Co debiut, to medal

Rozmowa z Aleksandrą Gaworską, wicemistrzynią halowych MŚ

- Serdeczne gratulacje za srebrny medal, zdobyty podczas halowych, lekkoatletycznych mistrzostw świata w Birmingham w sztafecie 4x400 metrów!

- Dziękuję bardzo. Podium stanowiło dla nas marzenie i cel. Amerykanki były poza zasięgiem, choć dystans Polek do nich się zmniejsza. Trener kadry Andrzej Matusiński motywował nas do walki. W finale byłyśmy trzecie, ale szybko okazało się, że druga na mecie sztafeta Jamajki została zdyskwalifikowana. Nam przypadło srebro, zarazem poprawiłyśmy rekord Polski w hali o ponad 2 sekundy.

- Po finale sztafet było sporo zamieszania z dyskwalifikacjami…

- Tak, bo ukarano też Brytyjki, ale niebawem cofnięto im karę. Jamajki zostały zdyskwalifikowane słusznie, bo za błąd w ustawieniu w strefie zmian. Z kolei protestowały Ukrainki, że Patrycja Wyciszkiewicz przeszkodziła w biegu ich zawodniczce, ale sędziowie tego nie uznali. Mówiono, że groźba kary wisi też nad sztafetą USA, bo jedna z Amerykanek miała przekroczyć linię toru, ale film tego nie potwierdził.

- Nie tak dawno Pani nie była pewna swych występów w hali w tym roku…

- Leczyłam kontuzję nogi, udało się. Ćwiczyłam pilnie z moim trenerem klubowym z AZS AWF Kraków Andrzejem Gizą i na mistrzostwach Polski w hali w Toruniu byłam czwarta na 400 m, czym przekonałam PZLA, by mnie wysłać do Birmingham. W poprzednim roku debiutowałam w MŚ na stadionie, wtedy wystawiono mnie do jednego biegu, w finale, zdobyłyśmy brąz. Teraz liczyłam, że pobiegnę i w eliminacjach, i w finale, tak się stało. Po biegu eliminacyjnym miałam do siebie pretensję, dałam się na bieżni zamknąć rywalkom. Wyciągnęłam wnioski, w finale pobiegło mi się doskonale. Zdobyłyśmy medal, choć startowałyśmy z nielubianego, pierwszego toru.

Biegacze w hali wolą zewnętrzne tory, z nachyleniem, tam łatwiej się rozpędzać niż na torze wewnętrznym. Ale jak się jest w formie, każdą przeszkodę można zneutralizować.

- Chyba swym medalowym występem zagrzałyście męską sztafetę 4x 400 m do boju?

- Nie mogłam bezpośrednio oglądać tego sensacyjnego finału, czekałyśmy obok w pokoju na dekorację. Spoglądałyśmy tylko na ekran, a kiedy Jakub Krzewina minął Amerykanina na ostatniej prostej, szczęka wypadła na podłogę… Niesamowite, złoto i rekord świata! Jakuba poznałam w tym roku na obozie w RPA, bardzo miły kolega. Nękały go długo kontuzje, ale się nie dał, wrócił i wygrywa.

- Klasyfikacja medalowa w Birmingham wykazuje, że jesteśmy trzecią potęgą lekkoatletyczną na świecie, to prawda?

- Dorobek nie kłamie, 5 medali, w tym 2 złote, ustąpiliśmy tylko USA i Etiopii. Polska lekkoatletyka kontynuuje pomyślną passę od kilku lat. Dlaczego jesteśmy w czołówce - odpowiem na własnym przykładzie. Kiedy zaczęłam jeździć na obozy klimatyczne, otrzymywać pełną opiekę trenerską i medyczną, nastąpiła progresja. Jak są stworzone dobre warunki szkoleniowe i nie ma problemów, można skoncentrować się tylko na treningu. Ponadto sami w kadrze sami się motywujemy, stawiamy sobie cele i dążymy do nich.

- Na mistrzostwach wręczano nie tylko medale za sukcesy, ale i nagrody. Na co Pani przeznaczy te premię?

- Nasza sztafeta otrzyma pewnie 20 tysięcy dolarów do podziału. Zastanowię się jak dostanę, może zrobię prawo jazdy, albo poszukam mieszkania do wynajęcia w trakcie studiów na AWF w Krakowie.

- Ten start był dla Pani debiutem w halowych MŚ, został uwieńczony medalem. W ubiegłym roku debiutowała Pani w mistrzostwach świata seniorów na stadionie i zdobyła wtedy w Londynie brąz w sztafecie. Były też debiuty na Uniwersjadzie i młodzieżowych ME i dwa złote medale także w biegu rozstawnym. Co debiut, to medal, Aleksandra Gaworska ma na to receptę?

- Bardzo się cieszę, że tak było, choć debiut w wielkich imprezach seniorskich to także duże przeżycie, nie bez stresu, ale nie poddawałam się napięciu, zawsze chcę walczyć do końca na bieżni. Nie mam nic przeciw kontynuowaniu tej medalowej serii. W sierpniu będą w Berlinie mistrzostwa Europy, za 2 lata igrzyska w Tokio, w obu imprezach, jeśli się zakwalifikuję, też będę debiutować. A więc… (śmiech). Nie mam jednak czasu na rozpamiętywanie Birmingham, ani na świętowanie. Już jedziemy na zgrupowanie do RPA. W maju zapewne pierwsze biegi na stadionie. Chciałabym pojechać na ME do Berlina, biegać w sztafecie i na 400 m przez płotki. Konkurencja w kraju, zwłaszcza do sztafety, będzie bardzo silna.

- Gdzie trafił teraz srebrny medal?

- Do domu w Bełchatowie. Nie zabrałam go ze sobą do Krakowa. Niedawno zgubiłam dowód osobisty, więc nie chciałam prowokować losu. Niech medal zostanie po opieką rodziców (śmiech).

Rozmawiał: Jan Otałęga