95 lat „królowej sportu” - 2

Gwiazda na bieżni

Małopolski Związek Lekkiej Atletyki obchodzi w tym roku 95-lecie działalności lekkoatletycznej w Krakowie i regionie. Dziś drugi odcinek z historii tej dyscypliny sportu, w pierwszym przedstawione zostały główne wydarzenia z krakowskiej lekkoatletyki od jej zarania na naszych ziemiach aż po koniec drugiej wojny światowej.

Po 1945 roku polski sport stopniowo się odradzał. Nie inaczej było z lekkoatletyką, organizowano masowe biegi, urządzano inne zawody. Pojawili się pełni zapału szkoleniowcy, wychowali mistrzów olimpijskich i mistrzów Europy (mistrzostw świata wtedy jeszcze nie rozgrywano). W ciągu kilkunastu lat zbudowano w Polsce lekkoatletyczną potęgę, a polską reprezentację nazywano powszechnie Wunderteamem. N a przełomie lat 50. i 60. XX wieku tylko ekipa USA była na świecie lepsza od naszej, inne zostały za „biało-czerwonymi”.

Wśród gwiazd polskiej „królowej sportu” pojawiły się też kobiety. Szczególną furorę zrobiła Barbara Janiszewska-Sobotta, trzykrotna olimpijka, brązowa medalistka igrzysk 4x100 metrów w 1960 roku,, mistrzyni Europy w biegu na 200 metrów w 1958 roku oraz w sztafecie 4x100 m w 1962 roku, ponadto dwukrotnie brązowa medalistka ME. 17-krotna mistrzyni Polski.

Reprezentowała barwy krakowskiego AZS, z Krakowem związała się w wieku 20 lat, tu mieszkała do śmierci w 2000 roku. Urodziła się w 1936 roku w Poznaniu, tam zaczęła biegać w barwach AZS, z kolei zdała maturę i wraz z koleżanką, przyszłą wicemistrzynią olimpijską w skoku wzwyż Jarosławą Jóźwiakowską wyjechała do Sopotu studiować handel morski. Po rocznym tam pobycie PZLA zasugerował jej, że jeśli myśli o wyjeździe na igrzyska do Melbourne, powinna się przenieść do Krakowa, gdzie mieszka trener kadry sprinterek Emil Dudziński.

Rozmawiałem kiedyś z panią Barbara o jej karierze sportowej. Mówiła: - Działacze PZLA uważali ponadto, że na Wybrzeżu jest zbyt wiele propozycji kulturalnych, rozrywkowych, odciągających zawodników od treningów, że lepiej się przeprowadzić. Tak, jakby w Krakowie nie było podobnych atrakcji, aktorów, Piwnicy pod Baranami (śmiech). Niemniej bez problemów przeniosłam się do Krakowa, bo zawsze lubiłam atmosferę starych miast, oglądanie zabytków, dlatego też dobrze czuję się we Włoszech. W Krakowie zadomowiłam się znakomicie, trenowałam na stadionie Cracovii, a studiowałam romanistykę na UJ, potem przeniosłam się na historię sztuki. Jeszcze zaocznie ukończyłam AWF.

Zawodniczka wystartowała na mistrzostwach Europy już w Bernie w 1954 roku. Tam na 100 metrów została sklasyfikowana na 4. miejscu, a miała taki sam czas jak druga sprinterka na mecie. Była zmartwiona, wtedy podszedł do niej dziennikarz Stefan Rzeszot i pocieszał: - następne mistrzostwa wygrasz!

Minęły 4 lata, przepowiednia się sprawdziła. W Sztokholmie zawodniczka AZS Kraków odniosła w sprincie życiowy sukces. Te mistrzostwa były wspaniałe dla Polaków, zdobyliśmy aż 8 złotych medali, nasz rekord do dziś. W tym gronie jedyną kobietą była pana Barbara. Jej występ odbił się jeszcze szerszym echem, bo w stolicy Szwecji wybrano ją „miss zawodów”.

- Niestety, dowiedziałam się o tym po powrocie do kraju – śmiała się sprinterka, która wtedy w kraju zdobyła wielką popularność i była najlepszą naszą sprinterka do czasów Teresy Ciepłej i Ireny Szewińskiej. Z tymi gwiazdami miała okazję startować. M.in. z Ciepłą krakowianka wywalczyła drugi swój złoty medal na ME, w Belgradzie w sztafecie.

Olimpijką została w 1956 roku w Melbourne, a sukcesy przyszły na 4 lata w Rzymie, w sztafecie sięgnęła po brązowy medal olimpijski, a 200 metrów była piąta. Szykowała się do igrzysk w Tokio, ale na początku w 1964 roku zerwała ścięgno achillesa. Zamiast trenować, nastał czas żmudnego leczenia, a lekarze nie dawali jej większych szans na dalsze uprawianie sportu.

- Czas uciekał, a ja byłam kontuzjowana – wspominała pani Barbara. - Jednak zawzięłam się i mimo, iż n ie wierzono mój powrót do sportu, po wyleczeniu podjęłam treningi. W ostatniej chwili dołączono mnie do ekipy do Tokio. W finale 200 metrów byłam piąta. Szkoda, bo gdyby nie kontuzja, celowałabym w medal. Ale cóż, trudno, taki bywa los sportowców... Po tych igrzyskach zakończyłam karierę sportową.

Barbara Sobottowa uznawana jest powszechnie za najlepszą na przestrzeni dziejów lekkoatletką w Małopolsce.

Jan Otałęga