Medalista na podium naukowym

Medalista na podium naukowym

Rozmowa z dr. GRZEGORZEM SUDOŁEM, byłym chodziarzem AZS AWF Kraków

- Gratulacje za obronę z wyróżnieniem pracy doktorskiej na krakowskiej AWF! Teraz coraz więcej sportowców, myśląc o swej przyszłości, decyduje się na studia, niemniej doktorat to chyba rzadki wyczyn. Co było impulsem?

- Sport to moja pasja, ale nauka zawsze dla mnie była ważna. W szkole średniej miałem stypendium premiera. W trakcie kariery sportowej podjąłem pracę na AWF w Krakowie jako wykładowca w Zakładzie Lekkiej Atletyki. Naturalną koleją spraw na uczelni jest osiągnięcie doktoratu. Napisałem pracę o dość długim tytule: „Czynniki warunkujące efekty w etapowym rozwoju mistrzostwa sportowego i w bezpośrednim przygotowaniu startowym zawodników osiągających najwyższy poziom światowy w chodzie sportowym”, której promotorem był profesor Edward Mleczko z mojej AWF, a recenzentami profesorowie Wiktor Adamus (UJ) i Stanisław Żak (AWF). Impulsem było też, że szukałem nowych rozwiązań w szkoleniu chodziarzy, dochodziłem do pewnych wniosków, które chciałem przelać na papier.

- Czego wicemistrz Europy dowodził w swej dysertacji?

- Zająłem się moją koronną dyscypliną sportową, a więc chodem, tym na 50 km. Przeanalizowałem czynniki, które pozwalają osiągnięcie wysokiego poziomu sportowego. Porównywałem warunki, w jakich zawodnicy światowej czołówki dochodzili do wyników, np., gdzie trenowali, obozy, góry, z jaką intensywnością, czy korzystali z pomocy psychologa itp. Szukałem tych środków treningowych i ich proporcji, które warunkują optymalną formę. Zastanawiałem się na pierwszymi latami szkolenia, jak wpływają na dalszy rozwój zawodników. Praktyczne wnioski z pracy mogą być teraz przydatne kolejnym generacjom chodziarzy. Niewiele można znaleźć wydawnictw, książek w sprawach chodu sportowego, więc miło mi było usłyszeć od komisji naukowej, że moja praca jest unikatowa.

- Dużo mamy teraz lekkoatletów-kadrowiczów z tytułem doktorskim?

- Zastanawiam się… Doktorat obronił na krakowskiej AWF były sprinter Marcin Nowak, a w Białymstoku chodziarka Joanna Baj. Podobną pracę tworzy tyczkarka Monika Pyrek. Z moich kolegów i rywali w chodzie w kraju czy za granicą nikt nie poświęca się doktoratowi. Dodam, że na AWF w Krakowie niedawno swą pracę doktorską, oczywiście z narciarstwa, napisała Justyna Kowalczyk.

- Co teraz będzie robił doktor nauk o kulturze fizycznej Grzegorz Sudoł, który już zakończył karierę sportową, mający uprawnienia trenera I klasy, menedżerskie jak i… mechanika samochodowego

- Od tego zaczynałem (śmiech). Teraz mam zajęcia ze studentami na AWF. Będę też trenerem, ale nie tylko chodu, bo prowadzę także biegaczy, triathlonistów. Ponadto posiadam firmę, która zajmuje się dostarczaniem ubiorów i sprzętu sportowego do klubów.

- Polski chód przeżywał złotą erę za czasów 4-krotnego mistrza olimpijskiego Roberta Korzeniowskiego oraz wicemistrza Europy, brązowego medalisty mistrzostw świata, 3-krotnego olimpijczyka, 23-krotnego mistrza Polski Grzegorza Sudoła. Teraz mamy marazm. Jaka będzie przyszłość naszego chodu?

- Talenty są, ale trzeba warunków. Musi być zapewnione finansowanie, nie tylko szkolenia, ale trenujący powinni mieć spokojną głowę o swój czy rodziny byt. Zdarza się, że zawodnicy odchodzą od sportu do pracy zawodowej. Ważne jest znalezienie sponsorów. Druga sprawa to przekonać młodych zawodników, aby nie zadowalali się osiągniętym minimum sportowym, ale stale poprawiali umiejętności. Muszą umieć przetrzymać pierwszy, trudny czas treningów, gdy wyników jeszcze nie ma. Trzeba nauczyć ich cierpliwości i wytrwałości. Nikt nie jest mistrzem od pierwszego dnia.

Rozmawiał: Jan Otałęga