Antyczne korzenie wieloboju i sztafet

Ashton Eaton, Roman Sebrle, Dan O’Brien, Daley Thompson – jeśli by spytać sympatyków lekkiej atletyki, jaką konkurencję reprezentują wymienieni zawodnicy, każdy z fanów odpowie bez namysłu: dziesięciobój. Wszelako gdyby powtórzyć to pytanie, ale na liście umieścić Lampisa, Teopomposa, Ksenofonta, Kallipposa czy Demetriosa, bezbłędnych odpowiedzi byłoby z pewnością znacznie mniej. Nie ma się temu co dziwić, wszak panowie ci żyli bardzo, bardzo dawno temu, w czasach antycznych. Ich ulubioną dyscypliną sportu był zaś pentatlon.

Był rok 708 p.n.e. Do Olimpii po raz osiemnasty zjechali najlepsi sportowcy starożytnej Grecji na najbardziej prestiżowe igrzyska panhelleńskie. We wcześniejszych rywalizowali tylko w biegach, lecz tym razem miało być inaczej – do programu zawodów dołożono cztery nowe konkurencje: skok z ciężarkami w obu rękach, rzut oszczepem, rzut dyskiem i zapasy. Stworzono w ten sposób antyczny pięciobój, przy czym konkurencją biegową był dystans o długości jednego stadionu. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że aby przebiec jeden stadion trzeba było okrążyć jakiś obszar. W starożytności nie biegało się bowiem „w kółko”. Bieżnie miały tylko prostą, z linią startu i mety, a długość jednego stadionu wynosiła 600 stóp. Nie oznaczało to wszelako, że wszędzie było to tyle samo. Stopa miała bowiem różne długości, w zależności od rejonu Grecji. W Olimpii były to 32 dzisiejsze centymetry, gdyż stopę o takiej właśnie długości miał mieć mityczny heros Herakles. Ten od dwunastu teoretycznie niemożliwych do wykonania prac, z których jedna polegała na złapaniu niezwykle szybkiej łani kerynejskiej. Jak wiadomo, Heraklesowi sztuka ta udała się, dlatego też nie dziwi, że mieszkańcy Olimpii właśnie długość jego stopy wzięli za jednostkę miary.

Wracając jednak od mitologii do pentatlonu. Po przebiegnięciu jednego stadionu, czyli w przeliczeniu na obecnie obowiązującą jednostkę metryczną około 192 m, trzeba było przystąpić do skoku z ciężarkami. Miały one różne kształty, a wagę od 1,5 do 5 kilogramów. Uwzględniając fakt, iż wyniki, jakie osiągali zawodnicy wynosiły kilkanaście metrów, można przypuszczać, że było to coś w rodzaju trójskoku, czyli dany zawodnik oddawał pierwszy skok, po czym z miejsca lądowania wykonywał skok drugi, a następny skok wyglądał analogicznie do drugiego. W konkurencji tej można także dostrzec pewną analogię ze… skokami narciarskimi. Otóż starożytni skoczkowie w dal nie mogli po swojej próbie się przewrócić, gdyż powodowało to automatyczne wykluczenie z rywalizacji.

Trzecim, jak mówiono wówczas, popisem w pentatlonie, był rzut oszczepem. W większości igrzysk rzucano na odległość, choć niewykluczone, że były także zawody w rzucaniu do celu. Oszczep był rzecz jasna podobny do dzisiejszego, a jego długość wyznaczała wysokość przeciętnego, antycznego mężczyzny, czyli około 170 cm. Od oszczepu używanego w obecnych czasach różnił się tym, że pośrodku drzewca miał skórzaną pętlę, w którą oszczepnik wkładał drugi i trzeci palec prawej ręki. Miało to wspomóc siłę wyrzutu, choć można przypuszczać, że bolesne otarcia naskórka, związane z tą techniką, były codziennością. No ale cóż, dla słabeuszy w starożytnym sporcie miejsca nie było.

Czwartą, cały czas stricte lekkoatletyczną konkurencją pentatlonu, był rzut dyskiem. To chyba najczęściej przedstawiana w sztuce greckiej konkurencja olimpijska. Dyski stosowane w zawodach były z różnych materiałów, najczęściej z brązu. Na obwodzie miały czasami wygrawerowane imię właściciela, a czasami nawet dedykacje. Było tak choćby z dyskiem o wadze 1,245 kg, który znajduje się w Brytyjskim Muzeum w Londynie. Napis mówi o Echsoidasie, który ofiarował go „bliźniakom wielkiego Zeusa”. Co się tyczy techniki rzutu, trochę różniła się ona od obecnej. Zawodnik najpierw bowiem brał dysk do lewej ręki, rozhuśtując lewe ramię. Potem wyciągał prawą rękę i przejmował w nią dysk. Następnie wymachiwał obydwoma ramionami, aż wreszcie wysuwał prawą nogę do przodu, i robiąc najsilniejszy zamach, wyrzucał dysk. Najdalsze odnotowane odległości wynosiły w tamtych czasach około 30 metrów.

Jak więc widać, wygrać rywalizację w antycznym pięcioboju nie było łatwo, a zasady końcowej klasyfikacji były bardzo rygorystyczne. Trzeba było bowiem zwyciężyć w dwóch z czterech konkurencji lekkoatletycznych, plus należało być najlepszym w zapasach. Dlatego też podczas wielu igrzysk zwycięzcy w pentatlonie po prostu nie było. Tym większa chwała należy się Filombrotosowi, który jako jedyny był trzykrotnym mistrzem olimpijskim w, używając pewnej przenośni, protoplaście współczesnego wieloboju.

Filombrotos pochodził ze Sparty, należy więc sądzić, że raczej nie brał nigdy udziału w biegu sztafetowym. Bieg rozstawny był bowiem domeną Ateńczyków. Polegał on na tym, że biegacze pokonywali trasę od Akademii Platona do bramy dypylońskiej, trzymając w dłoniach zapalone pochodnie woskowe z talerzami u dołu (dla ochrony ręki). Wygrywała ta drużyna, składająca się zazwyczaj z danej grupy społecznej, czyli tzw. fyli, która pierwsza zapaliła ołtarz na mecie. I choć na pewno było to bardzo atrakcyjne widowisko, to z całą pewnością przekazywanie dzisiejszego atrybutu sztafet, czyli pałeczki, jest bez wątpienia znacznie bezpieczniejsze.

DZ

Bibliografia:
Gostkowski Rajmund, Sport w starożytności, Warszawa 1960