Jestem na początku drogi

Rozmowa z MICHAŁEM HARATYKIEM, numerem 1. na światowej liście
Michał Haratyk na HMPS w Toruniu - fot. Tomasz Kasjaniuk (PZLA)

- Ależ sprawił Pan sensację! 21,35 m w mityngu Pedro’s Cup w Łodzi oznacza, że niespełna 24-letni lekkoatleta krakowskiego AZS AWF Michał Haratyk został liderem światowej listy pchnięcia kulą w hali w tym sezonie. Tamten sezon kończył Pan z rezultatem 20,10. Eksplozja na rzutni w Łodzi zaskoczyła, czy była zaplanowana?

- Nieco wcześniej w Spale pobiłem rekord życiowy wynikiem 20,74. Z kolei na treningu pchnąłem 20,90. Czułem, że granica 21 metrów może paść, choć może nie aż tak wyraźnie. Cieszę się, ale jestem spokojny. Wiele osób gratuluje mi liderowania w światowej klasyfikacji; odpowiadam, że to początek sezonu. Mistrz świata Niemiec Storl czy utytułowani Amerykanie jeszcze nie startowali.

- Zapewne przeczytali o wyniku nieznanego im kulomiota z Krakowa. Może przysłali do Tomasza Majewskiego sms-a z zapytaniem: kto to jest ten Haratyk?!

- Cha, cha, cha… Może przysłali, nie wiem. Zaraz po mityngu w łódzkiej hali zrobiło się zamieszanie. Dopadło mnie wielu dziennikarzy, była też kontrola antydopingowa. Jak się po dwóch godzinach uspokoiło, Majewskiego już nie było i dotąd nie rozmawialiśmy.

- Pan ma teraz w hali drugi wynik w historii w Polsce po Majewskim, a doliczając stadion, trzeci po nim oraz mistrzu świata Edwardzie Sarulu. Chce Pan iść w ich ślady? O Michale Haratyku już piszą, że narodził się następca dwukrotnego mistrza olimpijskiego Majewskiego!

- To są opinie przyjemne, ale zarazem zbyt mocne słowa, trzeba poczekać. Mamy początek sezonu, zobaczymy jak będzie w innym startach. Jedno jest pewne: pierwszy raz w życiu pokonałem Tomka Majewskiego.

- Jak doszło do takiej wielkiej progresji?

- Bardzo dobrze czułem się w hali w Łodzi, panowała tam wspaniała atmosfera, ona mnie mobilizowała niosła. Oby miał taką widownię w innych występach. Natomiast zwyżkę formy wiążę z powiększeniem liczby treningów i nową pomocą. Przez kilka lat obowiązki sportowe dzieliłem z nauką w Centrum Kształcenia Ustawicznego. Po ukończeniu szkoły postawiłem mocniej na sport, a PZLA od ubiegłego roku włączył mnie d kadry narodowej. Dzięki mam obecnie zaliczonych pięć zgrupowań, a zwykle były dwa. Pojawił się też pierwszy sponsor, bo do tej pory finansowo wspierali mnie rodzice. Trenuję codziennie dwa razy po dwie godziny, co przy poprawie warunków dało efekt.

- W marcu w Portland w USA odbędą się halowe mistrzostwa świata. Z osiągniętym wynikiem ma Pan już przepustkę na te zawody?

- Jeszcze nie. Do USA może jechać dwóch kulomiotów. W każdej chwili Tomek Majewski może posłać kulę daleko, groźnymi konkurentami są Jakub Szyszkowski z Wrocławia i Konrad Bukowiecki ze Szczytna. Minimum PZLA na mistrzostwa wynosi 20,50, czyli mam, ale o wyjeździe do Portland zadecydują halowe mistrzostwa Polski w Toruniu, trzeba być w nich w pierwszej dwójce. Oczywiście chciałbym zadebiutować w światowym czempionacie.

- O igrzyskach w Rio de Janeiro Pan myśli?

- To odległa sprawa. Nawet nie wiem jakie będzie minimum PZLA na igrzyska. Teraz zajmuję się sezonem halowym, na letni przyjdzie czas. A jak się słyszy o groźnej epidemii w Brazylii, to nie wiadomo co sądzić. Niemniej jak dla każdego sportowca, udział w igrzyskach jest celem.

- Inaczej niż Majewski stosuje Pan w kole technikę obrotową…

- Już przeszło cztery lata. Z trenerem Piotrem Galonem postanowiliśmy przejść na ten styl i to się sprawdza. Obecnie większość zawodników na świecie preferuje obrót. Ale grupa z tradycyjnym pchnięciem też trzyma się nieźle.

- Co trener powiedział podopiecznemu po zawojowaniu światowej listy?

- Zachował spokój. Napomknął, że cieszy się wewnętrznie. Trenował mnie jeszcze w Bielsku-Białej, bo pochodzę z pobliskich temu miastu Kiczyc. Najpierw pchał kulą mój brat Łukasz, zdobywał medale jako junior. Wtedy babcia powiedziała, żebym poszedł w ślady brata. Tak trafiłem do klubu Sprint, a kiedy trener Galon przeniósł się do Krakowa, zabrałem się za nim. Klub AZS AWF opłaca mi mieszkanie w akademiku, wyżywienie…

- Kulomiot stosuje specjalną dietę?

- Nie. Utrzymuję tylko stałą wagę ok. 135 kg, a jem wszystko. Do treningów trzeba mieć podkład.

- Jakie swoje osiągnięcia do tej pory Pan uważa za na najważniejsze?

- Byłem młodzieżowym mistrzem Polski w kuli, pół roku temu wicemistrzem kraju wśród seniorów. Jednak wynik w Łodzi przewyższa owe medale. Wszystko, mam nadzieję, jeszcze przede mną. Rekord życiowy na stadionie wynosi 19,95, czyli jest co poprawiać.

- Było już w sporcie rozczarowanie?

- Muszę się zastanowić… Poprzedni sezon w hali zacząłem dobrze, od wspomnianego 20,10. Pojawiły się wielkie nadzieje, ale potem mityng Pedro’s Cup i halowe MP nie wypaliły. Dlatego mam motywację, aby tej zimy powetować sobie tamte niepowodzenia.

- Co robi światowy lider w wolnych chwilach?

- Włącza komputer.

Rozmawiał: Jan Otałęga