Czekam na olimpijski występ

Rozmowa z maratończykiem HENRYKIEM SZOSTEM

Henry Szost - zdjęcie Mateusz Skwarczek dla Gazety Wyborczej

- Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro zostały rozpoczęte, a Pan jeszcze biega na małopolskich trasach!

- Znalazłem się w ostatniej grupie polskich olimpijczyków, którzy odlecą do Brazylii. 13 sierpnia z Warszawy polecimy do Frankfurtu nad Menem, stamtąd do miasta igrzysk. Tradycją jest, że bieg maratoński umieszcza się w końcowej części igrzysk. 21 sierpnia mam w Rio start.

- Teraz co Pan szlifuje?

- Przyjechałem z wysokogórskiego obozu w Sankt Moritz do rodzinnej Muszyny, gdzie mieszkam. Biegam po okolicznych wzgórzach i lasach. Trenuję teraz tzw. szybkość startową, starałem się biec każdy kilometr w czasie 3-3.05 minuty. Dziś np. pokonałem dystans 8 kilometrów, ale zróżnicowany, pod górę i z góry. Jestem zadowolony z przygotowań olimpijskich, wszystko idzie według planu, trenuję solidnie, a na zdrowie nie mogę narzekać. Już czekam na olimpijski występ.

- Pewnie oglądał Pan transmisję otwarcia igrzysk w Rio?

- Chciałem, ale było to nocą, a poczułem się zmęczony mocnym treningiem i jednak nie dałem rady. Cieszę się, że znicz olimpijski zapalił przedstawiciel mej konkurencji, czyli maratończyk. Vanderlei de Lima jeszcze niedawno biegał, jest sportowym bohaterem Brazylii. Podczas igrzysk Atenach miał szansę na złoto, ale na finiszu został zatrzymany przez nieodpowiedzialnego kibica z Szkocji, który wyskoczył na trasę z tłumu, zatrzymał Brazylijczyka i uniemożliwił mu skuteczny finisz. Wygrał Włoch Stefano Baldini, de Lima ostatecznie był trzeci ale nie zgłosił żadnych pretensji.

- To będą Pana trzecie igrzyska..

- Tak, w swym debiucie Pekinie zająłem 34 miejsce, to był mój dopiero trzeci maraton. Cztery lata temu w Londynie zająłem 9. miejsce, będąc najlepszym na mecie zawodnikiem z Europy. W poprzednich igrzyskach też nie mogłem zdążyć na obie ceremonie otwarcia, tylko w stolicy Chin brałem udział w zakończeniu igrzysk.

- Podobno nie konkurenci, ale brazylijski klimat będzie głównym rywalem maratończyków z Europy?

- Do różnicy czasu pięciu godzin się przyzwyczaję, natomiast istotnie problemem są warunki klimatyczne. Będzie dla biegaczy wysoka temperatura 25-30 stopni i duża wilgotność 70-90 procent. Najważniejsze to nawodniać organizm, co 5 km mamy na trasie punkty regeneracyjne, trzeba koniecznie z nich korzystać, w sumie wypijam litr mieszanek elektrolitów. Największy kryzys na trasie przypada na 35-38 km. Inną obawą jest, by nie ulec jakimś tamtejszym chorobom. Jak się nie przegra z klimatem, chorobą, można nawiązać walkę z faworytami. Natomiast nie przejmuję się doniesieniami o zaniedbaniach w wiosce olimpijskiej. Być może niektórzy oczekiwali luksusu… Jestem żołnierzem, przyzwyczajonym do warunków spartańskich.

- Co Pan o wie o trasie maratonu?

- Tyle, że ma być kilka pętli, częściowo wzdłuż słynnej plaży Copacabana, meta na welodromie, który bywa areną dorocznego karnawału samby. Zaczniemy biec o 9 tamtejszego czasu. Nigdy nie byłem w Ameryce, jestem ciekaw tej sportowej przygody.

- Jaki ma Pan cel w Rio de Janeiro?

- Być w pierwszej 10, a najlepiej poprawić wynik z Londynu. Nie mam jeszcze opracowanej taktyki na ten maraton. Uczynię to w ostatnim tygodniu przed startem, w porozumieniu poprzez maile i skypa z moim trenerem Leonidem Szwecowem, który mieszka w Saratowie. Współpracujemy już długo. W Rio w maratonie pobiegną też Yared Shegumo z Polonii Warszawa i Artur Kozłowski z Sieradza. Każdy jednak inaczej przygotowuje się do występu i pobiegnie według własnego planu. Nadmienię przy okazji, że w Rio nie będzie ani jednego trenera maratonu z Polski, mimo iż wystartuje nas w sumie sześcioro, kobiety i mężczyźni, w maratonie…

- Faworyci do złota w tym biegu?

- Zwykle byli to Afrykanie, ale po skrupulatne badania antydopingowe ich przetrzebiły, kto wie jak się spiszą. Zagrozić im mogą biegacze z Brazylii.

- A po Rio w planie będzie olimpijskie Tokio?

- Mam 34 lata, ale czuję się młodo i być może zdążę do Japonii. Staram się biegać ekonomicznie, najwyżej 2-3 maratony rocznie, nie czuje się wyeksploatowany. Ukończyłem 15 maratonów, tylko 3 się nie dało, w tym pechowo na ostatnich mistrzostwach Europy w Zurychu, bo przed startem dopadła mnie angina i osłabiła. Postaram się pobiec w Brazylii najlepiej jak potrafię. Liczę, że polska lekkoatletyka będzie się liczyć, możemy zdobyć w Rio 5-8 medali.

- Pochodzi Pan z Małopolski, ale przeniósł się do Wielkopolski…

- Z powodów służbowych, jestem żołnierzem zawodowym, reprezentuję barwy WKS Grunwald Poznań. Miałem epizod krakowski, trenowałem w Podgórzu u Jerzego Włodarczyka. Często bywam w Muszynie. Lubię tu trenować w górach, ale też mam swe hobby: poluję na dziki czy jelenie, kiedy jest to dozwolone. Mój ojciec z kolei hoduje gołębie pocztowe, nieraz za granicą mu kupuję. W Muszynie wybudowałem dom, a w przyszłym roku planuję tu ślub.

Rozmawiał: Jan Otałęga