95 lat „królowej sportu” - 5

Wytrwali biegacze spod Wawelu

Po drugiej wojnie światowej cały kraj przystąpił do odbudowy po zniszczeniach. Odradzał się też sport, na czoło wysuwała się lekkoatletyka. W kilkanaście lat stworzono w Polsce jeden z najsilniejszych teamów „królowej sportu” na świecie.

Kraków też stanął do budowy potęgi polskiej lekkoatletyki, choć i środków, i obiektów było mało. Wystarczył jednak zapał działaczy, trenerów i zawodników. 28 marca 1945 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Krakowskiego Związku Lekkiej Atletyki. Na jego czele stanął Aleksander Moroz. Później prezesem KOZLA był profesor Tadeusz Dręgiewicz, następnie Stefan Żołądź. Wiele lat szefował małopolskiej lekkoatletyce Jan Żurek. Symbolem trenerskiej myśli biegów był pod Wawelem Emil Dudziński, szkoleniowiec sprintów kobiet, w tym kadry narodowej. Pojawiło się szereg osób, najpierw zawodników, potem ofiarnych działaczy i trenerów jak Adam Bezeg, Andrzej Biernat, Zygmunt Buhl, Janusz Korosadowicz, Eugeniusz Kruczelak, Tadeusz Kwapień, Antoni Morończyk, Włodzimierz Puzio, Kazimierz Rusin, Stefan Widerski i wielu innych. AZS Kraków stał się w latach 50. trzecią siłą klubową w Polsce po Legii Warszawa i Zawiszy Bydgoszcz. Działały także prężnie w Krakowie sekcje l.a. Cracovii, Olszy, Wawelu, Wisły, potem Hutnika, powstało też wiele w województwie.

 

Przykładem osoby, która całe życie poświeciła lekkoatletyce jest Edward Stawiarz. Najpierw zawodnik, potem trener i działacz, prezes WKS Wawel i MZLA, członek zarządu PZLA. Pochodzi z podkrakowskiego Zakrzowa, natomiast bogata kariera sportowa przypadła na lata przynależności do WKS Wawel. W młodości próbował wielu sportów. Jak wspomina, raz zaproszono go do biegu w roli tzw. zająca. Miał poprowadzić stawkę przez kilka okrążeń stadionu i zejść z bieżni. Tymczasem nie tylko poprowadził, ale oderwał się od rywali i niezagrożony wygrał. Tak odkryto w nim wielki talent do biegów długich. Było to w czasach Wunderteamu, czyli polskiej reprezentacji, która na przełomie lat 50. i 60. klasyfikowana była na 3. miejscu na świecie. Podporą Wunderteamu byli długodystansowcy, medaliści igrzysk olimpijskich, rekordziści świata jak Zdzisław Krzyszkowiak, Jerzy Chromik, czy medalista ME Kazimierz Zimny. Edward Stawiarz znalazł się w niezwykle mocnej stawce, ale nieraz dostąpił zaszczytu bronienia barw narodowych w meczach Wunderteamu. Biegał wtedy głównie na 10 000 m. Był trzykrotnie mistrzem Polski na tym dystansie, 3 razy też wygrywał krajowy czempionat w maratonie, do tego dołożył 11 medali MP w innym kolorze. Na słynnym Stadionie White City w trakcie meczu Anglia – Polska pokonał na 10 000 m faworyzowanych gospodarzy, co było wielką niespodzianką. W ME w 1966 roku w Budapeszcie był na 5 km jedenasty. Jak zauważa ten były biegacz, przyczyną sukcesów polskich lekkoatletów był wtedy wielki zapał samych zawodników i solidny trening. Towarzyszyła temu umiejętna praca ówczesnych szkoleniowców.

Innym biegaczem przysparzającym laury podwawelskiemu grodowi był Stanisław Podzoba z Cracovii. W latach 60. i 70. należał na długich dystansach do krajowej czołówki. Był reprezentantem Polski, halowym rekordzistą kraju na 3000 m. Dwa razy został mistrzem Polski w biegach na przełaj, z innych imprez przywoził też sporo medali. Zajął 7. miejsce w halowych ME w Belgradzie w 1969 roku. Do sportu trafił w trakcie służbowy wojskowej, kiedy uczestniczył w biegach. Do Cracovii trafił gdy miał już 22 lata, dość późno jak na sport, ale po solidnym treningu szybko znalazł się w elicie krajowych biegaczy. - Uprawianie sportu stanowiło wielką satysfakcję. Na stadionie przy alei 3 Maja trenowali lekkoatleci wszystkich krakowskich klubów, stanowiliśmy sportowa rodzinę - wspomina Stanisław Podzoba. Zaliczył też nietypowy, trudny bieg dla uczczenia 30. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej. Z dwoma kolegami biegł od wschodnich granic Polski do Berlina. Zajęło to miesiąc, ale dotarli.

Znakomitym biegaczem Cracovii był Edward Mleczko. Zaczynał w Tarnowie, a bieganie kontynuował w trakcie studiów na polonistyce na UJ oraz potem na AWF. Jedna ze studentek wspominała mi, jak jeżdżono wtedy na obozy studenckie. W wolnych chwilkach towarzystwo zbierało się na herbatę i miłą zabawę, ale student Mleczko zakładał dres i nie bacząc na pogodę biegał godzinami w terenie. Ambitnie pracując, mimo nie najlepszych warunków fizycznych, dotarł do światowej czołówki i walczył z najlepszymi. Czasy Mleczki na 5000 i 10000 m byłyby i po 40 latach ozdobą polskiej lekkoatletyki. Był 4 razy mistrzem Polski, uczestniczył w ME. Po zakończeniu kariery związał się jako naukowiec z krakowską AWF, jest profesorem tej uczelni, był prorektorem i dziekanem, wychował wiele pokoleń studentów i sportowców. Takich biegaczy długich dystansów jak wspomniana trójka brakuje teraz w Małopolsce.

Jan Otałęga