Trenuje, by wrócić

Rozmowa z Aleksandrą Gaworską, lekkoatletką AZS AWF Kraków

- W plebiscycie „Dziennika Polskiego” poprzednim razem wybrana Pani została odkryciem sportowym naszego regionu, teraz weszła już do elitarnej dziesiątki Asów Małopolski.

- Nie spodziewałam się wyróżnienia za ostatni rok. Sportowy sezon miałam krótki, dotknął mnie pech, kontuzja kolana wyłączyła z biegania na stadionach.

- Za to sezon halowy 2018 roku był świetny. Aleksandra Gaworska z koleżankami wywalczyła w halowych mistrzostwach świata, rozgrywanych w Birmingham, srebro w sztafecie 4x400 m!

 - Dziękuję, że jurorzy o tym pamiętali… To był nasz wielki sukces, marzyłyśmy o medalu i stanęłyśmy na podium. Ten medal miał być zapowiedzią udanego sezonu latem. W maju ustanowiłam rekord Polski na 500 m. Jednak podczas treningu płotkarskiego w Krakowie zerwałam więzadła w lewym kolanie. Musiałam przejść operację. A miałam walczyć o miejsce w reprezentacji do mistrzostw Europy w Berlinie… Zamiast tego przyszły długie miesiące leczenia, plany runęły. Na szczęście wspierało mnie wiele osób, jak mój trener z AZS AWF Kraków Andrzej Giza. Po długiej rehabilitacji stopniowo wracam do sportu. Umożliwia mi to klub AZS AWF Kraków, mam też wsparcie stypendialne od władz miast, bo jestem uczestniczką programu ambasadorowie krakowskiego sportu.

- Ja godzi Pani sport z nauką?

- Często wyjeżdżam na obozy, jak np. niebawem w marcu do Afryki, wyjeżdżam na zawody, ale udaje się godzić. To kwestia charakteru, organizacji czasu, jak i pomocy uczelni, życzliwie wspierającej moją karierę. Jestem na 4. roku krakowskiej AWF, inaczej mówiąc – 1. magisterskim, na kierunku kultura fizyczna osób starszych

- Mamy nowy sezon lekkoatletyczny...

- Z powodu leczenia musiałam zrezygnować z zimowych startów. Latem z kolei nie planuję biegów przez płotki, nie chcę ryzykować. Ostrożnie podchodzę do sportu, chcę być zdrowa i biegać szybko i bezpiecznie, dlatego na razie skoncentruję się na biegach płaskich, czyli 400 m i w sztafecie. Przez miesiące rozłąki ze sportem bardzo się za nim stęskniłam, uświadomiłam sobie, jaka jest wielka radość z jego uprawiania. Celem wszystkich lekkoatletów w 2019 roku są mistrzostwa świata. Odbędą się w Doha, dość późno, zaczną się pod koniec września, co dla mnie dobre, mam więcej czasu na powrót do wysokiej formy. Nie ukrywam, że chcę wrócić do reprezentacji, głównie myślę o sztafecie 4x400 m. Łatwo nie będzie, poziom biegów w Polsce bardzo się podniósł. Moje koleżanki w sztafecie latem ubiegłego roku zdobyły w Berlinie mistrzostwo Europy, a Justyna Święty-Ersetic była indywidualnie najlepsza na 400 m. Obecnie, jak widzę, najmniej 9 zawodniczek w kraju może kandydować do reprezentacyjnej czwórki w sztafecie. Zadanie trudne, ale ambitne cele mnie mobilizują i tym bardziej będę mocno trenować. Podobnie jest na stadionach czy w halach, tam nie mam tremy, nie lękam się rywalek, atmosfera zawodów zawsze działa na mnie korzystnie.

- Dlatego przywoziła Pani kolejne medale ze swoich występów.

- Tak, przed kontuzją miałam taką medalowa passę. Oby udało się znowu dobiec do podium!

Rozmawiał: Jan Otałęga