Ostatni olimpijski sezon

Rozmowa z GRZEGORZEM SUDOŁEM

Grzegorz Sudoł z prywatnego archiwum zdjęć

- Pokonanie ostatnio na mityngu halowym w Bratysławie dwóch mistrzów świata w chodzie sportowym to zapewne dobry prognostyk na zbliżający się sezon olimpijski… 

- Pierwszy raz w tym roku wystartowałem w zawodach, na sprinterskim – a specjalizuję się w marszowych „maratonach” - dystansie 5 km. Na mecie byłem drugi za Brytyjczykiem Tomem Bosworthem, natomiast za mną przybyli dwa ostatni mistrzowie świata na 50 km: Słowak Matej Toth (2015 r. Pekin) oraz Irlandczyk Robert Heffernan (2013 r. Moskwa). Dystans dla nas był nietypowy, hala, trudno wyciągać dalekosiężne wnioski, niemniej satysfakcja jest, jak i motywacja do dalszej pracy. Chcę w sierpniu pojechać na igrzyska do Rio de Janeiro i pomaszerować tam na 50 km.

- Ostatnie dwa sezony były dla Pana nieudane!

- Zarazem pechowe. Najpierw złamałem żebro, ale mimo to wystartowałem na 50 km w mistrzostwach Europy w Zurychu, jednak ból nie pozwolił mi dojść do mety. W ubiegłym roku miałem problemy z wskaźnikiem kwalifikacyjnym i nie pojechałem na światowy czempionat do Pekinu. Z tych niepowodzeń wyciągnąłem wnioski, ułożyłem plan i zacząłem teraz walczyć o wyjazd na igrzyska do Rio. Mam nowego trenera, to Słowak Matej Spiszak, zarazem szkoleniowiec mistrza świata Totha. W trójkę widzimy się teraz na zgrupowaniach, a Toth miło mnie powitał w grupie treningowej i jak mówi, teraz nie będzie osamotniony w treningach. Jestem w stanie dotrzymać mu kroku, podczas gdy inni zawodnicy słowaccy mają czasy gorsze od Totha o ponad 20 minut. 

- W tym roku Grzegorz Sudoł ukończył 38 lat. Robert Korzeniowski wycofał się ze sportu, gdy miał 36!

- Nie czuję się wypalony, nie zaglądam do metryki, póki zdrowia wystarczy, startuję. Na trasach nie będę najstarszy, w tym samym wieku jest Heffernan, także inny mistrz globu Francuz Yohann Diniz i nie zapowiadają końca kariery, a jeszcze starszy od nas jest Hiszpan Jesus Angel Garcia. Na olimpijskiej trasie w Rio, w innym klimacie, wieloletnie doświadczenie tylko może pomóc, np. jaką strategię przyjąć, jakie napoje na trasę przygotować itp. Niemniej ten sezon będzie dla mnie ostatni, nastąpi kres sportowej przygody. Mam pracę na krakowskiej AWF, robię tam doktorat, uczę studentów lekkoatletyki.

- W jaki sposób można uzyskać olimpijską klasyfikację?

- W chodzie na 50 km PZLA wyznaczył nam minimum czasowe: 3.50 godz. Mój rekord życiowy wynosi 3.41.20, więc limit powinienem spokojnie osiągnąć. Niemniej o trzy wolne miejsca w ekipie walczyć może aż 7 polskich chodziarzy, w tym mój kolega klubowy Rafał Sikora. Wymagany czas należy uzyskać w terminie – ostatnie MŚ 2015 do drużynowych MŚ 5-6 maja 2016 w Rzymie. Będę się starał uzyskać wymagany czas 19 marca podczas mistrzostwach Polski na 50 km, które rozegrane zostaną na Słowacji, w Dudincach. Poza uzyskaniem minimum liczy się ranking sporządzany na podstawie osiąganych rezultatów. Wierzę, że uda mi się wywalczyć miejsce w reprezentacji i po raz czwarty zostanę olimpijczykiem. Byłem na igrzyskach na 50 km siódmy w Atenach, potem 9. w Pekinie, a w Londynie startowałem na 20 km, zająłem 24. miejsce. Ale też jeszcze raz byłem na igrzyskach, jako widz, zakwalifikowany przez MKOl który zapraszał młode talenty ze świata. To było w Atlancie, gdzie pierwszy razy triumfował Robert Korzeniowski.

- Kto Panu pomaga w przygotowaniach?

- PZLA opłaca mi kilka zgrupowań krajowych. O całą resztę muszę się sam starać. Otrzymałem wsparcie firmy Polpharma, jest moim sponsorem strategicznym, pomagają mi też Jabra, Cechini Muszyna, I4 Sport, Dare 2B i dzięki temu mogę kontynuować treningi. Za tę pomoc obiecuję walkę na trasie, podium w Rio jest moim marzeniem. Mam już srebrny medal z mistrzostw Europy, brąz z mistrzostw świata, brak tylko olimpijskiego kruszcu. Oby tylko zdrowie dopisało i nie dotknął jakiś pech.

- Startował już Pan w Brazylii?

- Nigdy, jestem ciekawy tej nowej przygody sportowej. Wiem, że nasz chód na 50 km odbędzie 19 sierpnia, a trasa wytyczona jest nad morzem, będzie tam wiało, a temperatura ma wynosić 22 stopni w powietrzu. Chodził po tej trasie Toth, z trenerem przekazują mi spostrzeżenia.

- Ostatnie dwa lata były bardzo słabe dla polskiego chodu. Rok olimpijski to odmieni?

- Z Krakowa o wyjazd do Rio powalczą jeszcze chodziarze: Agnieszka Szwarnóg, Jakub Jelonek i wspomniany Rafał Sikora. Tak, ostatnie lata były gorsze dla krakowskiej lekkoatletyki, nikogo z Małopolan nie było na MŚ w Pekinie. Wierzę w odmianę w tym sezonie. Trzeba jednak w Krakowie, ze strony władz, wsparcia finansowego, stypendialnego dla zawodników. Sam klub nie da rady. Niedawno otrzymałem intratną propozycję z innego województwa, by zmienić barwy klubowe. Tylko sentyment do klubu AZS AWF spowodował, że zostałem w Krakowie.

Rozmawiał: Jan Otałęga