95 lat „królowej sportu” - 8

Triumfy na bieżni i w hali

Oto kolejnych garść wspomnień z 95 lat działalności lekkoatletycznej w Małopolsce.

Celina Sokołowska była najlepszą polską zawodniczką w biegach długich na przełomie lat 70. i 80. Biegaczka krakowskiej Wisły wywalczyła aż 25 medali mistrzostw Polski juniorek i seniorek na stadionie, w hali i przełajach, wszystkie na dystansach 1500 m i 3000 m, w tym mistrzynią kraju zostawała 17-krotnie , 14 razy jako seniorka. Ustanawiała rekordy Polski na obu swych dystansach. W 1976 roku w marokańskim Rabacie wywalczyła srebrny medal w drużynowym czempionacie globu w biegu na przełaj.

Zaczynała karierę sportową w Budowlanych Kielce. Potem trafiła do sekcji l.a. Wisły Kraków, gdzie brylowała w biegach średnich Elżbieta Katolik. Obie zawodniczki uczyniły klub „Białej Gwiazdy” czołowym w biegach na arenie krajowej, udanie startowały za granicą. Z kolei wybitnym przedstawicielem Wisły wtedy w biegach był maratończyk, olimpijczyk z Moskwy Zbigniew Pierzynka.

 

- Pierwsze były zawody szkolne, potem treningi w klubie – opowiadała mi pani Celina. - Okazało się, że byłam wytrzymałą zawodniczką. Choć na początku niedoświadczoną, zaczynałam bieg ustawiona na czwartym torze i byłam zupełnie nieświadoma, że po sygnale można zejść do krawężnika boiska. A ja biegłam cały czas na czwartym torze, czyli pokonałam dystans dłuższy niż rywalki, ale i tak wygrałam! (śmiech). Czyniłam kolejne postępy, trafiłam do kadry narodowej. Zaczęłam studia, przeniosłam się do Krakowa, tu studiował mój mąż. Inne kluby, choćby z Warszawy, starały się o mnie, ale zdecydowałam się na podwawelski gród, wrosłam w miasto i klub. Z Elą Katolikową zaprzyjaźniłam się, razem jeździłyśmy na zawody, mieszkałyśmy wspólnie w hotelu. Niestety, Ela w 1983 roku zginęła w wypadku samochodowym.

Rekord Polski na 3000 m ustanowiony przez Celinę Sokołowska był 20. wynikiem na świecie. Miała jednak wiślaczka pecha do igrzysk olimpijskich. Przed Moskwą w 1980 roku nabawiła się kontuzji, a cztery lata potem do Los Angeles polscy sportowcy nie mogli pojechać. Startowała za to w Pucharze Europy we Frankfurcie.

Po zakończeniu kariery biegaczki Celina Sokołowska nie odeszła do sportu. Wiele lat pracowała w TS Wisła, była jej wiceprezesem. Trafiła też do krakowskiego Wawelu.

Jednym z najlepszych lekkoatletów w historii „królowej sportu” w Krakowie był 400-metrowiec Jan Balachowski. Na przełomie lat 60. i 70. wywalczył pokaźną kolekcję medali, mimo że miał świetnych rywali nie tylko w ekipach zagranicznych, ale i w kraju. Polacy stanowili wtedy w biegu na jedno krążenie prawdziwą potęgę.

Zawodnik Cracovii, potem Wawelu zaczął startować jeszcze w czasach słynnego Wunderteamu. Należy do najbardziej utytułowanych lekkoatletów Krakowa w historii obok Roberta Korzeniowskiego, Henryka Szordykowskiego i Barbary Sobottowej. Był na 400 m ośmiokrotnym medalistą halowych mistrzostw Europy (raz wygrał indywidualnie: w Belgradzie w 1969 roku, 4 razy w sztafecie). Ponadto - srebrnym medalistą w sztafecie na mistrzostwach kontynentu na otwartym stadionie w Helsinkach w 1971 r., międzynarodowym mistrzem Wielkiej Brytanii na 440 yardów, dwukrotny medalistą mistrzostw Europy juniorów, wygrywał też Puchar Europy. Uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w 1968 r. w Meksyku i w cztery lata później w Monachium. Imponująca to lista osiągnięć, a trzeba pamiętać, że startował w latach, kiedy lekkoatleci jeszcze nie mieli mistrzostw świata.

- Niesamowite emocje towarzyszyły nam w olimpijskim finale w Meksyku – mówił mi Jan Balachowski. - Swych szans upatrywaliśmy w biegu sztafetowym 4x400 m. Na pierwszej zmianie w finale pobiegł ówczesny mistrz Europy Staszek Grędziński, jednak rywale mu uciekli. Na drugiej zmianie odrobiłem sporo z tej straty, trzeci biegał Janek Werner, a kończył najsławniejszy z naszej grupy Andrzej Badeński. Na mecie był trzeci razem z Niemcem Jellinghausem. Trzy godziny czekaliśmy na werdykt, komu przypadnie brązowy medal, na mecie żadne oko tego nie spostrzegło, potrzebna była fotokomórka. W końcu sędziowie brąz przyznali Niemcom. Decyzja kontrowersyjna, można się było odwołać, jednak przewodniczący naszej ekipy nie wysupłał 500 dolarów, koniecznych do złożenia protestu i zostaliśmy z czwartym miejscem. Chyba sędziowie powinni rozdać obu sztafetom po medalu. Żal...
Inne wrażenie dotyczyły występu w halowych ME w Belgradzie. - Przybyłem do Belgradu z anginą – mówi Jan Balachowski. – Moim groźnym rywalem do złota był Janek Werner. Specjalnie nie zamieszkałem razem z nim w hotelu, aby nie wiedział, że jestem chory. Całą noc z powodu gorączki nie mogłem spać. W finale wyprzedziłem znakomitych rywali z Wielkiej Brytanii, ZSRR oraz Janka, który nie miał pojęcia, że rywalizuje z chorym. Miałem wielką radość, ale po finale byłem prawie nieprzytomny z wyczerpania…
Jan Otałęga