Zawsze zachowuję spokój

Rozmowa z PIOTREM GALONEM, trenerem wicemistrza Europy

- Gratulacje ze srebro w Amsterdamie swego wychowanka, który debiutował w mistrzostwach Europy. Niespodzianka, czy spełnienie planu?

- Raczej wykonanie planu. Nie bez przyczyny Michał liderował w tym sezonie na liście europejskiej kulomiotów. Nawet po cichu liczyłem, że uda się mu pokonać Niemca Storla, ale dwukrotny mistrz świata wykazał klasę.

- Trema nie pokonała naszego debiutanta z AZS AWF, a może pomogła obecność trenera na stadionie w Amsterdamie?

- Michał wszedł do czołówki światowej i co chwilę debiutuje w jakiejś ważnej imprezie. Zimą startował w hali w mistrzostwach świata w Portland, wtedy trzymałem za niego kciuki w kraju. W Ameryce mu się nie powiodło, był 14. Ale wyciągnął wnioski. W Amsterdamie był spokojny, tremy nie wykazał. Przed czwartą kolejką kuli w finale zszedłem do niego, przekazałem pewne uwagi. Dotyczyły bardziej energicznej pracy prawej stopy. To był jednak pewien problem, bo akurat Michał doznał urazu stawu skokowego w prawej nodze. A ta noga jest kluczowa przy pchnięciu kulą, ona nadaje impet, a trzeba przezwyciężyć ciężar 135 kg ciała plus 7 kg kuli. Gdyby stopa była zdrowa, szansa na dalekie wyniki byłyby większa. Mimo urazu Michał uczynił wszystko, w czwartej kolejce miał najlepszy wynik 21,19 i zdobył srebro. Tę nogę musimy wyleczyć, ale brak już czasu przed igrzyskami. Na szczęście może startować, a na leczenie przyjdzie pora jak wróci z Rio de Janeiro.

- Pana zakwalifikowano do ekipy olimpijskiej?

- Tak, otrzymałem nominację PKOl i cieszę się, że pojadę. Będziemy z Michałem razem. Obaj zadebiutujemy, on jako olimpijczyk, a ja pierwszy raz na igrzyskach w roli szkoleniowca. To spełnienie marzeń każdego trenera.

- Ilu groźnych konkurentów będzie miał Pana podopieczny w Rio?

- Na pewno trójka Amerykanów, mistrz świata w hali Nowozelandczyk Tomas Walsh, Niemiec Storl oraz z kraju Tomek Majewski i Konrad Bukowiecki. To przypuszczalni finaliści konkursu w Brazylii. Mam nadzieję, że w tym gronie Michał spiszę się dobrze. Miejsce w pierwszej ósemce przyjmę z zadowoleniem, a medal? Kto, wszystko może się zdarzyć.

- Jak wynik może osiągnąć?

- Trudno powiedzieć w konkretnych zawodach, ale już w tym roku stać Michała nawet na 22 metry!

 - Jak będziecie przygotowywać do igrzysk?

- Do soboty mieliśmy wolne, teraz obóz w Zakopanem, gdzie chcemy podtrzymać siłę, poprawiać technikę stylu obrotowego. Potem w Spale dalsze doskonalenie wszystkich elementów.

- Jaki jest Pana podopieczny?

- Może małomówny, ale dociekliwy. Interesuje się planem treningów, wypytuje o szczegóły, lubi rzucić swoje zdanie, ale to dobrze. Tłumaczę mu o co chodzi w treningach, on sumiennie wykonuje. Poza zajęciami przystępuje do gier komputerowych. Po ukończeniu szkoły zajął się tylko sportem. Jesteśmy w klubie AZS AWF Kraków, choć mieszkamy w regionie bielskim. Razem współpracujemy 7 lat, akurat taki czas, by spokojnie wychować kulomiota wysokiej klasy, bez pośpiechu i nadmiernej eksploatacji młodego organizmu.

- Podobno zawodnik ma wielkie wsparciu swej rodziny?

- Tak, szczególnie dziadek i babcia mu pomagają, wspierają, także finansowo. Kulę pchał też starszy brat Michała, miał talent, ale warunki finansowe nie pozwoliły na kontynuowanie kariery. Godnie zastąpił go młodszy. Kiedy zobaczyłem Michała pierwszy raz i zrobiłem mu sprawdzian z piłką lekarską, wiedziałem, że natrafiłem na wielki talent. Należało tylko rozsądnie go rozwijać.

- Michał Haratyk ma 24 lata, dla kulomiota wielka kariera dopiero przed nim. Czy może pobić rekord świata?

- Rekord należy do Amerykanina Randy’ego Barnesa i wynosi 23,12 m. Tyle pchnął w 1990 roku. Wiemy jakie były to czasy w sporcie, jak się „koksowano”. Barnes został za to zdyskwalifikowany. Podejrzewam, że doping dodawał wtedy do wyników z 1-2 m długości. Może należałoby tamte wyniki anulować? Nie stosujemy takich metod. Wierzę, że kiedyś Michał pokusi się o rekord.

- Chyba przeżywa Pan najwspanialsze dni w swej wieloletniej karierze szkoleniowca?

- Zapewne tak. Mam ambitnego zawodnika, realizujemy z powodzeniem zadania. Oby tak dalej. Ale nie wpadam w euforię, jestem z natury powściągliwy, kieruje się wyczytanym kiedyś w Szwajcarii mottem: Sukcesy i porażki przyjmuj ze spokojem, one przeminą, jak życie…

Rozmawiał: Jan Otałęga