szczecinie, w trakcie meczu Polska – Wielka Brytania. Później jeszcze w Gdańsku uzyskałem 13,8, ale zawody nie były zgłoszone oficjalnie, więc kolejnego rekordu nie uznano…

Jan Otałęga



95 lat „królowej sportu” w Małopolsce - 2

Gwiazda na bieżni

Małopolski Związek Lekkiej Atletyki obchodzi w tym roku 95-lecie działalności lekkoatletycznej w Krakowie i regionie. Dziś drugi odcinek z historii tej dyscypliny sportu, w pierwszym przedstawione zostały główne wydarzenia z krakowskiej lekkoatletyki od jej zarania na naszych ziemiach aż po koniec drugiej wojny światowej.

Po 1945 roku polski sport stopniowo się odradzał. Nie inaczej było z lekkoatletyką, organizowano masowe biegi, urządzano inne zawody. Pojawili się pełni zapału szkoleniowcy, wychowali mistrzów olimpijskich i mistrzów Europy (mistrzostw świata wtedy jeszcze nie rozgrywano). W ciągu kilkunastu lat zbudowano w Polsce lekkoatletyczną potęgę, a polską reprezentację nazywano powszechnie Wunderteamem. N a przełomie lat 50. i 60. XX wieku tylko ekipa USA była na świecie lepsza od naszej, inne zostały za „biało-czerwonymi”.

Wśród gwiazd polskiej „królowej sportu” pojawiły się też kobiety. Szczególną furorę zrobiła Barbara Janiszewska-Sobotta, trzykrotna olimpijka, brązowa medalistka igrzysk 4x100 metrów w 1960 roku,, mistrzyni Europy w biegu na 200 metrów w 1958 roku oraz w sztafecie 4x100 m w 1962 roku, ponadto dwukrotnie brązowa medalistka ME. 17-krotna mistrzyni Polski.

Reprezentowała barwy krakowskiego AZS, z Krakowem związała się w wieku 20 lat, tu mieszkała do śmierci w 2000 roku. Urodziła się w 1936 roku w Poznaniu, tam zaczęła biegać w barwach AZS, z kolei zdała maturę i wraz z koleżanką, przyszłą wicemistrzynią olimpijską w skoku wzwyż Jarosławą Jóźwiakowską wyjechała do Sopotu studiować handel morski. Po rocznym tam pobycie PZLA zasugerował jej, że jeśli myśli o wyjeździe na igrzyska do Melbourne, powinna się przenieść do Krakowa, gdzie mieszka trener kadry sprinterek Emil Dudziński.

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” w Małopolsce - 2

95 lat „królowej sportu” w Małopolsce - 1

Od Parku Jordana do igrzysk

Już tylko pięć lat zostało do okrągłego jubileuszu 100-lecia! W tym roku krakowska „królowa sportu” obchodzi swe 95 urodziny… Lekkoatletyka jest jednym z najstarszym sportów, uprawianych w Polsce, a swe początki łączy z Krakowem. Tu 11 października 1919 roku powstał Polski Związek Lekkiej Atletyki (przeniesiony 3 lata potem do Warszawy), a 1921 roku zainicjowano powstanie Krakowskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki. Dziś o rozwój tej dyscypliny sportu w naszym regionie dba Małopolski Związek Lekkiej Atletyki (kontynuator działań KOZLA).

Na łamach więc portalu MZLA postaram się przypomnieć, zwłaszcza młodszych adeptom lekkoatletyki, drogę jaką przeszedł ten sport w podwawelskim grodzie, najwybitniejszych zawodników i zawodniczki. Cykl wspomnień oraz nakreślenie perspektyw działania na kolejne lata zamkniemy z końcem roku.

Najpierw – oczywiście – trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak to wszystko się zaczęło? Z pierwszymi objawami uprawiania sportu mamy do czynienia z końcem XIX wieku. Na ziemiach polskich (kraj był pod zaborami) wyróżniały się w tej mierze miasta Kraków i Lwów, gdzie młodzież głównie inteligencka i robotnicza chętnie sięgała po nowinki z kultury fizycznej. Ruch sportowy rósł i krzepł. W Krakowie popularyzował te idee dr Henryk Jordan. Ten profesor medycyny na UJ propagował sport wśród młodzieży akademickie, ufundował park z terenami do ćwiczeń, zaproponował uważać lekkoatletykę jako odrębną gałąź sportu. Młodzież zaczęła uprawiać biegi i skoki w klubach. W 1914 roku powstała pierwsza w Krakowie bieżnia lekkoatletyczną – na stadionie Cracovii. Na niej 6 i 7 czerwca owego roku odbyły się pierwsze zawody.

Po I wojnie światowej w Krakowie masowo powstały sekcje l.a. Kluby te w 1921 roku podjęły inicjatywę stworzenia Krakowskiego Związku Lekkiej Atletyki, w następnym roku ukonstytuował się zarząd z Józefem Figną, nauczycielem w.f. w II gimnazjum i wiceprezesem Cracovii na czele. To było właśnie 95 lat temu… 7 maja 1922 roku KOZLA zorganizował pierwsze oficjalne zawody, bieg na trasie 2,3 km. Zwyciężył w nich Eugeniusz Toruński, uczestnik wojskowego kursu gimnastycznego. Takie były początku „królowej sportu” w Krakowie. Od Toruńskiego aż po czasy medalistów z Krakowa ostatniej doby: Korzeniowskiego, Urbasia, Haratyka…

Czytaj więcej: 95 lat „królowej sportu” w Małopolsce - 1

Gwiazda na horyzoncie

Rozmowa z Klaudią Siciarz i trenerką Ewą Ślusarczyk

To była magiczna zima 19-letniej lekkoatletki krakowskiego AZS AWF Kraków Klaudii Siciarz. W tym sezonie kolejno rozprawiała się z halowymi rekordami kraju, Europy i świata juniorek na 60 metrów przez płotki.

Wielu obserwatorów lekkoatletyki uważa, że młoda podopieczna trener Ewy Ślusarczyk jest obiecującym talentem biegów płotkarskich, niemniej zaskoczeni zostali tą wyjątkową serią. Zresztą sama zawodniczka tak samo; zwłaszcza, że halowe występy były pierwszymi po półrocznej przerwie z ubiegłego sezonu, kiedy leczyła kontuzję nogi.


- Nie nastawiałyśmy się, ani nie liczyłyśmy na bicie rekordów – wyznaje trener Ewa Ślusarczyk. - Mam zasadę: nigdy nie planuję, nie obiecuję rekordów czy medali moich podopiecznych. Chcę tylko, aby biegali jak najszybciej. Wtedy trofea, czy rekordy są miłym odzwierciedleniem naszej pracy. Z Klaudią pracowałyśmy systematycznie, ale ostrożnie, aby wróciła po kontuzji do pełni sił. Tej zimy stopniowo chciała biegać coraz więcej. Została mistrzynią Polski juniorek na 60 m przez płotki. Nawet zadebiutowała (formalnie juniorka) w mistrzostwach Polski seniorek, zdobywając na tym dystansie złoty medal.
Nie było więc wytyczonego planu poprawiania kolejnych rekordów. Plan startów wynikał z aktualnej dyspozycji zawodniczki i akceptacji jej szkoleniowca.

- Najpierw Klaudia ustanowiła rekord krajowy i to ją bardzo satysfakcjonowało, bo kontuzja nie zostawiła śladu – wspomina pani trener. - Następnie w Toruniu przed mistrzostwami kraju juniorek Klaudia najpierw wybrała się zwiedzać gród Kopernika, przy okazji najadła się toruńskich pierników, nikt z nas nie wspominał o kolejnym rekordzie. A jednak po tej uczcie padł w hali rekord kontynentu. Dowiedziałyśmy się o tym już w hotelu, ściągano Klaudię na badanie antydopingowe, pognała z mokrymi włosami… Z kolei na mistrzostwa Polski seniorek, znów do Torunia, jechałyśmy aż 8 godzin w korkach. Żadna z nas nie zastanawiała się, jaki jest aktualny rekord świata juniorek. Dopiero, gdy wygrała i ogłoszono wynik 8,00 sekundy, dowiedziałyśmy się, że to rekord…

- Tak, pierniki przed startem chyba mi pomogły – śmieje się Klaudia Siciarz. - Nie planowałam bicia rekordów, wiedziałam, że po pechowej kontuzji nogi w minionym sezonie mam wiele do odrobienia w treningach. Ćwiczyłam więc pilnie, a czując chęć do biegania, startowałam. Ale do pewnej granicy, mimo posiadania minimum PZLA do mistrzostw Europy seniorów w Belgradzie, z tego wyjazdu zrezygnowałam. Tak było rozsądnie, nie można się zbyt szybko eksploatować.
Kontuzja z ubiegłego roku wynikła nie bezpośrednio ze sportu, ale z przypadkowego pokręcenia nogi, miała naruszone więzadła w stawie skokowym. Należało stopniowo doprowadzić stopę do sprawności, ale zawodniczka inne elementy treningowe od razu wykonywała, jak wyrabianie siły, ćwiczenia w basenie. Trenerka nie dopuszczała jedynie do biegania, aż podopieczna wróci do pełnej sprawności.

- Klaudia jest pilna w treningach, ale nie unika przyjemności życia, jak trzeba bywa na studniówce, na innych spotkaniach, nie jest tak, że trenujemy za wszelką cenę – ocenia pani trener.
Siciarz wygrała już w biegach płotkarskich z wszystkimi rywalkami w kraju, zarówno juniorkami jak i seniorkami. Ostatnia do pokonania była starsza o 5 lat Karolina Kołeczek. Spotkały się w hali w Toruniu i juniorka z Krakowa wygrała. A nie jest prosto wygrywać ze starszymi, choćby z tego powodu, że napięty program startów juniorek i seniorek często wyklucza bezpośrednią walkę. W nadchodzącym sezonie letnim też tak będzie. W lipcu we włoskim Grosseto rozgrywane będą mistrzostwa Europy w lekkoatletyce do lat 20, a w tym samym terminie krajowe mistrzostwa Polski seniorów. I co tu wybrać?!

Czytaj więcej: Gwiazda na horyzoncie

W RIO nie było strasznie

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- Z trojga krakowskich lekkoatletów, którzy uczestniczyli w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, Pan uzyskał najlepszy wynik – 19. miejsce na 74 startujących w chodzie na 20 km…

- Jestem zadowolony. To był mój drugi olimpijski występ, w Pekinie w marszu na 20 km byłem 46. W Brazylii uzyskałem czas w granicach najlepszego swego wyniku w sezonie, a dużo innych chodziarzy nie zbliżyło się do swych najlepszych tegorocznych osiągnięć. Maszerowaliśmy w temperaturze 22-23 stopni, dobrze się zaadaptowałem do tamtejszych warunków klimatycznych. Przybyłem do Rio 6 dni przed startem, co było trafne. Maratończyk Yared Shegumo przyjechał zaledwie 3 dni przed biegiem i dużo za to zapłacił. Po powrocie do kraju jednak apetyt rośnie... Analizuję teraz swój występ, wyciągam wnioski co poprawić, by następnym razem być wyżej na mecie. Dalekosiężnym celem są igrzyska w Tokio.

Czytaj więcej: W RIO nie było strasznie

Nie likwidować, tylko reformować!

Rozmowa z GRZEGORZEM SOBCZYKIEM, Prezesem MZLA

LEKKOATLETYKA. Jednym z końcowych akordów kończącego się sezonu „królowej sportu” był finał ekstraklasy. Sukcesy w niej święcił AZS AWF Kraków.

Akademicki klub wygrał rywalizację wśród klubów po raz piąty. Liga lekkoatletyczna rozgrywana jest od 1957 roku. Dawniej podwawelski gród mimo posiadania kilku silnych sekcji l.a. i szeregu indywidualności jak Barbara Sobottowa, Henryk Szordykowski, Jan Balachowski, czy Robert Korzeniowski aż do 2010 roku nie potrafił sięgnąć po prymat w ekstraklasie. Dopiero wtedy nastała „era” AZS AWF, który na przestrzeni siedmiu lat wygrywał pięciokrotnie. Te sukcesy klub zawdzięcza szerokiemu szkoleniu. Ekstraklasa bowiem preferuje te kluby, które mają liczny i wyrównany skład.

Czytaj więcej: Nie likwidować, tylko reformować!

Marsz przez Bydgoszcz do RIO

Chodziarka AGNIESZKA SZWARNÓG blisko olimpijskiej nominacji.

Agnieszka Szwarnóg, zawodniczka krakowskiego AZS AWF, uzyskała już limit PZLA w chodzie na 20 km i może realnie myśleć o olimpijskim występie.

29-letnia chodziarka podczas zawodów w czeskim Podiebradzie miała czas 1.30.50 godz. O 6 sekund poprawiła rekord życiowy sprzed 4 lata z Zaniemyśla. Na mecie była trzecia, a najbardziej radowało ją zdobycie minimum czasowego, jaki przed polskimi chodziarkami postawiły władze związku lekkoatletycznego, wskaźnik ten wynosi 1.31 godz.

- Na tym specjalnie się skoncentrowałam – mówi Agnieszka Szwarnóg. – Chciałam uzyskać wymagany czas, by potem spokojniej przygotowywać się do drugiej, olimpijskiej części sezonu. Nie oznacza to, że mam bilet do Rio de Janeiro w kieszeni, bo jeszcze muszę potwierdzić wysoką formę. Takim egzaminem będą pod koniec czerwca mistrzostwa Polski w Bydgoszczy. Na trzy miejsca w olimpijskiej ekipie kandyduje nas obecnie w Polsce przynajmniej pięć zawodniczek. Poza mną - druga na mecie w Podiebradach Paulina Buziak ze Stali Mielec, ponadto aspiracje zgłaszają doświadczona Agnieszka Dygacz, mistrzyni kraju z poprzedniego roku z Krakowa Monika Kapera oraz Katarzyna Golba (wszystkie z AZS AWF Katowice). Potwierdzeniem formy będzie zajęcie choćby trzeciego miejsca w bydgoskiej rywalizacji. Na razie wymagany limit czasu PZLA do Rio mam ja oraz Buziak. Liczę, że zmieszczę się w trójce, która wyjedzie do Brazylii, ale trzeba dmuchać na zimne…

Czytaj więcej: Marsz przez Bydgoszcz do RIO

Marsz do elity w RIO

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- Został Pan powołany do ekipy olimpijskiej do Rio de Janeiro. Niespodzianka?

- Raczej nie, bo osiągnąłem najlepszy wynik w Polsce na 20 km 1.21.38 godz, a było to w kwietniu w Podebradach. Tym samym osiągnąłem olimpijski limit IAAF (Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej) na tym dystansie, a ponownie ten limit przekroczyłem w maju w La Corunii. Na mistrzostwach Polski byłem drugi, tylko za Łukaszem Nowakiem z AZS OŚ Poznań, co było potwierdzeniem mej dobrej formy. Wprawdzie minimum PZLA na 20 km nie wypełniłem, ale działacze i trenerzy zgadzali się, że jest zbyt surowe – 1.21 godz w stosunku do minimum IAAF 1.24. Tak więc krążyły słuchy, że moje minimum IAAF-owskie będzie uwzględnione przez PKOl, a ja nie marnowałem czasu, tylko trenowałem. Wierzyłem, że dostanę szansę wyjazdu i drugi raz zostanę olimpijczykiem. Cieszę się z nominacji, jest potwierdzeniem, że systematyczna praca na treningach ma sens.

 - Próbował walczyć o nominację do Rio trzykrotny nasz olimpijczyk, Pana kolega klubowy Grzegorz Sudoł, nie udało się mu.

Czytaj więcej: Marsz do elity w RIO

Pójdą w ślady mistrzów?

51 osób będzie liczyć polska reprezentacja na mistrzostwa świata do lat 20, które od 19 do 24 lipca będą rozegrane w Bydgoszczy.

Na liderów naszej ekipy wyrosła dwójka Ewa Swoboda i Konrad Bukowiecki. Zawodniczka Czwórki Żory jest już mistrzynią Europy juniorek na 100 m , pobiła halowy rekord świata w tej kategorii wiekowej na 60 m. Niedawno pojechała na ME seniorów do Amsterdamu, ale biec tylko w sztafecie, Polki zajęły miejsce w 4x100 m. Postanowiono oszczędzać siły młodej sprinterki, nie eksploatować w Holandii, z nadzieja na wysoką formę w Bydgoszczy. Konrad Bukowiecki uczestniczył w ME seniorów, był czwarty w kuli. Jest mistrzem i rekordzista świata juniorów.

O uczestnictwo w czempionacie globu nad Brdą ubiegali się też młodzi Małopolanie. Najlepsza okazją do kwalifikacji były niedawne mistrzostwa kraju juniorów. Złote medale w Suwałkach wywalczyli: Anna Niedbała (Wawel) w pchnięciu kulą oraz Grzegorz Kunc (AZS AWF) na 1500 m. Srebro zdobyli: Patryk Marmon (Budowlani Nowy Sącz) na 3000 m, a brąz: Gaja Wota (bez klubu) w dal, Katarzyna Martyna (Wawel) na 400 m, Andrzej Kowalczyk (Fajfer Łapanów) na 3000 m oraz Patryk Marmon na 1500 m.

Anna Niedbała i Katarzyna Martyna zostały powołane do reprezentacji Polski na MŚ. 18-letnią kulomiotkę trenuje Jan Michniak, zawodniczka czyni stałe postępy, ma już w kuli wynik 15,75. Katarzyna Martyna ćwiczy pod okiem Marii Krawcewicz, pobiła w Suwałkach rekord życiowy na 400 m 55,04 i znalazła się w sztafecie 4x400 m na światowy czempionat.

Niestety, kontuzja wyeliminowała z ekipy czołową płotkarkę w kraju Klaudię Siciarz z AZS AWF Kraków.

Czy nasi młodzi lekkoatleci w Bydgoszczy nawiążą do osiągnięć swych starszych koleżanek i kolegów w Amsterdamie?

Jan Otałęga

Haratyk i Kulka w ekipie do Amsterdamu

W środę rozpoczynają się 23. lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Gospodarzem imprezy jest Amsterdam, który ma szczególne miejsce w dziejach polskiego sportu.

W 1928 roku właśnie w tym holenderskim mieście Polska zdobyła swój pierwszy złoty medal olimpijski, jej autorką była lekkoatletka Halina Konopacka, która wygrała rzut dyskiem. Mamy nadzieję, że do niedzieli doczekamy się w Amsterdamie niejednego Mazurka Dąbrowskiego.

PZLA wysyła na ME 70-osobowy skład, to druga liczebnie nasza reprezentacja w historii, więcej biało-czerwonych, bo 71, było na ME w Barcelonie sześć lat temu. W zespole do Holandii są obrońcy tytułu sprzed dwóch lat z Zurychu – Anita Włodarczyk w młocie i 800-metrowiec Adam Kszczot. Włodarczyk, Paweł Fajdek w młocie oraz Piotr Małachowski w dysku to w tym roku światowi liderzy w swych konkurencjach. Nie wybiera się za to do Holandii inna nasza liderka światowej klasyfikacji, skoczkini wzwyż Kamila Lićwinko. Pozostaje też w kraju, by spokojnie przygotować się do igrzysk w Rio, kulomiot Tomasz Majewski.

Czytaj więcej: Haratyk i Kulka w ekipie do Amsterdamu

Ilu krakowian w RIO

Na ostatnich igrzyskach w Londynie z Krakowa startowało 4 lekkoatletów, wszyscy z AZS AWF: Agnieszka Szwarnóg (chód na 20 km), Matylda Szlęzak (3000 m z prz.), Grzegorz Sudoł (chód na 20 km) i Rafał Sikora (chód na 50 km), wszyscy bez większych sukcesów. W Pekinie reprezentowało Małopolskę 7 osób. Ilu ma szanse do Rio?

Przede wszystkim 38-letni Grzegorz Sudoł, który chce w dawnej stolicy Brazylii maszerować na 50 km, czyli na swym koronnym dystansie, a nie jak 4 lata temu na 20 km. – W chodziarskim „maratonie” czuję się lepiej niż w krótszym chodzie – twierdzi zawodnik. Aby wystartować w Rio, musi na mistrzostwach Polski w marcu, w słowackich Dudincach, osiągnąć limit PZLA 3.50 godz na 50 km. - Dam radę, mój rekord życiowy wynosi 3.41.20 – uważa Sudoł. W przypadku gdyby więcej zawodników uzyskało limit PZLA, zadecyduje ranking na podstawie startów od 22.08.2015 po 10 maja. Na razie występów chodziarze mają mało. Jak najlepszy czas w Dudincach będzie mocno przybliżał do Rio. W rezerwie zostanie Sudołowi występ 7 maja w drużynowych MŚ w Rzymie. Wydaje się, że największą przeszkodą dla chodziarza, by po raz czwarty zostać olimpijczykiem, może być… pech. Raz złamał żebro przed zawodami, kilka razy nagle zachorował na żołądek itd. – Mam nadzieję, limit pecha już się wyczerpał – mówi zawodnik.

Czytaj więcej: Ilu krakowian w RIO

Młodzi chcą sięgać do gwiazd

Trzech medalistów mistrzostw Europy i Świata w lekkiej atletyce spotkało się z młodzieżą nowohuckich szkół, by przybliżyć jej tajniki sportu.

Spotkanie zorganizował Małopolski Związek Lekkiej Atletyki przy współudziale Gimnazjum im. Bogdana Jańskiego na osiedlu Niepodległości, znane z wielu sportowych inicjatyw. Uczniowie i uczennice mogą poza nauką rozwijać swe sportowe pasje. Spotkanie nosiło hasło: „Nie bój się sięgać gwiazd!” współuczestnikami byli: Urząd Krakowa, Miejskie Centrum Profilaktyki Uzależnień, MOS Kraków-Wschód oraz MZLA, których przedstawiciele pojawili się w nowohuckim gimnazjum.

Zaproszonymi asami „królowej sportu” byli: Marcin Urbaś (AZS AWF Kraków), już po zakończeniu kariery, olimpijczyk, halowy mistrz Europy na 200 m, Grzegorz Sudoł (AZS AWF Kraków), wciąż startujący chodziarz, medalista MŚ i ME, marzący teraz o wyjeździe na swe czwarte igrzyska olimpijskie oraz trener chodu Ilja Markow, były wicemistrz olimpijski i mistrz świata w barwach Rosji w marszu na 20 km, od lat szkoleniowiec w Małopolsce, prezes stowarzyszenia Niepołomice Biegają. Zaproszone zostały też dwie utalentowane lekkoatletki, stojące u progu kariery: skoczkini wzwyż, młodzieżowa mistrzyni Polski z ub. roku Justyna Konior (AZS AWF Kraków) oraz kulomiotka, medalista OOM Anna Niedbała (Wawel Kraków).

Czytaj więcej: Młodzi chcą sięgać do gwiazd

Pojechać do Brazylii na dłużej

Rozmowa z KATARZYNĄ BRONIATOWSKĄ

 

- Najstarsi hejnaliści na Wieży Mariackiej nie pamiętają, aby w corocznych najważniejszych na świecie imprezach lekkoatletycznych brakło krakowian. A tak się stało w minionym roku na światowym czempionacie w Pekinie. Z Małopolski był tam jedynie trener…

- Mam nadzieję, że to chwilowy regres. Mnie też marzył się występ w Pekinie. Sezon zaczął się nieźle, w halowych mistrzostwach Europy w Pradze w biegu na 1500 m byłam czwarta (dwa lata wcześniej w Goeteborgu miałam brąz). Z nadzieją przystąpiłam do sezonu letniego, pojechałam w lipcu na Uniwersjadę do Korei Południowej, tam zerwałam ścięgno achillesa. Poruszałam się o kulach, plany sportowe upadły. Po wyleczeniu wznowiłam treningi i teraz myślę o kwalifikacjach do igrzysk w Rio de Janeiro na 1500 m. Liczę, że impas ubiegłoroczny będzie przełamany i krakowian nie braknie na olimpijskim stadionie. Bardzo duże postępy w pchnięciu kulą poczynił Michał Haratyk, szanse wyjazdu mają też chodziarz Grzegorz Sudoł, skoczkini w dal Karolina Zawiła, cała trójka z mego klubu AZS AWF Kraków. Ja też zgłaszam akces. Może „czarnym koniem” polskiej ekipy, jeśli można tak powiedzieć, okaże się debiutująca w biegu przeszkodowym biegaczka z Wieliczki Karolina Półrola?

Czytaj więcej: Pojechać do Brazylii na dłużej

Krakowski jedynak w Portland

W Portland, położonym w stanie Oregon, (USA) od dziś do niedzieli odbędą się halowe lekkoatletyczne mistrzostwa świata z udziałem 17–osobowej polskiej reprezentacji.

16. IAAF HMŚ w Portland - foto: Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska

Pierwsza taka impreza odbyła się w 1985 r. w Paryżu, a dwa lata później światowy czempionat pod dachem ruszył już oficjalnie. Polska – Sopot – była organizatorem ostatnich HMŚ, w 2014 r. Wtedy złoty medal zdobyła w skoku wzwyż Kamila Lićwinko (wspólnie z Rosjanką Mariją Kucziną, która z powodu zawieszenia przez IAAF federacji rosyjskiej nie będzie obecna w Portland)), srebro wywalczyli na 800 m Angelika Cichocka i Adam Kszczot. W sumie biało-czerwoni w historii HMŚ wywalczyli 25 medali, w tym 3 złote.

Czytaj więcej: Krakowski jedynak w Portland

Jestem na początku drogi

Rozmowa z MICHAŁEM HARATYKIEM, numerem 1. na światowej liście
Michał Haratyk na HMPS w Toruniu - fot. Tomasz Kasjaniuk (PZLA)

- Ależ sprawił Pan sensację! 21,35 m w mityngu Pedro’s Cup w Łodzi oznacza, że niespełna 24-letni lekkoatleta krakowskiego AZS AWF Michał Haratyk został liderem światowej listy pchnięcia kulą w hali w tym sezonie. Tamten sezon kończył Pan z rezultatem 20,10. Eksplozja na rzutni w Łodzi zaskoczyła, czy była zaplanowana?

- Nieco wcześniej w Spale pobiłem rekord życiowy wynikiem 20,74. Z kolei na treningu pchnąłem 20,90. Czułem, że granica 21 metrów może paść, choć może nie aż tak wyraźnie. Cieszę się, ale jestem spokojny. Wiele osób gratuluje mi liderowania w światowej klasyfikacji; odpowiadam, że to początek sezonu. Mistrz świata Niemiec Storl czy utytułowani Amerykanie jeszcze nie startowali.

- Zapewne przeczytali o wyniku nieznanego im kulomiota z Krakowa. Może przysłali do Tomasza Majewskiego sms-a z zapytaniem: kto to jest ten Haratyk?!

Czytaj więcej: Jestem na początku drogi

Na dobrej drodze do RIO

Rozmowa z maratończykiem HENRYKIEM SZOSTEM

- W zakończonym niedawno warszawskim maratonie, który zarazem był mistrzostwami Polski, zajął Pan drugie miejsce za Arturem Kozłowskim z Sieradza. Mistrzem kraju w maratonie był Pan dotąd trzykrotnie, w tym w ostatnich latach w Warszawie dwa razy z rzędu. Jakiś niedosyt z braku hat tricku?

Czytaj więcej: Na dobrej drodze do RIO

6 medali krakowian na HMPS

W Toruniu rozegrano 60. jubileuszowe lekkoatletyczne mistrzostwa Polski w hali, będące zarazem ostatnią szansą zdobycia kwalifikacji do halowych MŚ w Portland (USA). 

Ciekawie zapowiadał się finał pchnięcia kulą z powodu spodziewanego ataku rywali na pozycję starego mistrza Tomasza Majewskiego (AZS AWF Warszawa). Atak się powiódł, wygrał Rafał Kownatke (LKS Puck) przed Konradem Bukowieckim (Gwardia Szczytno) obaj po 20,37, trzeci był Majewski 20,33. Dopiero za  nimi Michał Haratyk (AZS AWF Kraków) 19,81, który ma w tym sezonie najlepszy wynik w kraju. Mimo niepowodzenia w Toruniu Haratyk (wraz Bukowieckim) ma być zakwalifikowany do polskiej ekipy na światowy czempionat.

Czytaj więcej: 6 medali krakowian na HMPS

Góry nowym wyzwaniem

Rozmowa z KRZYSZTOFEM BODURKĄ

Krzysztof Bodurka z KS Cracovia 1906 został powołany do reprezentacji kraju i ma wystąpić w mistrzostwach Europy w biegach górskich.

Mistrzostwa rozegrane zostaną w lipcu w Arco, w regionie Trydentu. 26-letni biegacz Cracovii zaczął przygotowania do swego debiutu na tak prestiżowej imprezie. Lekkoatletykę uprawia od 6 sezonów, wcześniej grał w piłkę nożną. Pochodzi z podkrakowskich Nielepic, więc znalazł się w pobliskich Orlętach Rudawa, w których przed laty wychował się Adam Nawałka. Trochę sezonów kopał piłkę, aż pechowo nabawił się kontuzji po uderzeniu w nerkę.

Czytaj więcej: Góry nowym wyzwaniem

Czerwona róża za medal

Rozmowa z kulomiotką Anną Niedbałą, medalistką ME

- Wynik 16,32 metra i 3. miejsce zawodniczki WKS Wawel w pchnięciu kulą na mistrzostwach Europy juniorów do lat 20 we włoskim Grosseto. Zaskoczenie czy spełnienie planu?

- Ustanowiłam tam rekord życiowy, poprzedni wynosił 16,10 i pochodził z mistrzostw Polski juniorów w Toruniu, gdzie walczyłam 1. miejsce. W Grosseto znalazłam się jako posiadaczka siódmego wyniku w skali europejskiej. Może mało kto wierzył w mój medal, ale mnie sporo motywacji dało wywalczenie przez dwie koleżanki dwóch srebrnych medali w młodzieżowych ME w Bydgoszczy. Pomyślałam, skoro one mogły, dlaczego ja nie? To był taki pozytywny zapalnik.

- Jak wyglądała walka na włoskim stadionie?

- W eliminacjach pchnęłam kulą 15,80 m i miałam trzeci wynik konkursu, który mnie podbudował. Zrodziła się myśl, a może trafię na podium? Szansa mnie nie sparaliżowała. Zaczęłam finał od 15,62, co dawało 5. miejsce. Trener Andrzej Kurdziel, który się opiekował mną na tych zawodach, ocenił, że to dobre wejście, trzeba walczyć dalej, iść na całego… W trzeciej kolejce uzyskałam 16,32, czym chyba zaskoczyłam niektóre rywalki, już nie dały rady się zrewanżować. Wygrała Niemka Julia Ritter 17,23, to nieprawdopodobny wynik.

- Po medalu było święto?

Czytaj więcej: Czerwona róża za medal

95 lat „królowej sportu” w Małopolsce - 4

Igrzyska z pechem

Krakowska lekkoatletyka obchodzi 95-lecie. To kolejna kartka z jej dziejów.

Pod koniec lat 50. narodził się polski Wunderteam. Jednak nie tylko lekkoatleci stanowili o jego sile. Do czołówki międzynarodowej awansowały też kobiety. Poprzednio opisałem już rolę sprinterki AZS Kraków Barbara Sobottowej, mistrzyni Europy na 200 metrów oraz w sztafecie, w tworzeniu potęgi polskiej lekkoatletyki, dziś kolej na inne lekkoatletki z małopolskiego regionu.

Urszula Figwer była na przełomie lat 50. i 60. czołową oszczepniczką świata. Zawodniczka krakowskiego AZS została dwukrotnie olimpijką, w Melbourne w 1956 roku zajęła w finale 5. miejsce, 4 lata potem w Rzymie – 6. Zdobyła akademickie wicemistrzostwo świata w 1959 roku w Turynie, 3 razy została mistrzynią Polski. Stanowiła bardzo silny punkt reprezentacji Polski i wiele lat brylowała w swej konkurencji w kraju.

Zaczynała jednak od siatkówki w Beskidzie Andrychów. Wykazała się zdolnościami i awansowała do drużyny narodowej. Uczestniczyła w siatkarskich mistrzostwach Europy, z Pragi w 1949 roku wróciła z brązowym medalem, a 3 lata potem z Moskwy, z mistrzostw świata ze srebrem. Kiedy jednak trafiła na studia do krakowskiej WSWF, napotkała tam mocne środowisko lekkoatletyczne i zaczęła uprawiać ten sport. Znalazła swoją konkurencję – rzut oszczepem. Pomagał jej trener kadry Zygmunt Szelest, który miał pod swą opieką najlepszego wówczas oszczepnika świata Janusza Sidłę. Kiedy pytałem panią Urszulę, dlaczego mimo wieloletniej dominacji w kraju tylko trzykrotnie była mistrzynią Polski, odpowiedziała: - Na początku starałam się godzić starty w oszczepie z meczami siatkówki. Zdarzało się więc, że na zawody lekkoatletyczne trafiałam tuż po meczu i byłam bardzo zmęczona. Ale kiedy rzut oszczepem nie konkurował z siatkówka, rywalki nie miały szans…

Ostateczny wybór zawodniczki padł na rzut oszczepem. W 1956 roku rzucała na treningach w granicach rekordu świata. Zaczęto uważać Urszulę Figwer za kandydatkę nawet do złota w igrzyskach. Jednak Australia jakoś nie była szczęśliwa dla biało-czerwonych. Zdobyli mało medali, nawet murowany faworyt oszczepu Janusz Sidło wywalczył „tylko” srebro. Los nie oszczędził krakowskiej oszczepniczki. Dzień przed finałem zjadła coś niestrawnego. W dodatku miejscowi opowiadali, jej jak wszyscy przybysze do Australii w pierwszej fazie pobytu mają kłopoty żołądkowe. Podłamana i wycieńczona chorobą zawodniczka wywalczyła w finale olimpijskim niezłe, bo 5. miejsce, ale w pełni sił mogłaby być na podium… W Rzymie, w drugich swych igrzyskach, po pierwszym rzucie prowadziła w konkursie, ale zerwała torebkę stawu łokciowego i musiała w końcu zrezygnować z dalszej walki. Szkoda… - Byłam liderką do czwartej kolejki, potem, nie mogąc rzucać, patrzyłam bezsilnie jak rywalki mnie wyprzedzają – mówiła mi pani Urszula, późniejsza wieloletnia pracowniczka AWF w Krakowie.

W Melbourne startowała też skoczkini w dal Maria Kusion-Bibro-Pokorny, lekkoatletka AZS Kraków, potem Cracovii. Zajęła w finale 9. miejsce i była świadkiem triumfu koleżanki z kadry Elżbiety-Krzesińskiej. To był jedyny złoty medal olimpijski w Melbourne całej polskiej ekipy. Pani Maria zawiozła do Australii, do jednego z sierocińców, paczkę w Polsce. Zakład prowadziły zakonnice, od nich otrzymała w prezencie różaniec. Chwyciła za niego, gdy polska ekipa wracała z Melbourne i nagle w samolocie zgasł silnik. Udało się zawrócić i bezpiecznie wylądować w Indonezji.

Za 4 lata do Rzymu Maria Kusion-Bibro-Pokorny jechała z wielkimi nadziejami. Podobnie jak Figwer miała wyniki w okolicy rekordu świata. - Tuż jednak przed igrzyskami zerwałam mięsień w nodze – wspominała mi kiedyś. - Nie chciałam wtedy jechać do Rzymu, ale zastosowano blokadę i zapakowano do samolotu. Z obolałą nogą zajęłam w igrzyskach 13. miejsce. Satysfakcję dała tylko specjalna wizyta polskiej ekipy u papieża Jana XXIII.

Za rok zawodniczka z Krakowa wykazała na co ją rzeczywiście stać. Skakała w dal dalej niż mistrzyni, a potem wicemistrzyni olimpijska Elżbieta Krzesińska. Krakowianka pobiła rekord Polski, a w plebiscycie na najlepszych sportowców 1961 roku w Małopolsce zajęła 1. miejsce, wyprzedzają znanych piłkarzy, żużlowców, szermierzy, narciarzy itd. W trakcie występów 10 razy była mistrzynią Polski, nie tylko w dal, ale w sprintach, zdobyła brąz w sztafecie na mistrzostwach Europy w Sztokholmie w 1958 roku. Została dwa razy medalistką Uniwersjady.

Po zakończeniu kariery pani Maria wróciła do rodzinnego Tarnowa, gdzie zaczynała karierę sportową. Zajęła się prowadzeniem zakładu optycznego.

Jan Otałęga



W Krakowie są talenty!

Rozmowa z Tomaszem Majewskim, dwukrotnym mistrzem olimpijskim w pchnięciu kulą, obecnie działaczem sportowym

- Kiedy kariera sportowa Adama Małysza zbliżała się do końca, zastanawiano się, ile lat poczekamy na jego następcę. Tymczasem następca znalazł się bardzo szybko – Kamil Stoch. Po Pana dwóch złotych medalach olimpijskich też zadawano w całym kraju pytanie, jak długo będziemy czekać na drugiego Tomka Majewskiego…

- Karierę sportową zakończyłem z końcem minionego roku, a zdaje się, że następca już jest (śmiech). Mówię o Konradzie Bukowieckim. Od wieku juniora ma obiecujące wyniki, zimą w Belgradzie w halowych mistrzostwach Europy seniorów pokonał wszystkich rywali, a ma dopiero 20 lat!

- Przy okazji wynikiem 21,97 m w stolicy Serbii zabrał Panu absolutny (licząc wyniki w hali i na stadionie) rekord Polski 21,95. Nie żal?

- Taka kolej rzeczy, choć nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko. Teraz działam w strukturach Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, więc tylko mogę cieszyć się, że polska lekkoatletyka obfituje w talenty, które sprawdzają się w poważnych zawodach. Kiedy startowałem, całe lata byłem w swej konkurencji w Polsce samotny, w kraju wygrywałem spokojnie, bo za mną długo, długo nie było nikogo. Teraz mamy grupę dobrych kulomiotów, poza Konradem - Jakub Szyszkowski, Michał Haratyk, jest rywalizacja.

Czytaj więcej: W Krakowie są talenty!

Gwiazdy zapraszają młodych na zajęcia z "Królową Sportu"

Na obiektach Wojskowego Klubu Sportowego Wawel doszło do spotkania asów, medalistów polskiej lekkoatletyki z młodzieżą w ramach cyklu „Nie bój się sięgać gwiazd”.

Patronat nad tymi cyklicznymi imprezami sprawuje Małopolski Związek Lekkiej Atletyki. W ich trakcie młodzi adepci „królowej sportu” mogą bezpośrednio spotkać się ze sławami lekkoatletyki, zapoznać się z ciekawymi wydarzeniami z ich startów, usłyszeć porady sportowe, a także odbyć trening pod okiem mistrzów.

Tym razem do hali Wawelu na spotkanie z uczennicami i uczniami okolicznych szkół, ale także  z innych dzielnic miasta (a towarzyszyli im nauczyciele i trenerzy) przybył z Warszawy wielokrotny mistrz olimpijski, świata i Europy w chodzie sportowym Robert Korzeniowski, reprezentując przez swoje najlepsze lata kariery WKS Wawel stał się gospodarzem wydarzenia. Pojawili się też medaliści wielu imprez: Katarzyna Broniatowska, Angelika Cichocka, Grzegorz Sudoł i Krystian Zalewski.

Nawiązując do hasła spotkania, Robert Korzeniowski mówił:

- Patrząc w niebo na gwiazdy, wydaje się niemożliwe, by do nich sięgnąć… A jednak. Jeśli bardzo chcemy i będzie wytrwale dążyć, czyli w sporcie pilnie trenować, każdy może stać się gwiazdą sportu. – Sławny olimpijczyk zachęcał do podjęcia treningów. Krystian Zalewski, wicemistrz Europy w biegu przeszkodowym wskazał, że każdy z młodych może być kiedyś na miejscu aktualnych mistrzów. Złota medalistka mistrzostw Europy na 1500 m Angelika Cichocka mówiła, że wszyscy mogą odnaleźć się w konkretnej dziedzinie, jedni jako uczeni, drudzy jako artyści, a kto ma szybkie i nogi i chęć do treningów jako gwiazdor na stadionie.

- Chcecie być gwiazdami sportu? – rzucił młodym słuchaczom pytanie Robert Korzeniowski. Odpowiedziało mu chóralne: - tak!

- Młodzież zasypała gości szczegółowymi pytaniami, o początki i przebieg kariery sportowej, jak o ich zainteresowania pozasportowe.

W trakcie spotkania Robert Korzeniowski oraz wiceprezes WKS Wawel Grzegorz Sobczyk (prezes MZLA) podpisali umowę o współpracy. Czterokrotny mistrz olimpijski powiedział: - Długo byłem zawodnikiem Wawelu i w tych barwach klubowych zdobyłem wszystkie moje najważniejsze medale. Teraz zaproponowałem stworzenie tutaj akademii lekkoatletycznej pod moim imieniem. Zapraszamy na obiekty  WKS  Wawel na treningi biegania czy skoków młodzież, nawet z rodzicami. Starsi też będą mogli podjąć zajęcia ruchowe. Młodzi zaś dostaną okazję rozpoczęcia kariery lekkoatlety. Nie stawiamy limitu wieku, każdy chętny od 6 do 106 lat może spróbować. Będę na nich czekać doświadczeni trenerzy jak byli medaliści MŚ i ME Grzegorz Sudoł czy Ilja Markow oraz inni doświadczeni szkoleniowcy. Podobną inicjatywę przedstawiłem w Warszawie, tam już chętni trenują, czas na Kraków. Cieszę się, że z zajęciami ruszymy w klubie moich sukcesów sportowych, z WKS Wawel porozumieliśmy w tej sprawie błyskawicznie. Akademia Lekkoatletyczna Roberta Korzeniowskiego RK Athletics-WKS Wawel zaprosi na stadion przy ulicy Podchorążych 3 od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych!

Projekt ten jest kolejnym mocnym akcentem upowszechniającym lekką atletyką wśród krakowskich dzieci i młodzieży i uzupełni miejski program „Młodzieżowych spotkań z lekką atletyką” wypełniając wszystkie dni tygodnia.

Już dzisiaj zapraszamy wszystkich chętnych do aktywnego spędzania czasu.

Jan Otałęga

Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę

Asy Małopolski 2016. Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę
Sylwetka. Olimpijczyk z Meksyku i Monachium, wicemistrz Europy w biegu na 1500 metrów HENRYK SZORDYKOWSKI, który został Asem Honorowym, ma 72 lata i nadal żyje sportem.
Dawny as stadionów był jednym z najlepszych średniodystansowców na świecie na przełomie lat 60. i 70. Urodził się w 1944 roku koło Ciechanowa. Ze sportem zetknął się dopiero w trakcie służby wojskowej.
- Przed laty chłopcy z miasteczek i wiosek mogli zetknąć się z wyczynem sportowym, gdy byli powoływani do wojska - wspomina. - Wtedy trafiali na jakieś zawody. Mnie powołano do jednostki w Morągu.
Dowódca zwracał uwagę na poranne biegi, a ja zawsze przybiegałem do celu pierwszy. Nie tylko dlatego, że chciałem wygrywać. Nie lubiłem tłoku, więc starałem się szybko biec, aby pod prysznicem nie mieć go wokół . Dzięki szybkości mogłem się spokojnie umyć.
Biegał dużo, w tym w masce, jak na szkolenie przystało. W zawodach wojskowych osiągał dobre wyniki. Zauważył to WKS Wawel i zaproponował mu przeprowadzkę do Krakowa, gdzie była silna sekcja lekkiej atletyki, dobrzy trenerzy i utalentowani biegacze, z Edwardem Stawiarzem na czele.
Włoch Arese biegł nie fair
Szordykowskiego prowadził trener Stanisław Ożóg, a jego podopieczny czynił szybkie postępy. Zdobywał tytuły mistrza Polski (w sumie 11 razy), bił rekordy kraju, jego koronnym dystansem stało się 1500 metrów. Podczas mistrzostw Europy, które miały wtedy wyższą rangę niż dziś, bo mistrzostw świata jeszcze nie było - zdobył 2 medale: brąz w 1969 roku w Atenach, srebro w 1971 roku w Helsinkach.
- W stolicy Finlandii miałem szansę na złoto - mówi. - Zacząłem finisz, jednak na ostatniej prostej prowadzący Włoch Arese blokował mnie, ciągle przesuwał w prawo. Bieg ukończyliśmy nie na pierwszym, drugim, ale na siódmym torze. Dziś biegacz na ostatniej prostej nie może zachowywać się tak nie fair, byłby zdyskwalifikowany.
Dwa razy uczestniczył w igrzyskach olimpijskich. W Meksyku w 1968 roku był siódmy na 1500 m, uzyskał też awans do półfinału na 800 m. Jednak kierownictwo ekipy, oszczędzając siły biegacza w wysokogórskim mieście, wycofało go z dalszej walki. Bieganie, i to w dwóch konkurencjach, było ryzykiem, Wielu zawodników mdlało, i to już po jednym biegu. 4 lata później w Monachium Szordykowski odpadł w połfinale na 1500 m.
„Wściekły Polak atakuje”

Czytaj więcej: Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę

Urodziny Jana Balachowskiego

28 grudnia 1948 roku w Krakowie urodził się Jan Balachowski - olimpijczyk z 1968, wicemistrz Europy w biegu sztafetowym 4 x 400 metrów z 1971 roku.

Były biegacz Cracovii i Wawelu Jan Balachowski, który na bieżniach pod dachem w latach 1967-82 aż 8-krotnie stawał na podium. Zdobył 5 złotych medali na 400 m i w różnych sztafetach, miał 2 srebra i 1 brąz.

- Aż trudno uwierzyć, że tyle lat minęło od tych pięknych czasów – wspomina Jan Balachowski.

- Z Heniem Szordykowskim, który uprawiał biegi średnie, zawsze wracaliśmy do Krakowa z medalami, a mogłem mieć ich więcej, jednak dwukrotnie w finałach zmogły mnie urazy. Te czasy kojarzą się mi z kolegami z reprezentacji Andrzejem Badeńskim i Janem Wernerem, z którymi nieraz stawaliśmy wspólnie na podium. Obu już nie ma wśród nas, a ostatnio odszedł redaktor Bohdan Tomaszewski, który tak pięknie mówił w Polskim Radiu o lekkoatletyce… Traktowaliśmy wtedy sezon halowy równie poważnie jak letni. Jest tylko poważna różnica - jak patrzę na współczesne, imponujące hale lekkoatletyczne, stwierdzam, że minęła epoka. Startowaliśmy w obiektach skromnych, nieraz na deskach ledwo zbitych, niestabilnych, dudniących, z ostrymi, wysokimi wirażami. W Madrycie np. zawody zorganizowano na torze kolarskim. Wiraże były tak wysokie, że jeśli ktoś nie wbiegł z największą prędkością, spadał ze ściany.

Memoriał odkrywa młodych

Na stadionie AWF odbył się Memoriał im. Aleksandra Moroza. Zawody tradycyjnie były ostatnim akordem letniego sezonu „królowej sportu” w Krakowie.

Dr Aleksander Moroz (1894-1969) był wieloletnim działaczem sekcji lekkoatletycznej Cracovii, prezesem krakowskiego związku l.a. Jako doktor chemii pracował na UJ. Dużo czasu poświęcał młodzieży, zachęcając ją do uprawiania biegów, skoków i rzutów. Pod jego okiem rozwinęło się wielu mistrzów. Dlatego klub ”pasów” od dawna organizuje zawody memoriałowe, poświecone pamięci swego zasłużonego działacza.

Tegoroczny 41. już memoriał odbył się w ramach obchodów 110-lecia Cracovii. Sekcja oficjalnie powstała w 1913 roku, jako trzecia po piłkarskiej i tenisowej. Wychowała olimpijczyków, mistrzów i reprezentantów Polski, a nawet – ciekawostka – lekkoatletyczną rekordzistkę świata. Było to przed wojną, a rekord świata ustanowiła Maria Malinowska z Cracovii w nie uprawianej dziś konkurencji rzutu oszczepem… oburącz.

Czytaj więcej: Memoriał odkrywa młodych

Czekam na olimpijski występ

Rozmowa z maratończykiem HENRYKIEM SZOSTEM

Henry Szost - zdjęcie Mateusz Skwarczek dla Gazety Wyborczej

- Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro zostały rozpoczęte, a Pan jeszcze biega na małopolskich trasach!

- Znalazłem się w ostatniej grupie polskich olimpijczyków, którzy odlecą do Brazylii. 13 sierpnia z Warszawy polecimy do Frankfurtu nad Menem, stamtąd do miasta igrzysk. Tradycją jest, że bieg maratoński umieszcza się w końcowej części igrzysk. 21 sierpnia mam w Rio start.

- Teraz co Pan szlifuje?

Czytaj więcej: Czekam na olimpijski występ

Zachować olimpijski spokój

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- 12 sierpnia wystartuje Pan w Rio de Janeiro na olimpijskiej trasie chodu 20 km. Jak idą przygotowania do tego występu?

- Bardzo dobrze, realizuję plan treningowy. Z moim trenerem Grzegorzem Sudołem uznaliśmy, że teraz przyda się trening wysokogórski i dlatego jesteśmy w północnych Włoszech, w Livigno i tu szlifuję formę. Dziennie maszeruję po 20-25 km. Nic mi nie dolega. Czuję się dobrze i zamierzam w Rio mocno powalczyć w najważniejszym marszu czterolecia. 1 sierpnia wracam do kraju, potem za 5 dni nastąpi wylot do Brazylii.

- Z krakowskiego AZS AWF na igrzyska pojedzie troje lekkoatletów, poza Panem Agnieszka Szwarnóg, która wystartuje w chodzie na 20 km oraz kulomiot Michał Haratyk. Początkowo Jakub Jelonek miał być jedynym przedstawicielem Polski w chodzie na 20 km, ale potem dołączono jeszcze dwóch zawodników.

Czytaj więcej: Zachować olimpijski spokój

Teraz już myśli o Igrzyskach

Rozmowa z MICHAŁEM HARATYKIEM, wicemistrzem Europy w pchnięciu kulą

- Wśród 12 polskich medalistów mistrzostw Europy w lekkoatletyce znalazł się Pan, drugi w konkursie pchnięcia kulą. Jechał Pan do Amsterdamu po medal?

- Byłem liderem europejskiej listy kulomiotów, z tego powodu wielu widziało mnie na podium. Podchodziłem do tych prognoz ostrożnie, choć po głowie chodziły różne myśli. Cieszę się ze srebrnego medalu mistrzostw Europy. Do tej pory miałem dwa srebra w mistrzostwach kraju. Tak jakoś kolor srebrny mi teraz sprzyja, choć kiedyś byłem młodzieżowym mistrzem Polski. Trzeba z wolna myśleć, gdzie umieścić swoją prywatną kolekcję. Na razie medal z Amsterdamu biorę ze sobą do Cetniewa, tam mam zawody.

- Przed wyjazdem na ME Pan wspominał, że ważne jest, aby od razu w konkursach pchać jak najdalej, bo dotąd zbyt wolno rozkręca się w zawodach…

Czytaj więcej: Teraz już myśli o Igrzyskach

Srebrna kula Michała Haratyka

Polska z 6 złotymi medalami, 5 srebrnymi i 1 brązem wygrała klasyfikację medalową 23. mistrzostw Europy w Amsterdamie. Drugi w kuli był Michał Haratyk z AZS AWF Kraków.

Michał Haratyk na Mistrzostwach Europy - Fotograf Marek Biczyk (PZLA)

Klasyfikację medalową wygraliśmy pierwszy raz w historii. Złoto wywalczyli: Anita Włodarczyk w młocie, Angelika Cichocka na 1500 m, Piotr Małachowski w dysku, Paweł Fajdek w młocie, Adam Kszczot na 800 m, Robert Sobera w tyczce; srebro poza Haratykiem przypadły: Joannie Linkiewicz na 400 m ppł, Karolowi Hoffmannowi w trójskoku, Marcinowi Lewandowskiemu na 800 m, Łukaszowi Krawczukowi, Kacprowi Kozłowskiemu, Jakubowi Krzewinie i Rafałowi Omelce w sztafecie 4x400 m, brąz – Wojciechowi Nowickiemu w młocie.

Czytaj więcej: Srebrna kula Michała Haratyka

5 medali krakowian w MPS

W Bydgoszczy zakończyły się lekkoatletyczne mistrzostwa Polski, które zarazem były okazją do zdobycia minimów PZLA do igrzysk w Rio i ME w Amsterdamie.

Burze i gradobicia nie przeszkodziły Pawłowi Fajdkowi (Agros Zamość) w osiągnięciu znakomitego wyniku 81,87 w rzucie młotem. Lider tegorocznej światowej tabeli ustanowił rekord mistrzostw Polski. - Rzucałem w takim rytmie jak zmienna pogoda – stwierdził polski mistrz świata. – Niektóre próby były dalekie, inne nieudane. Jestem jednak zadowolony, bo umocniłem się na czele światowej listy. Na razie myślę o mistrzostwach Europy w Amsterdamie, bo są za dwa tygodnie, a igrzyska dopiero w sierpniu. Chcę w Holandii być w formie...

Czytaj więcej: 5 medali krakowian w MPS

Barbara Sobotta - gwiazda sprintu

W Krakowie na stadionie AWF dojdzie do Memoriału Dawnych Gwiazd Lekkoatletyki Małopolski. Uczestnicy uczczą pamięć Barbary Sobotty, Elżbiety Katolik i Anny Dejner.

Zawody organizuje w najbliższą niedzielę od godziny 13 Małopolski Związek Lekkiej Atletyki. W ramach imprezy przewidziane są biegi memoriałowe pamięci tych wybitnych sportsmenek.

Barbara Sobotta - fot. East News

Barbara Sobotta była prawdziwą gwiazdą nie tylko małopolskiego sportu, ale sprinterką międzynarodowego formatu. Na czoło jej licznych osiągnięć wysuwa się zdobycie mistrzostwa Europy w biegu na 200 m, w Sztokholmie w 1958 roku. Była też mistrzynią kontynentu w sztafecie cztery lata później w Belgradzie. W ME wywalczyła jeszcze dwa brązy, w Sztokholmie w sztafecie sprinterskiej, a w Belgradzie na 200 m. Była trzykrotnie olimpijką, z Rzymu w 1960 r. przywiozła brązowy medal za występ w sztafecie, na 200 była tam piąta, a w Tokio przybiegła w finale szósta. 11-krotnie zostawała mistrzynią Polski, startowała wielokrotnie w reprezentacji Polski. Nazywano ją w mediach Gwiazdą Wunderteamu. Określenie „cudownego zespołu” przypadło w latach 1957-64 polskiej reprezentacji w lekkoatletyce, która gromiła rywali w Europie, a z potęgami tego sportu USA i ZSRR toczyła równą walkę.

Czytaj więcej: Barbara Sobotta - gwiazda sprintu

Zawsze zachowuję spokój

Rozmowa z PIOTREM GALONEM, trenerem wicemistrza Europy

- Gratulacje ze srebro w Amsterdamie swego wychowanka, który debiutował w mistrzostwach Europy. Niespodzianka, czy spełnienie planu?

- Raczej wykonanie planu. Nie bez przyczyny Michał liderował w tym sezonie na liście europejskiej kulomiotów. Nawet po cichu liczyłem, że uda się mu pokonać Niemca Storla, ale dwukrotny mistrz świata wykazał klasę.

- Trema nie pokonała naszego debiutanta z AZS AWF, a może pomogła obecność trenera na stadionie w Amsterdamie?

Czytaj więcej: Zawsze zachowuję spokój

Ostatni olimpijski sezon

Rozmowa z GRZEGORZEM SUDOŁEM

Grzegorz Sudoł z prywatnego archiwum zdjęć

- Pokonanie ostatnio na mityngu halowym w Bratysławie dwóch mistrzów świata w chodzie sportowym to zapewne dobry prognostyk na zbliżający się sezon olimpijski… 

- Pierwszy raz w tym roku wystartowałem w zawodach, na sprinterskim – a specjalizuję się w marszowych „maratonach” - dystansie 5 km. Na mecie byłem drugi za Brytyjczykiem Tomem Bosworthem, natomiast za mną przybyli dwa ostatni mistrzowie świata na 50 km: Słowak Matej Toth (2015 r. Pekin) oraz Irlandczyk Robert Heffernan (2013 r. Moskwa). Dystans dla nas był nietypowy, hala, trudno wyciągać dalekosiężne wnioski, niemniej satysfakcja jest, jak i motywacja do dalszej pracy. Chcę w sierpniu pojechać na igrzyska do Rio de Janeiro i pomaszerować tam na 50 km.

Czytaj więcej: Ostatni olimpijski sezon

Czekam na udany debiut

Rozmowa z PIOTREM GALONEM, trenerem kulomiota Michała Haratyka

- Gratuluję świetnych wyników podopiecznego! W tym sezonie halowym Michał Haratyk pchnął kulą aż 21,35 m, poprawił rekord życiowy o ponad metr, przez pewien czas był liderem światowej listy kulomiotów, aktualnie jest trzeci za Amerykanami. Zaskoczyło to Pana? 

- Nie, bowiem Michała dobrze znam, obserwuję na treningach. Pracował solidne i w trakcie treningowych prób kula szybowała coraz dalej. A ponieważ jest typem zawodnika, który na zawodach uzyskuje na ogół lepsze wyniki niż podczas treningów, wierzyłem, że w tym roku granica 21 metrów pęknie. Tak się stało i to niezmiernie cieszy.

- Wyniki ponad 21 m, wygrywanie z czołówką krajową z Tomaszem Majewski na czele przyniosły Michałowi Haratykowi miano rewelacji sezonu halowego. Niemniej w halowych mistrzostwa Polski w Toruniu był dopiero czwarty…

Czytaj więcej: Czekam na udany debiut

Uczcili pamięć trenerów

Na stadionie AWF w Krakowie odbył się mityng otwarcia sezonu lekkoatletycznego, w ramach którego rozegrano biegi memoriałowe pamięci zasłużonych trenerów.

19 zawodników zgromadził dystans 1000 m seniorów imienia trenera Jana Puchera. Po znakomitym finiszu zwyciężył reprezentant Wawelu Adam Czerwiński w czasie 2.24,26. Drugi był Grzegorz Kunc (AZS AWF Kraków), a trzeci Patryk Marmon (Budowlani Nowy Sącz).

- Jan Pucher był moim kolegą z bieżni i pracy trenerskiej - wspomina dwukrotny olimpijczyk i mistrz Polski w biegach długich Edward Stawiarz. – Startował w barwach klubów śląskich, potem Wawelu. Został szkoleniowcem w tym klubie, także w Wiśle. Nawet gdy przeszedł na emeryturę, każdy czas poświęcał trenującym lekkoatletom. Nazywano go łowcą talentów. Podczas wojny jako dziecko z rodziną wywieziony został na Syberię. Tam jego starsza siostra wykazała się wielką przytomnością umysłu, podając że brat ma 2 lata mniej niż w rzeczywistości. Dzięki temu jako młodociany został po wojnie szybko zwolniony, a w kraju oczywiście wrócił do prawdziwych danych…

Czytaj więcej: Uczcili pamięć trenerów

Nowy sezon i nowe nadzieje

Rozmowa z GRZEGORZEM SOBCZYKIEM, prezesem Małopolskiego Związku Lekkiej Atletyki

- Przed jakimi najważniejszymi imprezami stoją w tym sezonie lekkoatleci?

- Na czoło wysuwają się oczywiście igrzyska olimpijskie które rozegrane zostaną 5-21 sierpnia w Rio de Janeiro. Wcześniej, bo 6-10 lipca odbędą się w Amsterdamie lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Ważną próbą, by móc ubiegać się na te dwie imprezy, będą 24-26 czerwca mistrzostwa Polski w Bydgoszczy. Ponadto w kraju szereg imprez, w tym mistrzostwa świata juniorów w Bydgoszczy 19-24 lipca. W Krakowie 12 czerwca organizujemy Memoriał Gwiazd Małopolskiej Lekkiej Atletyki: Barbary Sobotty, Elżbiety Katolik i Anny Dejner. Poza cyklicznymi imprezami dla wszystkich kategorii wiekowych będziemy czynili starania, aby stadion WKS Wawel był gospodarzem finału lekkoatletycznej ekstraklasy.

- Kto z Małopolski będzie się ubiegał o udział w igrzyskach czy w mistrzostwach kontynentu?

Czytaj więcej: Nowy sezon i nowe nadzieje

Medalowe starty juniorów w HMP

10 medali wywalczyła ekipa z Małopolski w rozegranych w hali w Spale mistrzostwach Polski juniorów (do lat 19) i juniorów młodszych (do lat 17).

Katarzyna Martyna Niespodziankę w kategorii juniorskiej sprawiła Anna Niedbała (Wawel), która pchając kulę na odległość 15,08 poprawiła rekord życiowy i pokonała doświadczoną już na arenie międzynarodowej, czwartą zawodniczkę MŚ kadetów w Cali (Kolumbia) Maję Ślepowrońską 14,95. 18-letnia podopieczna trenera Jana Michniaka wysunęła się na czoło w czwartej kolejce. W tej konkurencji ćwiczy od 2 lat, pcha stylem klasycznym kulą 4-kg (dla juniorek i seniorek waga sprzętu jest taka sama). Zawodniczka ma dobre warunki fizyczne, mierzy powyżej 1,80 m wzrostu, jest pełna zapału, a sport dzieli z nauką w LO nr 12 w Krakowie. Ostatnio światowymi wynikami w kuli wśród seniorów popisał się Michał Haratyk z krakowskiego AZS AWF, może Anka pójdzie niebawem w te ślady wśród kobiet?!

Czytaj więcej: Medalowe starty juniorów w HMP