Nie likwidować, tylko reformować!

Rozmowa z GRZEGORZEM SOBCZYKIEM, Prezesem MZLA

LEKKOATLETYKA. Jednym z końcowych akordów kończącego się sezonu „królowej sportu” był finał ekstraklasy. Sukcesy w niej święcił AZS AWF Kraków.

Akademicki klub wygrał rywalizację wśród klubów po raz piąty. Liga lekkoatletyczna rozgrywana jest od 1957 roku. Dawniej podwawelski gród mimo posiadania kilku silnych sekcji l.a. i szeregu indywidualności jak Barbara Sobottowa, Henryk Szordykowski, Jan Balachowski, czy Robert Korzeniowski aż do 2010 roku nie potrafił sięgnąć po prymat w ekstraklasie. Dopiero wtedy nastała „era” AZS AWF, który na przestrzeni siedmiu lat wygrywał pięciokrotnie. Te sukcesy klub zawdzięcza szerokiemu szkoleniu. Ekstraklasa bowiem preferuje te kluby, które mają liczny i wyrównany skład.

7. miejsce w tegorocznej ekstraklasie (na 13 zespołów) zajął Wawel Kraków, co jest też wynikiem dobrym dla młodego składu. – Te wyniki krakowskich klubów cieszą – ocenia prezes Małopolskiego Związku Lekkiej Atletyki Grzegorz Sobczyk. - Patrząc jednak przez pryzmat rozwoju „królowej sportu”, trzeba dostrzec niekorzystne zjawiska: sporo klubów w kraju ma problem ze skompletowaniem składu 25-30 zawodniczek i zawodników na potrzeby ligi, sporo ma kłopoty finansowe, by udać się na zawody ligowe, więc rezygnują z nich, stawiając na działalność tylko w wybranych konkurencjach.

Z kolei sympatyków „królowej sportu” może dziwić pewna innowacja rozgrywek, albowiem poza ligą odbyły się po raz pierwszy drużynowe mistrzostwa Polski klubów. Wygrał w nich AZS AWF Wrocław przed akademikami z Warszawy i Krakowa. Mamy więc dwóch klubowych mistrzów kraju?

- Obydwie rywalizacje klubów miały jednak różnice – wyjaśnia Grzegorz Sobczyk. – W ekstraklasie kluby walczą o utrzymanie, a do I ligi kluby same się zgłaszają, zawody rozgrywane są w dwóch rzutach, na wiosnę i jesienią. Rozgrywane są prawie wszystkie konkurencje lekkoatletyczne (poza maratonem). W zawodach ligowych liczą się nie miejsca na mecie czy w konkursie, tylko osiągnięty czas, wynik, które są przeliczane według specjalnej tabeli na punkty. Z kolei drużynowe MP odbyły się z udziałem 8 klubów, wybranych przez PZLA na podstawie wyników indywidualnych zawodników. W programie były tylko wybrane konkurencje, a liczyły się tu nie czasy, wyniki, tylko miejsce na mecie, czy w konkursie.

Od pewnego czasu jednak pojawiają się głosy, że ekstraklasę w jej obecnym kształcie należy zlikwidować. Głównym zarzutem jest, że ze względu na szeroki program i dużą liczbę startujących zawody trwają niemal cały dzień, w efekcie są nużące dla widza i nie przyciągają sponsorów ani telewizji. Dlatego uznanie zdobywa ta nowa formuła drużynowych MP, czyli zawodów krótszych, zwartych.

Zdaniem prezesa Sobczyka, należałoby wybrać inne rozwiązania. Nie likwidować, ale podtrzymać obydwa sposoby rywalizacji i zmienić termin zawodów. Ponieważ ekstraklasa w przeciwieństwie do drużynowych MP jest przeglądem szerokiego zaplecza, utrzymać ją, ale zreformować. Organizować obydwa rzuty ligi tylko na wiosnę, część konkurencji rozgrywać podczas jednego rzutu, resztę w trakcie drugiego. To znacznie skróci zawody. W czerwcu można byłoby rozgrywać też drużynowe MP, które byłyby - w odróżnieniu od powszechnej ekstraklasy - występem elity klubów. Czyli całą rywalizację drużyn umieścić przed latem, bo z kolei jesienią wielu zawodników jest już zmęczonych długim sezonem. Warto zarazem pochylić się nad zapewnieniem premii dla startujących w ekstraklasie, bo tego nie ma w odróżnieniu od nagradzanych drużynowych MP.

Mijający sezon przyniósł małopolskiej lekkoatletyce nie tylko wygraną AZS AWF w ekstraklasie, ale i indywidualne wicemistrzostwo Europy w pchnięciu kulą Michała Haratyka (AZS AWF) jak i udział 4 osób w igrzyskach olimpijskich. W Rio w chodzie na 20 km Jakub Jelonek (AZS AWF) zajął 19. miejsce na 74 startujących, co jest wynikiem dobrym, zwłaszcza że zawodnik nie był objęty całościowym szkoleniem olimpijskim. Agnieszka Szwarnóg (AZS AWF) była 44. (na 74) w chodzie na 20 km, wynik na jej możliwości. Haratyk z kolei odpadł w eliminacjach kuli. Mieszkający w Muszynie, zawodnik Grunwaldu Poznań Henryk Szost nie ukończył maratonu z powodu kontuzji. Tak więc choć liczbowo wkład Małopolan do polskiej ekipy był niezły, to jakość osiągnięć ogólnie nie zadowoliła.

Małopolski Związek Lekkiej Atletyki w trosce o wychowanie kolejnych olimpijczyków wznawia swe akcje, kierowane do młodzieży. Na stadionach AWF i Wawelu oraz na Groblach, także w Zespole Szkół na osiedlu Handlowym 4 w poniedziałki, środy i piątki w godzinach popołudniowych czekają na chętnych do rozpoczęcia treningów doświadczeni trenerzy. Kontynuowane są też na stadionie AWF czwartki lekkoatletyczne od godziny 16.

Natomiast w najbliższą sobotę na stadionie AWF odbędą się dwie imprezy dla młodych: ”I ty możesz zostać mistrzem!” oraz międzywojewódzkie mistrzostwa młodzików, rywalizacja zawodników z Podkarpacia i Małopolski.

Rozmawiał: Jan Otałęga