Gwiazda na horyzoncie

Rozmowa z Klaudią Siciarz i trenerką Ewą Ślusarczyk

To była magiczna zima 19-letniej lekkoatletki krakowskiego AZS AWF Kraków Klaudii Siciarz. W tym sezonie kolejno rozprawiała się z halowymi rekordami kraju, Europy i świata juniorek na 60 metrów przez płotki.

Wielu obserwatorów lekkoatletyki uważa, że młoda podopieczna trener Ewy Ślusarczyk jest obiecującym talentem biegów płotkarskich, niemniej zaskoczeni zostali tą wyjątkową serią. Zresztą sama zawodniczka tak samo; zwłaszcza, że halowe występy były pierwszymi po półrocznej przerwie z ubiegłego sezonu, kiedy leczyła kontuzję nogi.


- Nie nastawiałyśmy się, ani nie liczyłyśmy na bicie rekordów – wyznaje trener Ewa Ślusarczyk. - Mam zasadę: nigdy nie planuję, nie obiecuję rekordów czy medali moich podopiecznych. Chcę tylko, aby biegali jak najszybciej. Wtedy trofea, czy rekordy są miłym odzwierciedleniem naszej pracy. Z Klaudią pracowałyśmy systematycznie, ale ostrożnie, aby wróciła po kontuzji do pełni sił. Tej zimy stopniowo chciała biegać coraz więcej. Została mistrzynią Polski juniorek na 60 m przez płotki. Nawet zadebiutowała (formalnie juniorka) w mistrzostwach Polski seniorek, zdobywając na tym dystansie złoty medal.
Nie było więc wytyczonego planu poprawiania kolejnych rekordów. Plan startów wynikał z aktualnej dyspozycji zawodniczki i akceptacji jej szkoleniowca.

- Najpierw Klaudia ustanowiła rekord krajowy i to ją bardzo satysfakcjonowało, bo kontuzja nie zostawiła śladu – wspomina pani trener. - Następnie w Toruniu przed mistrzostwami kraju juniorek Klaudia najpierw wybrała się zwiedzać gród Kopernika, przy okazji najadła się toruńskich pierników, nikt z nas nie wspominał o kolejnym rekordzie. A jednak po tej uczcie padł w hali rekord kontynentu. Dowiedziałyśmy się o tym już w hotelu, ściągano Klaudię na badanie antydopingowe, pognała z mokrymi włosami… Z kolei na mistrzostwa Polski seniorek, znów do Torunia, jechałyśmy aż 8 godzin w korkach. Żadna z nas nie zastanawiała się, jaki jest aktualny rekord świata juniorek. Dopiero, gdy wygrała i ogłoszono wynik 8,00 sekundy, dowiedziałyśmy się, że to rekord…

- Tak, pierniki przed startem chyba mi pomogły – śmieje się Klaudia Siciarz. - Nie planowałam bicia rekordów, wiedziałam, że po pechowej kontuzji nogi w minionym sezonie mam wiele do odrobienia w treningach. Ćwiczyłam więc pilnie, a czując chęć do biegania, startowałam. Ale do pewnej granicy, mimo posiadania minimum PZLA do mistrzostw Europy seniorów w Belgradzie, z tego wyjazdu zrezygnowałam. Tak było rozsądnie, nie można się zbyt szybko eksploatować.
Kontuzja z ubiegłego roku wynikła nie bezpośrednio ze sportu, ale z przypadkowego pokręcenia nogi, miała naruszone więzadła w stawie skokowym. Należało stopniowo doprowadzić stopę do sprawności, ale zawodniczka inne elementy treningowe od razu wykonywała, jak wyrabianie siły, ćwiczenia w basenie. Trenerka nie dopuszczała jedynie do biegania, aż podopieczna wróci do pełnej sprawności.

- Klaudia jest pilna w treningach, ale nie unika przyjemności życia, jak trzeba bywa na studniówce, na innych spotkaniach, nie jest tak, że trenujemy za wszelką cenę – ocenia pani trener.
Siciarz wygrała już w biegach płotkarskich z wszystkimi rywalkami w kraju, zarówno juniorkami jak i seniorkami. Ostatnia do pokonania była starsza o 5 lat Karolina Kołeczek. Spotkały się w hali w Toruniu i juniorka z Krakowa wygrała. A nie jest prosto wygrywać ze starszymi, choćby z tego powodu, że napięty program startów juniorek i seniorek często wyklucza bezpośrednią walkę. W nadchodzącym sezonie letnim też tak będzie. W lipcu we włoskim Grosseto rozgrywane będą mistrzostwa Europy w lekkoatletyce do lat 20, a w tym samym terminie krajowe mistrzostwa Polski seniorów. I co tu wybrać?!

- Wybieram Grosseto – mówi Klaudia Siciarz. - Wybór jest trudny, bo kto nie chciałby spróbować sił z najlepszymi plotkarkami o prymat kraju tym razem na stadionie? Niemniej mistrzostwa Europy do lat 20 to ostatnia okazja dla mnie, aby pokazać się w międzynarodowej konfrontacji najlepszych juniorek naszego kontynentu.
Trener Ślusarczyk decyduje więc, że imprezą docelową dla jej podopiecznej w tym roku będzie juniorski czempionat w Grosseto. Pobiegnie też w drużynowych mistrzostwach Polski seniorów, bo tu terminy nie zachodzą na siebie. – Trzeba szanować własny klub – podkreśla Ewa Ślusarczyk. - Jak jest impreza wielkiej rangi, w której stawką jest pozycja własnego klubu w kraju, należy pomóc. Muszę dodać, że klub AZS AWF Kraków zawsze przychodził nam z pomocą i mogłyśmy spokojnie pracować. Działacze z wiceprezesem klubu Sławomirem Pabichem zawsze byli przy nas, czy to trzeba było butów, czy lekarstw, czy innych spraw.

Siciarz mogła więc zawsze liczyć na swój klub, w dodatku teraz jej sytuacja znacznie się poprawi. Osiągane wyniki w biegach zwróciły uwagę na młodą krakowiankę. W imieniu firmy Nike konkretną propozycję pomocy złożył jej dawny biegacz AZS AWF Kraków, teraz menedżer sportowy Marcin Fudalej. Nike zostaje sponsorem płotkarki i to będzie wielki zastrzyk finansowy, pozwalający na poszerzenie oferty szkoleniowej.
Na razie 19-latka ćwiczy w Krakowie. Nadchodzi sezon letni, na stadionach będzie biegać na 100 metrów przez płotki. Pogoda ostatnio nie sprzyjała, toteż po lekcjach w LO nr 12 zjawiała się w halowym obiekcie lekkoatletycznym Zespołu Szkół Ogólnokształcących Sportowych nr 1 na osiedlu Handlowym, gdzie dzięki życzliwości dyrektor placówki Doroty Sowy-Kołodziej mogła trenować. Budowała formę na nowy sezon, ale nie tylko tym była zaprzątnięta. Przygotowywała się do matury. Zdawała z języka polskiego, matematyki, a z języka angielskiego w zakresie podstawowym jak i rozszerzonym.

- To dla mnie bardzo istotne chwile – podkreśla. - Matura decyduje o przyjęciu na studia. Chcę zostać studentką na kierunku wychowanie fizyczne w krakowskiej AWF.

- Teraz to najważniejsze, a po maturze będzie już można intensywniej myśleć o sporcie – przyznaje pani trener. - Przejdziemy do kolejnych etapów treningów, na razie jestem zadowolona z dotychczasowej realizacji. Jak będzie w sezonie, nie prorokuję, o rekordach głośno nie mówimy, nawet bardzo rzadko mierzę czasy Klaudii na treningach. Chcę tylko, aby moja zawodniczka była w jak najlepszej formie. Zacznie startować w maju na bieżni w Krakowie, ale na początek będą to dystanse płaskie, na płotki czas przyjdzie potem.

Ewa Ślusarczyk pracuje jako szkoleniowiec lekkoatletyki ponad 30 lat. Pod okiem wzrastało kilka pokoleń młodych talentów. 14 osób startowało w imprezach wielkiej, międzynarodowej rangi, 41 było medalistami. Najwybitniejszym jej wychowankiem był bez wątpienia Marcin Urbaś, który jako senior został halowym mistrzem Europy na 200 m, na tym dystansie jako pierwszy Polak zszedł poniżej 20 sekund, był dwa razy olimpijczykiem. Czy Klaudia dorówna mu. osiągnięciami? Uprawia inną specjalność, bo biegi płotkarskie.

- To specyficzna, trudna konkurencja – ocenia pani trener. - Nie tylko trzeba szybko biegać, ale nauczyć się techniki pokonywania płotków. Nie każda szybko biegająca dziewczyna czy chłopak potrafią tego dokonać. Klaudia taki dar posiada, ma predyspozycje. Kiedy trafiła do mej grupy, próbowałyśmy różnych konkurencji, najpierw oczywiście w formie zabawy ruchowej, potem zaczęła się praca szkoleniowa. Bieg płotkarski bardzo jej odpowiadał. Zdolna, słucha trenera, choć jak zawsze między babami zdarzają się małe różnice zdań, ale szybko wracamy do porozumienia. Jest młoda, ale bardzo odporna psychicznie, nie doznaje stresu przed zawodami, co dotyka innych. Chciała wygrać z Kołeczek i dokonała tego bez lęku przed bardziej doświadczoną rywalką. Warunki fizyczne trzeba ocenić pozytywnie, nie uważam, że jest zbyt wysoka jak sugerują niektórzy. Ma wyczucie biegu, stosuje między płotkami tzw. skrócony krok, wpada w właściwy rytm, z tym wszystkim chyba się urodziła… Miała 11 lat, a już pokonywała wysokie płotki seniorskie, inni trenerzy pytali mnie, a cóż to za dziewczyna?!

Na pytanie, czy wyrośnie na gwiazdę „królowej sportu”, pani trener mówi tylko: mam nadzieję.

Ostatnio krakowska lekkoatletyka przeżywa kryzys w biegach krótkich. Minęły czasy, gdy kolejno pojawiali się tacy szybkobiegacze jak Marcin Urbaś, Marcin Nowak, Dariusz Kuć, ostatnio u kobiet Agnieszka Ligięza. Skąd ta posucha? Trener Ślusarczyk wskazuje, że w Krakowie młodzież nie garnie się do lekkoatletyki. Klaudia Siciarz potwierdza, że dostrzega wśród rówieśników niechęć do tego sportu, bo trzeba dużo pracy, a profity są niewielkie. W grupie pani trener przeważa młodzież spoza Krakowa, z okolicznych miasteczek i wsi. Podobnie jest z Klaudią Siciarz, mieszka w Wawrzeńczycach, dojeżdża do liceum, potem trenuje, by do domu wracać pod wieczór autobusem. Trzeba pochwalić młodych za ambicję, że poświęcają czas na dojazdy na treningi. Czasem trafiają się tacy zapaleńcy jak np. emerytowany strażak z Raciechowic Jan Demant, który na własny koszt dowozi grupę uczniów i uczennic na zajęcia do Nowej Huty, nawet funduje im buty do biegania. Podobnie było w przypadku Klaudii Siciarz, która mieszka z rodzicami w Wawrzeńczycach. Jak była młodsza, ojciec przez 3 lata systematycznie dowoził córkę na treningi. Pani trener podkreśla bardzo wielki wkład rodziców w sportowy rozwój córki.

- Chciałam biegać, zawsze mi się to podobało, a w nowohuckiej szkole znalazłam możliwość realizacji swej pasji – uważa Klaudia Siciarz. - Rodzice pomogli, teraz bardzo mi kibicują, nieraz jeżdżą na moje zawody. Po ustanowieniu rekordu świata przygotowali dla mnie w domu wyśmienity tort. Uważają, że jak mam szansę w jakiejś dziedzinie, a okazał się nią sport, na lepsze życie, trzeba to popierać.
Na pytanie co dalej zamierza w sporcie, zawodniczka wskazuje, że jest to wielka niewiadoma. Ubiegły sezon dobitnie wykazał,że z powodu przypadkowej kontuzji ambitne plany biegowe spełzły na niczym. Woli więc nie nastawiać się na jakieś wielkie cele, tylko pracować, aby jak najszybciej biegać. Życie wtedy pokaże. Niemniej nie ukrywa chęci bycia olimpijką już za 3 lata w Tokio. Debiut w igrzyskach to z reguły jeszcze nauka wielkiego sportu, za kolejne 4 lata na następne igrzyska będzie w pełni ukształtowaną płotkarką Jak się okaże, że będą medale, zadedykuje je trenerce i rodzicom. Na razie latem chce pobić rekord życiowy na 100 m ppł, który dotąd wynosi 13,59 s. Klaudia Siciarz czas ma wypełniony sportem i nauką, ale znajduje czas na inne sprawy, bardzo lubi czytać książki, pochłania wszystko co wpadnie w ręce, ostatnio przeczytała klasyczna „Dżumę| oraz kryminał „Dziewczynę z pociągu”…

Były sprinterski mistrz Europy Marcin Urbaś z troską spogląda na aktualny stan biegów krótkich w Krakowie: - Mamy do czynienia z posuchą, brak takiego lidera-sprintera, który byłby tu lokomotywą sprintu, przykładem dla młodszych. Też zauważam, że coraz mniej młodzieży z Krakowa garnie się do biegania. To wielkie zadanie dla szkół, tych z klasami sportowymi. Im więcej uczniów, uczennic zaczyna ćwiczyć, tym większa szansa wyłonienia z grupy talentów prawdziwej perełki. Sam z takiej szkoły w Krakowie-Nowej Hucie wyrosłem, dano mi szansę uprawiania sportu. Ważna jest rola nauczyciela-trenera. W mej szkole była nim Ewa Ślusarczyk, zachęciła do treningów, wszczepiła mi bakcyla lekkoatletycznego. Z uznaniem teraz śledzę pracę, jaką wykonuje z Klaudią Siciarz. Sezon halowy potwierdził wielkie możliwości tej zawodniczki. Jest mądrze, spokojnie, bez nadmiernej eksploatacji prowadzona przez panią trener. Trzymam kciuki, aby ten talent sportowy z mego byłego klubu, AZS AWF Kraków, rozwinął się w gwiazdę!

Rozmawiał: Jan Otałęga