Barbara Sobotta - gwiazda sprintu

W Krakowie na stadionie AWF dojdzie do Memoriału Dawnych Gwiazd Lekkoatletyki Małopolski. Uczestnicy uczczą pamięć Barbary Sobotty, Elżbiety Katolik i Anny Dejner.

Zawody organizuje w najbliższą niedzielę od godziny 13 Małopolski Związek Lekkiej Atletyki. W ramach imprezy przewidziane są biegi memoriałowe pamięci tych wybitnych sportsmenek.

Barbara Sobotta - fot. East News

Barbara Sobotta była prawdziwą gwiazdą nie tylko małopolskiego sportu, ale sprinterką międzynarodowego formatu. Na czoło jej licznych osiągnięć wysuwa się zdobycie mistrzostwa Europy w biegu na 200 m, w Sztokholmie w 1958 roku. Była też mistrzynią kontynentu w sztafecie cztery lata później w Belgradzie. W ME wywalczyła jeszcze dwa brązy, w Sztokholmie w sztafecie sprinterskiej, a w Belgradzie na 200 m. Była trzykrotnie olimpijką, z Rzymu w 1960 r. przywiozła brązowy medal za występ w sztafecie, na 200 była tam piąta, a w Tokio przybiegła w finale szósta. 11-krotnie zostawała mistrzynią Polski, startowała wielokrotnie w reprezentacji Polski. Nazywano ją w mediach Gwiazdą Wunderteamu. Określenie „cudownego zespołu” przypadło w latach 1957-64 polskiej reprezentacji w lekkoatletyce, która gromiła rywali w Europie, a z potęgami tego sportu USA i ZSRR toczyła równą walkę.

Wśród wybitnych przedstawicieli Wunderteamu była właśnie zawodniczka AZS Kraków. Przyszła na świat w 1936 roku w Poznaniu, w tym roku przypada 80 rocznica jej urodzin. Zmarła przedwcześnie w Krakowie w wieku 64 lat. Swymi sukcesami w latach startów osiągnęła dużą popularność, zwracała też uwagę wyjątkową blond-urodą. Sporo rozgłosu dodało jej wybranie na miss mistrzostw Europy, co stało się w stolicy Szwecji. Polska prasa potem z upodobaniem i dumą pisała o tym fakcie.

Przed śmiercią Barbary Sobottowej udało mi się dłużej z nią porozmawiać. Oczywiście musieliśmy wrócić do tego podwójnego triumfu: złotego medalu i tytułu miss imprezy…

- Wie pan, najważniejszy był złoty medal – wspominała pani Barbara. – Wygranie w mistrzostwach kontynentu, przy silnej obsadzie z udziałem Rosjanek, Niemek, Angielek itd, uważam za swoje najważniejsze osiągnięcie. To były dla Polski najbardziej udane mistrzostwa Europy, zdobyliśmy aż 8 złotych krążków (rekord nie został poprawiony do dziś – przyp. JO). Słuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego z zapartym tchem. Rywale nas oklaskiwali, ale nieraz spoglądali ze zdziwieniem. W Szwecji padało, a nasz biedny kraj wyposażył ekipę w tanie stroje, które farbowały na deszczu. Takie czasy… Przyjemnie za to było po finale, kiedy otrzymałam telegram z Polski od redaktora Rzeszota. Kiedy cztery lata wcześniej w mym debiucie na ME w Bernie zajęła na 200 m czwarte miejsce i byłam bardzo zmartwiona, bo uciekł mi medal, a czas na mecie miałam taki sam jak druga i trzecia sprinterka, redaktor mnie pocieszał i powiedział; za 4 lata wygrasz! To się spełniło, a jego telegram do Sztokholmu zawierał takie słowa: a nie mówiłem!

Natomiast wybranie jej na miss zawodów pani Barbara traktowała z przymrużenie oka: - Więcej było hałasu… Tyle ładnych dziewcząt startowało. Zresztą dowiedziałam się o tym wyborze już po powrocie do kraju...

Barbara z domu Lerczak pochodziła z Wielkopolski. Wybrała się do Gdańska studiować handel morski. Była zawodniczką AZS, biegała coraz szybciej, wtedy PZLA postawił jej warunek, że jeśli chce zostać olimpijką w Melbourne, musi przenieść się do Krakowa. Tam bowiem mieszkał trener kadry sprintu Emil Dudziński. Był jeszcze drugi powód. Związek uważał, że zawodniczki z Trójmiasta równie dużo czasu co na boisku spędzają w teatrze Bim-Bom, spotykają się z aktorami, Zbyszkiem Cybulskim, Bogumiłem Kobielą, zamiast koncentrować się na sporcie. – Dziwna logika – śmiała się pani Barbara. – Jakby w Krakowie nie było Piwnicy Pod Baranami oraz artystów. Chętnie się przeniosłam, bo lubię zabytkowe stare miasta, Kraków z swymi zabytkami i kulturą był wielkim magnesem. Oczywiście pilnie trenowałam. Na boisku Cracovii spotykały się wszystkie kluby, wielu reprezentantów Polski. Potem całymi paczkami szliśmy do miasta. Sport nas radował, ale z kolei nie ustawiał w życiu, za wygraną zawodów dostawało się np. aktówkę!

W Krakowie zaczęła studiować romanistykę na UJ, ale przeniosła się na historię sztuki. Potem jeszcze ukończyła AWF. Jej pierwszy mężem był tyczkarz, olimpijczyk Zbigniew Janiszewski, potem wyszła za olimpijczyka w skoku wzwyż Piotra Sobottę. Następnie związała się z aktorem Janem Nowickim, ich syn Łukasz też jest aktorem, w TVP prowadzi popularny teleturniej „Postaw na milion!”.

W 1964 roku polscy sportowcy zaczęli przygotowania do igrzysk olimpijskich w Tokio. Barbarę Sobottę jednak dopadł pech, doznała zerwania ścięgna achillesa. Zamiast treningów zaczęło się żmudne leczenie. Podobny los spotkał obrońcę tytułu mistrza olimpijskiego i rekordzistę świata w trójskoku Józefa Schmidta. Kibice „królowej sportu” z zapartym tchem śledzili walkę z czasem obojga filarów Wunderteam. – Pojechałam do Warszawy do znanego ortopedy, a ten nakazał mi zapomnieć o Tokio. Mówił, że dobrze będzie, jak zacznę chodzić bez utykania – wspominała sprinterka. – Nie poddałam się, choć w mój trzeci olimpijski występ wierzyli tylko trener i fizjoterapeuta.

Ostatecznie wyjechała na swe trzecie igrzyska, dotarła do finału 200 m. Jednak nie postawiono na nią w sztafecie, a jej koleżanki zdobyły w Japonii nieoczekiwanie złoty medal. To były pierwsze występy Ewy Kłobukowskiej i Ireny Kirszenstein-Szewińskiej. Zdążył też do Tokio Schmidt i znów triumfował w trójskoku.

- Po tych igrzyskach i walce o zdrowie byłam tak wypalona fizycznie i psychicznie, że postanowiłam zakończyć karierę sportową – podsumowywała Barbara Sobotta. Miała wtedy propozycję komentowania lekkoatletyki w mediach, ale to wiązało się z przeprowadzką do stolicy, a nie chciała opuścić Krakowa, które uznała za swoje miasto. Związała się z podwawelskim grodem do końca życia, zatrudniona została w Pracowni Konserwacji Zabytków, prowadziła też m.in. kawiarenkę w teatrze. Ponadto pracowała jako hostessa na igrzyskach w Grenoble, często na Targach Poznańskich, procentowała bowiem znajomość języków obcych. Chętnie chodziła na krakowskie stadiony oglądać swe następczynie i martwiła się, że wiele lat nikt nie może poprawić jej wyników. Cóż, były na światowym poziomie…

Jeśli w Małopolsce urządza się teraz plebiscyty na najlepszych lekkoatletów wszech czasów naszego regionu Barbarę Sobottę z reguły ustawia się na drugim miejscu, za multimedalistą w chodzie Robertem Korzeniowskim (WKS Wawel)…

Jan Otałęga