Medalowe otwarcie sezonu, czekamy na udane lato


W sobotni poranek słońce nad krakowskim niebem ewidentnie dawało do zrozumienia, że wiosna przełamała ostatnie zimowe zasieki; że czapki, rękawiczki, szaliki, które były nieodzowne jeszcze na początku tygodnia, mogą wreszcie wylądować w szafie; że czas ruszać po sukcesy, rekordy, zwycięstwa.
Ruszyli o jedenastej przed południem. Było ich trzysta dwadzieścioro siedmioro, a rywalizowali w kategoriach wiekowych do 12, 14 i 16 lat. Zadanie przed nimi postawione nie należało do najłatwiejszych. Stawiamy na wszechstronność – takie intencje przyświecały bowiem Małopolskiemu Związkowi Lekkiej Atletyki, który zorganizował 1. Otwarte Mistrzostwa Krakowa w Wielobojach. W związku z tym, aby zostać sklasyfikowanym, trzeba było wziąć udział w co najmniej dwóch mniej lub bardziej zróżnicowanych konkurencjach. Jednym szło lepiej, drugim ciut gorzej, wszelako żadnej zawodniczce i żadnemu zawodnikowi nie można było odmówić tego, co w sporcie jest najważniejsze – ambicji i chęci pokazania się z jak najlepszej strony. Dla wielu oznaczało to tylko, a może aż, ukończenie konkurencji, dla innych walkę o wygraną. Wśród tych drugich na wyróżnienie zasługują wyczyny Krzysztofa Korzeniowskiego z Wieliczanki, który dwa lata temu błyszczał w zawodach Nestle Cup, a teraz okazał się niedościgniony zarówno na 100 metrów jak i w skoku w dal, w obu tych konkurencjach ustanawiając, rzecz jasna, rekordy życiowe. Wydaje się, że ten filigranowy, trzynastoletni lekkoatleta już niebawem przebiegnie setkę poniżej 13 sekund, zaś w skoku w dal przekroczy 5 metrów.
Swój niebagatelny talent potwierdziła także Julia Przybyś, która po raz pierwszy w karierze pchnęła kulę poza granicę trzynastu metrów (13,18), a w rzucie dyskiem także poprawiła swoją życiówkę, uzyskując 40 metrów i 20 centymetrów.
Tych „pierwszych razów” było w sobotę co niemiara, głównie, choć nie tylko, w odniesieniu do nagminnie poprawianych rekordów życiowych. Było tak chociażby w przypadku młodego sprintera ze Stryszawy Jakuba Pietrusy. W trakcie 11. Małopolskiego Memoriału Trenerów, który rozpoczął się tuż po zakończeniu zawodów wielobojowych, przebiegł on 100 metrów w 10,82 sek., poprawiając rekord życiowy aż o 21 setnych sekundy. Daje mu to obecnie trzecie miejsce na tegorocznej liście krajowej w kategorii wiekowej do lat 18, z minimalną stratą do poprzedzających go zawodników.
Czy coś jeszcze wydarzyło się w sobotę na stadionie AWF-u w Krakowie po raz pierwszy? Co najmniej dwie rzeczy.
Biegowy talent z Krakowa Aleksandra Wsołek, która dotychczas preferowała dystanse płaskie, zadebiutowała na płotkach. Przed zawodami Ola bardzo przeżywała to nowe otwarcie, trochę się stresując, czy aby wszystko będzie dobrze, czy nie przytrafi się jakiś błąd techniczny, czy wytrzyma fizycznie. Obawy okazały się jednak płonne. To był bardzo dobry bieg w jej wykonaniu, a fakt, że na ostatnich metrach omal nie dogoniła znacznie bardziej doświadczonej Katarzyny Martyny pokazuje, że przyszłość na niskich płotkach może być dla niej bardzo, bardzo owocna.
Tak więc na 400 metrów przez płotki kobiet walka trwała do ostatnich metrów. Nie inaczej było w wielu innych konkurencjach, z dystansem 800 metrów pań na czele. Katarzyna Chryczyk prowadziła przez większą część trasy, jednak na ostatniej prostej, czająca się cały czas za jej plecami Marharyta Kachanava wyprzedziła ją i to ona jako pierwsza minęła linię mety. I choć taki rozwój wypadków nie jest na lekkoatletycznych arenach niczym szczególnym, to jednak bieg ten miał wyjątkowy charakter – miał on bowiem swoją patronkę. Czesława Mentlewicz, bo właśnie jej pamięci był poświęcony, z pewnością na takie wyróżnienie zasłużyła. Dlaczego? Cóż, frazesem byłoby napisać, że ze względu na ciężką pracę, której tytanem była przez całe życie. Wszak każdy z nas, aby dojść do czegoś w dowolnej dziedzinie, musi dawać z siebie wszystko. Czym w takim razie wyróżniała się pani Czesława? Otóż tym czymś był pozytywny, radosny stosunek do otaczającego świata. Trzeba popracować w polu? Nie ma problemu, wszak mała dziewczynka pochodząca ze wsi musi znać się na pracach gospodarczych. Trzeba przeskoczyć małą rzeczkę, która płynie tuż za domostwem? Cóż za kłopot. A że przy okazji można ponabijać się z tych, którzy nie mają takiej skoczności i zamoczą nieco odzież i obuwie... Trzeba przejść trzy kilometry w jedną stronę do szkoły? Z takimi pokładami energii to żadne wyzwanie.
W szkole była w sporcie numerem jeden. Nie dziwota więc, że rozpoczynając edukację na poziomie średnim, od razu spróbowała swych sił w naborze do klubu sportowego. Przebrnęła przez sito kwalifikacyjne i w ten sposób na całe swe sportowe życie związała się z Kłosem Olkusz. Zaczynała od sprintu i skoku w dal, jednak dość szybko okazało się, że lepiej czuje się na dystansach średnich. A że od biegów średnich już tylko krok do biegów długich…
Po raz pierwszy w historii polskiej la. odbył się bieg kobiet na dystansie 5 km. Zwyciężczyni tej konkurencji Czesława Mentlewicz (Kłos Olkusz) ustanowiła czasem 17.05.2 rekord Polski – tak krakowskie Tempo z dnia 6 września 1982 opisywało przebieg Mityngu Białej Gwiazdy, który odbył się na stadionie Wisły w Krakowie. I niech ktoś powie, że nie warto w życiu być pionierem. Wszak pierwszych rekordzistów pamięta się na zawsze.
Skoro były sprinty, były biegi średnie, były długodystansowe, to co jeszcze pozostało? Ekstremum ekstremów – 42 kilometry 195 metrów.
Już nigdy więcej – powiedziała Czesława Mentlewicz po pierwszym swym ukończonym maratonie. I był to jeden z nielicznych przypadków, kiedy nie dotrzymała słowa. Szybko stała się bowiem czołową maratonką w Polsce, cenioną także na świecie. No ale czyż można nie cenić kogoś, kto w Maratonie Nowojorskim zajmuje 12. miejsce? A taką właśnie lokatę zajęła pani Czesława w najsłynniejszym biegu na naszym globie w roku 1988.
Biegając, przemierzyła wszystkie kontynenty, stając na podium maratonów we Francji, Holandii, Nowej Zelandii, Maroku czy Izraelu. W kraju też zdobywała sporo medali, jednak na najwyższy stopień podium wdrapać się nie mogła. Jednakowoż wytrwałość zazwyczaj popłaca. W roku 1993 w Brzeszczach odbyły się mistrzostwa Polski w półmaratonie. Triumfatorka osiągnęła czas 1:21:14. A zwyciężczynią okazała się… Czesława Mentlewicz. Była pierwsza, była najlepsza, była mistrzynią.
I choć potem startowała jeszcze przez dziesięć lat, to od 1995 roku jej głównym zajęciem stała się praca z młodzieżą. Jej wychowankowie raz wygrywali, raz przegrywali. Jak to w życiu. Zawsze jednak z uprawiania królowej sportu czerpali, i czerpią nadal, satysfakcję, radość. Bo w sporcie o to przecież głównie chodzi.
DZ