Do Glasgow po dobry wynik

Rozmowa z Klaudią Siciarz, lekkoatletką AZS AWF Kraków

- Gratulacje za mistrzostwo Polski w hali w Toruniu w biegu na 60 metrów przez płotki oraz uzyskanie trzeciego w tym sezonie wyniku w Europie 7,95 s. To było zgodne z planem, czy jest element zaskoczenia?

- Zaskoczona nie byłam, bo w poprzednich startach kręciłam się koło granicy 8 sekund, więc z każdym biegiem była nadzieja, że pokonam tę barierę. Reakcję startową miałam dobrą, na dystansie wpadłam we właściwy rytm i stąd ten wynik oraz wygrana. To mój drugi tytuł mistrzowski w hali, poprzedni dwa lata temu też w Toruniu, kiedy zarazem ustanowiłam rekord świata do lat 20 wynikiem 8,00 s. Do tego roku to był mój rekord życiowy.

- Co po zawodach w Toruniu powiedziała swojej zawodniczce trener Ewa Ślusarczyk?

- Zareagowała jak zwykle żywiołowo: coś ty zrobiła?! Cieszyła się, ale potem jako sumienny szkoleniowiec dokładnie oglądała film z finałowego biegu, czy znajdzie coś do analizy, do poprawienia. Nic się nie znalazło, co nie znaczy, że jestem tak doskonała, bo nie ma człowieka bez wad, ale jeśli były błędy w tym biegu, to minimalne.

- Rok temu nie było startów w hali, teraz traktuje Pani sezon zimowy bardzo poważnie?

- Wtedy miałam kłopoty z kręgosłupem, więc zrezygnowałam ze startów zimą, spokojnie przygotowywałam się do letniego sezonu i wówczas zadebiutowałam w mistrzostwach Europy seniorów w Berlinie. Teraz nic mi nie dolega, postanowiłyśmy z panią trener, że pobiegam w hali. Pomaga mi fizjoterapeuta Janusz Trytek, co jest istotne dla mnie, płotkarki. W biegu przez płotki nogi pracują z różną siłą, więc muszę przeprowadzać ćwiczenia na wyprostowanie kręgosłupa. W tym sezonie mam już 8 biegów za sobą w 4 imprezach. W Toruniu wygrałam, w Łodzi byłam druga, w pozostałych startach 7.

- Dwa lata temu przed pobiciem rekordu świata juniorek w tej samej hali najadła się Pani toruńskich pierników, a teraz!?

- Tak było, a teraz podobnie, pomogły mi (śmiech). Obiad był kiepski, do występu parę godzin, byłam głodna, poszłam do miasta. W Toruniu pełno tradycyjnych pierników, nakupiłam i jadłam. No cóż, cukier krzepi (śmiech).

- Woli Pani biegać w hali czy na stadionie?

- Lubię obydwa miejsca. Może tylko trudniej jest w hali, bo dystans ma tylko 60 metrów; jak się zdarzy błąd, trudno go już skorygować. Natomiast na stadionie biegamy na 100 metrów, jest szansa, aby ewentualnie coś naprawić.

- 21-letnia Klaudia Siciarz z klubu AZS AWF to jedyna osoba z Małopolski w ekipie polskiej na mistrzostwa Europy w hali w Glasgow, ale chyba nie osamotniona…
- Nie, jedzie ze mną pani trener. Zamierzamy razem mieszkać w hotelu w Glasgow. Jej bliska obecność byłaby sprzyjająca.
- Razem pracujecie od lat!

- Zaczęło się od czwartej klasy szkoły podstawowej. Przyjeżdżałam z rodzinnych Wawrzeńczyc do Nowej Huty, by uczyć się sportu właśnie u pani Ewy. Najpierw były zabawy ruchowe, potem coraz poważniejsze zajęcia, aż przyszły starty. Dużą przygodą były dla mnie wyjazdy na mistrzostwa świata juniorek młodszych do Cali (Kolumbia), czy mistrzostwa Europy juniorek w Grosseto (Włochy), gdzie zdobyłam brąz. W końcu nadeszła pora na karierę seniorską. I cały czas u tej samej trener. Pani Ewa Ślusarczyk jest osobą bezpośrednią, jak coś myśli, wygarnie od razu, nie ma niedomówień, wszystko sobie szybko wyjaśniamy i dlatego spokojnie możemy przystępować do kolejnych zadań.

- Na co liczy debiutantka w europejskim czempionacie pod dachem?

- Mam trzeci wynik w Europie, ale w mistrzostwach niczego to nie gwarantuje. Każdy występ jest inny, decydują nieraz detale, dyspozycja dnia, stan zdrowia, błędy na starcie i w biegu. Zapewne bywa też u zawodniczek trema, choć nie jest to wielki problem dla mnie, jestem już oswojona z atmosferą wielkich zawodów. W Toruniu przed finałem spałam spokojnie. Maksymalnie płotkarki będą miały w Glasgow trzy biegi. Liczę na udział w każdym, czyli na wejście do finału. To już będzie cieszyć.

- Szkocja - kraj oszczędnych. Ale czy szkocki tartan poskąpi nam medali? W ostatnich ME w hali w Belgradzie Polska po raz pierwszy w historii wygrała klasyfikację medalową.

- To był wielki sukces. Niestety, wtedy byłam wtedy jeszcze zbyt młoda, by tam pojechać. Teraz cieszę się z wyjazdu do Glasgow. Nasza ekipa chyba jednak nie będzie tak silna jak dwa lata temu w Serbii. Braknie choćby pewnego medalisty na 800 m Adama Kszczota. Niemniej nasza „królowa sportu” ma od kilku lat dobrą passę. Mam nadzieję, że będzie podtrzymana.

- Wyszła Pani ostatnio na czoło wśród polskich płotkarek na 60 i 100 m.

- Znów wygrałam mistrzostwa Polski, ale toczę zarazem zaciętą walkę z Karoliną Kołeczek z Lublina, która też jedzie na ME do Glasgow. Dobrze, że jest taka zacięta rywalizacja w kraju, bo to pomaga w rozwoju i nie trzeba szukać mocnych konkurentek gdzieś daleko.

- Jakie plany na sezon letni?

- Dla lekkoatletów najważniejsze będą mistrzostwa świata, odbędą się w Doha, ale dość późno, na przełomie września i października. Ten odległy termin sprawia, że trudno coś prognozować, jaka będzie forma. Chciałabym natomiast wystartować w lipcu w mistrzostwach Europy do lat 23 w szwedzkim Gaevle, mam tu pewne szanse na dobry wynik, a do kolejnych ME za dwa lata ze względu na limit wieku nie będę już dopuszczona. Mamy też drużynowe mistrzostwa Europy w Bydgoszczy, w sierpniu, chętnie pomogę tam naszej reprezentacji.

- Godzi Pani sport z nauką?

- Jestem na I roku na kierunku sport w krakowskiej AWF. Władze uczelni mi pomagają, mam indywidualny tok studiów. Poprawiły mi się warunki do uprawiania sportu, otrzymuję sponsorską pomoc od Polskiej Grupy Energetycznej.

- Sportowe marzenia?

- Zbytnio nie uciekam w marzenia, zwykle koncentruję się na najbliższym starcie, czyli teraz na Glasgow. Oczywiście takim ogólnym marzeniem jest występ w igrzyskach olimpijskich, dobrze byłoby za rok biegać w Tokio!

- Jednak w Tokio, czy w Glasgow chyba nie można dostać pierników!

- Wiem, przed wyjazdem zakupię u nas na zapas (śmiech).

Rozmawiał: Jan Otałęga