Małopolska „królowa” w blokach - V

Nadzieja w młodych

Doszliśmy do końca naszych rozważań o sytuacji „królowej sportu” w Małopolsce. Omawialiśmy poziom i perspektywy sprintów, biegów średnich, długich i płotkarskich, chodu, rzutów, nadszedł czas na blok skoków.

To skoki wzwyż, o tyczce, w dal i w trójskoku. Nieraz w krakowskich klubach błyszczały tu gwiazdy. Np. Maria Kusion-Bibro (Cracovia, AZS Kraków) była olimpijką w skoku w dal, mistrzynią Polski. W AZS Kraków startowała srebrna medalistka igrzysk i brązowa ME w skoku wzwyż Jarosława Jóźwiakowska-Bieda (AZS Kraków). Olimpijczykami byli tyczkarz Zbigniew Janiszewski (Olsza Kraków), skoczek wzwyż Piotr Sobotta (AZS Kraków), a Mirosław Włodarczyk (AZS Kraków) został medalistą halowych mistrzostw Europy w skoku wzwyż. W przyszłym roku czekają lekkoatletów mistrzostwa świata w stolicy Kataru Dosze, za dwa lata igrzyska olimpijskie w Tokio. Czy zobaczymy w nich skoczkinie, skoczków z Krakowa i naszego regionu?

 Oto opinia wieloletniego trenera bloku skoków z AZS AWF Kraków, wychowawcy wielu sportowych talentów Stanisława Zaparta:

- Sytuacja w skokach w naszym okręgu jest skomplikowana. Czy ktoś z zawodników trenujących w naszych małopolskich klubach pojedzie w najbliższych latach na najważniejsze imprezy świata – trudno powiedzieć. Choć ja zawsze jestem zdania, że ilu trenujących, tyle nadziei. Dużą szansę wystartowania w mistrzostwach świata czy w igrzyskach olimpijskich ma skoczek w dal - Mateusz Różański - utalentowany zawodnik z AZS PWSZ Tarnów, podopieczny trenera Jarosława Wałaszka. Mateusza stać na 8 metrowe rezultaty. O stałe miejsce w kadrze narodowej ubiegać się powinny: w skoku w dal - Andżelika Faka z klubu Wawel, trenująca pod okiem Piotra Bory i moja podopieczna Justyna Konior skoczkini wzwyż z AZS AWF Kraków. Świetnym wynikiem 1,73 m błysnęła w skoku wzwyż 16-letnia Julia Sobczyk (Wawel), uzyskując najlepszy wynik w Polsce w kategorii do lat 16. Oczywiście, ze względu na wiek tej zawodniczki, największe imprezy są jeszcze przed nią. Rezultat Julki jest pięknym, ale niestety osamotnionym rezultatem w skokach wśród młodych zawodników w naszym regionie. Przykładowo w konkurencji skoku o tyczce w kategorii do lat 16 nie mamy w pierwszej dwudziestce w kraju nikogo z Małopolski. Skok o tyczce, zresztą, to najbardziej „kulejąca” konkurencja skoków w naszym regionie. Wymaga - poza długim szkoleniem - nakładu pieniędzy, odpowiedniej bazy, a tego brak.

Niestety zbyt mało mamy w klubach szkoleniowców bloku skoków. Składa się na to słabe dofinansowanie klubów, a skoki jako konkurencja techniczna, wymagają odpowiedniej bazy treningowej: zeskoki, odpowiednie rozbiegi itp. - na to wiele klubów nie stać. Szczególnie trudnym jest sezon zimowy. W tym czasie zawodnicy z większości małopolskich klubów praktycznie nie mają gdzie trenować. W sezonie letnim sytuacja się nieco poprawiła, ponieważ powstało kilka nowych obiektów lekkoatletycznych.

Problemem jest również nabór zawodników. Przed laty istniały wypracowane relacje między klubami i nauczycielami wf w szkołach, którzy dostrzegając sportowe talenty wśród uczniów, kierowali uzdolnioną młodzież do klubów. Obecnie taka współpraca jest coraz mniej widoczna. Nadzieją były szkoły sportowe prowadzące klasy o profilu lekkoatletycznym. Niestety w samym Krakowie została tylko jedna taka szkoła. Ponadto, w minionych latach szkoła sportowa przeprowadzała nabór w całej dzielnicy, a teraz się tego nie praktykuje, co zawęża napływ talentów. Nie jest też łatwo przyciągnąć młodych do sportu, mają oni obecnie wiele innych ciekawych ofert spędzania wolnego czasu. Stajemy przed sytuacją, że trenujemy nie tych najbardziej utalentowanych, tylko tych, którzy w ogóle chcą przychodzić na treningi.

Nie można jednak tracić nadziei, tylko trzeba walczyć z przeciwnościami. Kluby i trenerzy się nie poddają, prowadza nabór, zachęcają. Obecnie dużą nadzieją są akcje upowszechniania naszej dyscypliny sportowej przykładowo przez program „Lekkoatletyka dla każdego”. Może więc doczekamy się kolejnego olimpijczyka w skokach.

Głos zabiera były skoczek wzwyż, obecnie długoletni trener UKS Brzeszcze Mirosław Włodarczyk: - W tej chwili istotnie Mateusz Różański z AZS PWSZ Tarnów jest liderem bloku skoków w naszym regionie. Bez wątpienia może wystartować w czempionacie globu w Katarze jak i za dwa lata na igrzyskach w Tokio. Podopieczny trenera Jarosława Wałaszka ma bardzo dobre warunki, fizyczne, zapał do pracy, a szkoleniowo prowadzony jest umiejętnie, ma trening zindywidualizowany do swych potrzeb, ten zawodnik stanowi nadzieję małopolskiej lekkoatletyki. Z pewnym optymizmem można spoglądać w kolejne lata, bo jest grupa młodzieży, która ujawnia spory talent. Np. w zawodach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w pierwszej ósemce konkursu trójskoku byli Piotr Główczyk z Wawelu, Michał Szumiec z AZS AWF Kraków, Wojtek Galik z UKS Rabka Zdrój. Najlepszy rezultat w kraju w w skoku wzwyż do lat 16 osiągnęła Julia Sobczyk z Wawelu. Na nich można budować przyszłość.

Trzeba systematyczności i cierpliwości, musimy poczekać. Mamy kilka ośrodków w regionie, gdzie prawidłowo rozwija się praca ze skoczkami, przykładem jest Tarnów. Mają tam dobre warunki do pracy. Nie wszędzie tak jest, wiele klubów z powodu braku finansów nie stać na stworzenie odpowiednich warunków. W klubach szkoleniowców l.a. nie jest za dużo, na tę garstkę spada wielka odpowiedzialność. W Brzeszczach prowadzę sekcję klubową z bratem, Włodzimierz Włodarczyk to też były lekkoatleta. Ale bywają kluby, gdzie jest jeden szkoleniowiec… Dobra pracę wykonuje się na zgrupowaniach kadry okręgu, taką np. prowadzę teraz w Zakopanem. Podopieczni trenują solidnie, często, mają urozmaicony program. Jednak po powrocie do klubów kontynuacja takiego szkolenia nie zawsze jest realizowana w pełni.

Nie mamy wsparcia szkół, w placówkach oświatowych niewiele nauczycieli wf. propaguje lekkoatletykę. Wielką konkurencję tworzy piłka nożna, tam trafia najwięcej chłopców, piłkę bowiem rzuca się dzieciom już w przedszkolu, inne dyscypliny sportu nie maja szans tak głęboko sięgnąć. Przed trenerami „królowej sportu” stoją wielkie zadania, jak dotrzeć do młodych, jak ich zachęcić do biegów, czy skoków, jak motywować w treningach. Widzimy, jak przy lekkoatletyce zostają tylko najwytrwalsi. I tu trzeba podkreślić, że ta grupa wytrwałych potem o wiele lepiej sobie radzi w życiu dorosłym, zawodowym niż ich nieusportowieni koledzy.

Tak więc, aby poprawiać stan naszych konkurencji, wychować kolejnych olimpijczyków, trzeba mocniejszego wsparcia finansowego klubów, aby stworzyły odpowiednią bazę, a trenerzy muszą podjąć żmudny trud wyławiania obiecujących talentów. Dobrze, że ostatnie liczne sukcesy seniorskiej reprezentacji Polski przyczyniają się do popularyzacji lekkoatletyki w wielu miejscach kraju.

Jan Otałęga