95 lat „królowej sportu” - 6

Fundamenty pod gmach „królowej”

Bardzo blisko do jubileuszu stulecia oficjalnej działalności lekkoatletycznej w Małopolsce.

Dziś kolejna kartka z jej dziejów.

Czasy powojenne to stopniowe dźwiganie się do wyżyn sportu polskiego, w tym krakowskiego. Popularna była piłka nożna, ale osiągnięciami przewyższyły ją wtedy inne dyscypliny sportu jak lekkoatletyka. W barwach Wisły biegał Stefan Widerski, powojenny mistrz Polski w biegach na 1500 m oraz w hali na 800 m. Jako młody chłopak mieszkał przy Kazimiera Wielkiego, a często zachodził na Rynek do matki, która pracowała w księgarni. Tam spotkał piłkarza Wisły Stefana Szumilasa, który chłopcu podarował bilet na mecz. To związało Widerskiego z klubem „Białej Gwiazdy”, ale niebawem wojna przerwała sportową pasję. Widerski działał w AK. Dopiero po wojnie mógł zająć się sportem. Zaczynał od piłki, ze względu na wrodzoną szybkość ustawiano go na skrzydle. Niemniej młody piłkarz rozwinął skrzydła na innym polu…. Trener lekkoatletyki Wacław Sidorowicz postanowił zrobić z niego biegacza. Widerski trenował systematycznie, także zimą w hali przy ulicy Zwierzynieckiej i wysunął się na czoło średniodystansowców w okręgu krakowskim. Uzyskał najlepszy czas w Polsce na 1500 m. Za nim podążyli inni Małopolanie. Podczas mistrzostw Polski w 1948 roku w Poznaniu zwycięskie podium po finale 1500 m opanowała trójka biegaczy z Wisły. Pierwszy był Stefan Widerski, za nim Tadeusz Kwapień i Zbigniew Boczar. Widerski popisał się niezwykłym wyczynem podczas MP sztafet 3 x1000 m, odebrał pałeczkę, gdy rywale byli 50 metrów z przodu, ale po zaciętej pogoni wyprowadził klub na 2. miejsce. Miałem okazję poznać nestora krakowskich biegów średnich. Pan Stefan tak wspominał:

- To były piękne czasy, mogłem bez grozy wojny wreszcie realizować swe marzenia. Nie tylko sportowe, bo i kulturalne, śpiewałem w chórze. Byłem pierwszym tenorem Chóru Katedralnego na Wawelu, dużym przeżyciem dla nas był koncert podczas wizyty papieża. Bardzo miło wspominam lata sportu, choć po wojnie były to lata bardzo biedne. Aby godnie wyglądać na podium podczas otrzymywania medali, musiałem pożyczyć dres od kolegi boksera. Nieraz buty do biegania dostawałem od lekkoatletki Legutkówny, mam małą stopę, więc się nadawały. Ale się nie poddawaliśmy, natomiast wspieraliśmy wzajemnie, organizowaliśmy wspólne akcje na rzecz sekcji…

Kraków po wojnie poszerzył się o nową dzielnicę. Nieopodal rosła szybko Nowa Huta. Nie tylko kombinat hutniczy, ale i sport tam zagościł. KS Hutnik doczekał się niebawem silnej drużyny bokserskiej, potem błyszczeli piłkarze ręczni i siatkarze. „Królowa sportu” nie pozostała w tyle, też chciała mieć miejsce w najmłodszej dzielnicy miasta. Tak więc w Krakowie do sekcji l.a. AZS, Cracovii, Wisły, Olszy, Wawelu dołączyła nowohuckiego Hutnika. Kiedyś spotkałem się z dawnym zawodnikiem i trenerem Hutnika Cezarym Kuleszyńskim, czołowym polskim biegaczem na 110 m przez płotki na przełomie lat 50. i 60. Tam opowiadał: - Byłem biegaczem Wisły, niemniej zacząłem szkolić lekkoatletów młodej sekcji Hutnika. Prowadził ją Eugeniusz Kruczalak. W końcu przeniosłem się do Nowej Huty jako zawodnik. Zacząłem więc reprezentować barwy nowego klubu, a ponieważ biegałem jeszcze sporo lat, nieraz na bieżni ścigałem się ze swymi wychowankami. Raz na na mistrzostwach Polski byłem trzeci, przede mną mój wychowanek Marian Chruściel, a wygrał Adam Kołodziejczyk z Cracovii. Całe płotkarskie podium przypadło Krakowowi! Szczególnym rokiem dla nas był 1961. Wtedy klub Hutnik otrzymał prawo organizacji mistrzostw Polski w lekkoatletyce. Przypomnę, że byliśmy w tym sporcie światową potęgą, a gospodarzem ważnych zawodów został klub, który dopiero raczkował na dworze „królowej sportu”. Działacze PZLA zrobili to celowo, aby lekkoatletyka zdobywała coraz nowe obszary w Polsce. Cieszyliśmy się z tego, huta pomogła, musieliśmy tylko błyskawicznie wybudować bieżnię na Suchych Stawach. W ostatniej chwili udało się… Mieliśmy wtedy sekcję młodą, na dorobku, jedynym liczącym się w kraju zawodnikiem z nowohuckiego klubu byłem ja, więc zostałem jedynym przedstawicielem Hutnika w MP, biegałem w finale płotków.

Praca przyniosła efekty. Lekkoatleci Hutnika w 1979 roku wywalczyli awans do ekstraklasy. Zaskoczyli tym klub, który od lat czekał na awans do tej elity swych… piłkarzy. Futboliści Hutnika weszli do ekstraklasy dopiero 11 lat później po lekkoatletach. Cezary Kuleszyński długie lata pracował w szkolnictwie, działał też od 1980 roku w „Solidarności”.

Jan Otałęga