Piękny, medalowy rok

Rozmowa z ALEKSANDRĄ GAWORSKĄ, biegaczką AZS AWF Kraków

- Chyba zaskoczyła Pani sympatyków „królowej sportu” w minionym sezonie. Najważniejsze sukcesy to brązowy medal w sztafecie 4x400 m na MŚ seniorów Londynie, ponadto złote medale w tejże sztafecie w młodzieżowych ME w Bydgoszczy i na Uniwersjadzie w Tajpej. Spodziewała się Pani tego?

- Wyniki przekroczyły wyobrażenia. Myślałam, że szczytem sezonu dla mnie będą młodzieżowe ME. Tymczasem forma rosła, dołączyłam do kadry i znalazłam się na MŚ seniorów, choć formalnie, ostatni rok, bo mam 22 lata, jestem w kategorii młodzieżowej. Złote medale cieszą, ale ten brązowy najbardziej, bo wywalczony wśród elity, najlepszych biegaczek świata. Zadowolona jestem ze zdobycia 4. lokat w biegach na 400 m przez płotki w młodzieżowych ME i na Uniwersjadzie. Już wywalczenie miejsca w finale było wielkim osiągnięciem.

- Mówiono, że na seniorskie MŚ do Londynu młoda Aleksandra Gaworska pojedzie jako rezerwowa…

- Tak, niemniej miałam nadzieję, że pobiegnę na londyńskim tartanie. Raczej w eliminacjach sztafety, ale trener kadry Aleksander Matusiński w poranek finałowego dnia wyznaczył mnie do walki o medal w reprezentacyjnej czwórce.

- Nie było debiutanckiej tremy?

- Nie, im bliżej zawodów, tym bardziej jestem zmotywowana, zwłaszcza jak ktoś na mnie liczy. Godziny przed finałem spędziłam w hotelu przy muzyce. Przed biegiem przyszła mobilizacja, na trzeciej zmianie przejęłam pałeczkę na medalowym, trzecim miejscu i na takiej pozycji oddałam. Bardzo cieszyłyśmy się z medalu, bo chyba nikt na Polki nie stawiał. Ten medal przywiozłam sobie do akademika. Inne trofea są w mieszkaniu rodziców.

- Biega Pani na 400 m na płaskim dystansie i na płotkach?

- Łączę obie specjalności. W obu poprawiłam w tym roku rekordy życiowe. W przyszłym chcę osiągnąć 52 s na 400 m i nawet poniżej 56 s. na 400 m ppł. Chciałabym znowu zasilić polską sztafetę 4x400 m w halowych MŚ w Birmingham oraz w letnich ME w Berlinie, spróbuję też wystartować w stolicy Niemiec indywidualnie na płotkach. Nie spocznę na dotychczasowych laurach. Moim atutem na bieżni jest finisz, natomiast słabsze warunki fizyczne od rywalek nadrabiam dynamiką.

- Co spowodowało taką eksplozję wyników w tym roku?

- Chyba intensyfikacja pracy, trafiłam do kadry narodowej, więcej miałam obozów sportowych i treningów. Zaczynałam uprawiać sport w Bełchatowie, zachęcił mnie do biegania trener Dariusz Rybarczyk. Początkowo traktowałam to jak hobby, biegałam w klubach Bełchatowa i Łodzi. Z kolei koleżanka Karolina Fiszer, która już studiowała w Krakowie, namówiła mnie na studia w tutejszej AWF. I tak trafiłam do AZS AWF Kraków i trenera Andrzeja Gizy. Teraz trenuję poważnie, mocno, a kto wie czy luźne traktowanie sportu w wieku juniorki nie okazało się pomocne, nie jestem teraz fizycznie wypalona.

- Udaje się łączyć studia z wyczynem?

- Mnie tak, jestem na trzecim roku kierunku wychowanie fizyczne osób starszych. Czeka teraz licencjat, a potem studia magisterskie pewnie na kierunku sport. Zajęć więc mi nie brakuje, ale jestem pełna zapału , a jeszcze jak mam wolny czas, chętnie rysuję, szkicuję osoby czy krajobraz. Czytam też książki z dziedziny psychologii.

Rozmawiał: Jan Otałęga