W Krakowie są talenty!

Rozmowa z Tomaszem Majewskim, dwukrotnym mistrzem olimpijskim w pchnięciu kulą, obecnie działaczem sportowym

- Kiedy kariera sportowa Adama Małysza zbliżała się do końca, zastanawiano się, ile lat poczekamy na jego następcę. Tymczasem następca znalazł się bardzo szybko – Kamil Stoch. Po Pana dwóch złotych medalach olimpijskich też zadawano w całym kraju pytanie, jak długo będziemy czekać na drugiego Tomka Majewskiego…

- Karierę sportową zakończyłem z końcem minionego roku, a zdaje się, że następca już jest (śmiech). Mówię o Konradzie Bukowieckim. Od wieku juniora ma obiecujące wyniki, zimą w Belgradzie w halowych mistrzostwach Europy seniorów pokonał wszystkich rywali, a ma dopiero 20 lat!

- Przy okazji wynikiem 21,97 m w stolicy Serbii zabrał Panu absolutny (licząc wyniki w hali i na stadionie) rekord Polski 21,95. Nie żal?

- Taka kolej rzeczy, choć nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko. Teraz działam w strukturach Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, więc tylko mogę cieszyć się, że polska lekkoatletyka obfituje w talenty, które sprawdzają się w poważnych zawodach. Kiedy startowałem, całe lata byłem w swej konkurencji w Polsce samotny, w kraju wygrywałem spokojnie, bo za mną długo, długo nie było nikogo. Teraz mamy grupę dobrych kulomiotów, poza Konradem - Jakub Szyszkowski, Michał Haratyk, jest rywalizacja.

 

- Michał Haratyk, zawodnik krakowskiego AZS AWF, poczynił duże postępy, ale miewa wpadki na wielkich zawodach, jak w Belgradzie czy Rio, kiedy nie przebrnął eliminacji…

- Został za to w Amsterdamie wicemistrzem Europy. Jest młody, jeszcze się rozwija. Musi wiele startować, nabrać doświadczenia, regularności, okrzepnąć psychicznie. Ma duże możliwości.
- Najważniejsze dla lekkoatletów w tym roku będą mistrzostwa świata seniorów w sierpniu w Londynie. Bukowiecki może tam zamieszać jak w hali w Belgradzie, gdzie zdobył złoty medal?
- To inne zawody, na stadionie, w silniejszej obsadzie, będą nie tylko Europejczycy. Na pewno Konrad jest naszą cichą nadzieją. Ważnym sprawdzianem dla niego będą niebawem zawody w Eugene, gdzie spotka się z plejadą kulomiotów amerykańskich i innych. Na ich tle zobaczymy na co go stać.

- Pana następcy stosują w pchnięciu kulą technikę obrotową. Pan był wierny technice klasycznej. Nie szukał Pan zmiany?

- Nie, od początku na treningach byłem prowadzony w dawnej technice klasycznej, z tzw. doślizgiem. Moje warunki fizyczne do obrotowej raczej się nie nadawały. Teraz obrót króluje i jest przyszłością światowej kuli.

- Dostrzega Pan w krakowskiej lekkoatletyce jeszcze jakiś talent?

- Ostatnio bardzo dobre wyniki w płotkach uzyskuje 19-letnia Klaudia Siciarz. Nikt nie spodziewał się, że w swej kategorii wieku pobije rekord świata. W dodatku niedawno leczyła kontuzje. Jest zawodniczką rozwojową, może osiągnąć naprawdę wiele.

- Ostatnie sezony obfitują w udane starty biało-czerwonych w igrzyskach czy różnych mistrzostwach. Seria ta będzie kontynuowana w Londynie? Na ile medali Polaków w MŚ postawiłbym Pan u bukmachera?

- Powiedzmy: na sześć, niemniej trudno prognozować, bo sezon dopiero się zaczyna. Zobaczymy w pierwszych startach jaka jest forma biało-czerwonych. Interesuje mnie nie tylko ilość, ale i jakość, aby zdobywać trofea z jak najcenniejszego kruszcu. Pierwszy wyniki w tym sezonie młociarzy Anity Włodarcvzyk i Pawła Fajdka wskazują, że będą liderami naszej ekipy i najpoważniejszymi kandydatami do złota. Pilnie trenuje też mój przyjaciel, dyskobol Piotr Małachowski, na którego zawsze można liczyć, że znajdzie się na podium. Z Londynem łącza mnie miłe wspomnienia, tam zdobyłem swój drugi złoty medal igrzysk, oby dla moich następców to miasto też było równie szczęśliwe.

- Kariera skończona, jest Pan teraz na sportowej emeryturze… Czy swe cele sportowe Pan spełnił?

- Na pewno spełniły mi się olimpijskie marzenia, wywalczenie dwóch złotych medali. Brakło mi tylko tytułu mistrza świata, ale nie wszystko się udaje. Zgromadziłem wiele różnych trofeów podczas mej 20-letniej przygody z kulą. Po igrzyskach w Rio nastał dla mnie czas sportowej emerytury, mam 36 lat. Na emeryturze nie nudzę się, mam co robić. Zostałem przy sporcie. Wprawdzie postanowiłem dawno, że nie będę trenerem, ale staram się pomóc naszej „królowej sportu”. Wybrano mnie na szefa Warszawsko-Mazowieckiego Związku Lekkiej Atletyki, a także na wiceprezesa PZLA, odpowiadam tu za kontakty zagraniczne. Jako działacz mogę stwierdzić, że najbardziej naszej „królowej sportu” brakuje hal do lekkoatletyki. Aby można było trenować i startować w nich nie tylko zimą, ale cały rok podczas deszczowej, zimnej pogody. Mamy raptem dwie hale w kraju, a przydałaby się w każdy województwie. Wiele roboty przed nami.

- Skończył Pan studia wyższe, politologię. Może teraz opisze Pan swoje przygody sportowe?

- O nie, nie mam zamiaru pisać książki o sobie. Natomiast chętnie sięgam po lekturę, lubię czytać książki i to z różnych dziedzin, to było zawsze moją pasją poza sportem. Ponadto jako politolog i oczywiście obywatel śledzę co dzieje się w kraju i za granicą, te sprawy nie są mi obojętne.

Rozmawiał: Jan Otałęga