Zespołowa lekka atletyka

Lekka atletyka to sport wybitnie indywidualny. Tutaj każdy jest odpowiedzialny sam za siebie, a decyzje podejmowane na bieżni, skoczni czy rzutni mają wpływ tylko i wyłącznie na sytuację danej zawodniczki czy zawodnika. Jest jednak taki segment królowej sportu, w którym cztery osoby muszą być zgrane, muszą liczyć jedna na drugą, muszą stanowić zespół. Tym segmentem są sztafety.

Często bywa tak, że rzeczy, które uważamy za oczywiste wcale takie bezsporne nie są. No bo przecież, gdyby zadać pytanie, jaki bieg rozstawny był pierwszym, który odbył się w trakcie nowożytnych igrzysk olimpijskich, każdy bez wahania odpowie: 4×100 lub 4×400 metrów. Tymczasem prawda jest zgoła inna. Otóż premierowym bojem sztafetowym w historii igrzysk był dystans 200 + 200 + 400 + 800 metrów, a odbył się on podczas zawodów w Londynie w 1908 roku. Nie było jeszcze wówczas w zwyczaju przekazywania pałeczki kolejnym uczestnikom rywalizacji, a zmiany odbywały się poprzez klepnięcie w plecy partnera z zespołu. Aby zwyciężyć, trzeba było w ciągu jednego dnia odbyć bieg kwalifikacyjny, a potem pobiec w finale. Dla porządku: pierwszym mistrzem olimpijskim została sztafeta Stanów Zjednoczonych.

Tak było 111 lat temu. Potem przez dziesięciolecia sztafety 4×100 i 4×400 m zdominowały światowe bieżnie. I oczywiście nic w tym złego, wszak do poziomu atrakcyjności tych biegów nikt nie może wnosić zastrzeżeń. Niemniej jednak sztafety na dystansach, nazwijmy to, nietypowych wracają ostatnio do łask. Sztandarowym tego przykładem jest mityng IAAF World Relays, zwany u nas Festiwalem Sztafet, organizowany od 2014 roku. Polski Związek Lekkiej Atletyki idzie za tym trendem i od roku ubiegłego urządza odrębne mistrzostwa naszego kraju w sztafetach. Co zatem wydarzyło się w Krakowie w trakcie drugiej takiej imprezy po reaktywacji (wcześniej podobne czempionaty odbywały się w okresie międzywojennym i tuż po II Wojnie Światowej).

Z naszego, małopolskiego punktu widzenia w minioną sobotę i niedzielę w podwawelskim grodzie wydarzyło się bardzo dużo bardzo dobrych rzeczy. Już w pierwszej konkurencji mistrzostw, którą była klasyczna sztafeta 4×100 m młodziczek, doskonale poradziła sobie drużyna Wieliczanki. Bo choć młode sprinterki z Wieliczki z pierwszym na mecie zespołem Stali LA Ostrów Wielkopolski nie miały szans, to ich uporczywa walka do ostatnich metrów o srebro zrobiła wrażenie. Tym bardziej, że walka ta zakończona została sukcesem. Tak więc się zaczęło, no a potem już poszło. Pierwszego dnia sztafety z Małopolski wywalczyły 10 medali, z tym najcenniejszym, złotym w rywalizacji 4×400 metrów mix do lat 20. Zdobył go zespół Wieliczanki, który w pewnym momencie miał sporą przewagę nad goniącą go drużyną WLKS-u Wrocław. Ale ponieważ w sztafetach, szczególnie mieszanych, nie ma bezpiecznej przewagi, na ostatniej zmianie walka była na centymetry. Ostatecznie Wiktor Babicz wytrzymał presję Macieja Pawełczyka i był na mecie o trzy dziesiąte sekundy przed rywalem. Efektowny upadek Wiktora za linią mety dodał jedynie tej rywalizacji dodatkowego smaczku. A oprócz niego w skład złotej sztafety weszli: Aleksandra Rybka, Renata Fic i Jakub Pietrzko.

Skoro tak dobrze zaczęło się w sobotę, to w dzień świąteczny nie wypadało zwalniać tempa. Już w pierwszej niedzielnej konkurencji wielką klasę pokazali reprezentanci Wieliczanki: Emilia Skimina, Michał Janeczek, Nikola Nagięć i Adrian Marek, którzy zdeklasowali pozostałe sztafety w rywalizacji 4×600 metrów mix do lat 16. Małopolska miała więc drugi złoty medal. No ale jak się ma podwójne złoto, to czemu nie mieć potrójnego?

Ostatnia konkurencja sztafetowa krakowskich mistrzostw. Do przebiegnięcia dystans 4×800 metrów mix. A w mixach, jak to w mixach; owszem, na pierwszych trzech zmianach jest ciekawie, ale clou programu jest oczywiście zmiana ostatnia. Na nią na pierwszym miejscu wpada sztafeta AZS-u AWF Warszawa. Tuż za nią są akademicy z Krakowa. Sytuacja taka utrzymuje się do ostatniego wirażu. Patryk Marmon decyduje się wtedy na atak, a Daniel Gadomski nie potrafi na tę ofensywę odpowiedzieć. Marmon mija pierwszy linię mety i AZS AWF Kraków, w którego składzie oprócz Marmona biegli: Paulina Górak, Katarzyna Chryczyk i Grzegorz Kunc, jest mistrzem Polski.

Małopolska zdobywa ostatecznie w mistrzostwach (sztafety liczone łącznie z wielobojami) 15 medali i pod względem ilości zdobytych krążków jest ex aequo na 1-2. miejscu z Mazowszem. Wynik ten jest naprawdę dobry, a jeśli już trzeba by wrzucić do tego ogródka jakiś kamyczek, to na pewno jest nim fakt, że w rywalizacji wielobojowej, uwzględniając wszystkie kategorie wiekowe, wystartowała zaledwie jedna zawodniczka z naszego regionu.

Wracając jednak do podsumowań. Jeśli idzie o klasyczną klasyfikację medalową, trzy złote medale dały naszemu regionowi czwarte miejsce. Gdyby jednak stworzyć odrębną tabelę, uwzględniającą tylko współzawodnictwo sztafetowe, to wtedy Małopolska byłaby druga, ustępując miejsca jedynie województwu pomorskiemu. Można by się jeszcze pobawić i na takiej samej zasadzie stworzyć sztafetową klasyfikację klubową. Wtedy jednak nie należałoby w niej umieszczać sztafet szwedzkich, gdyż tam rywalizacja przebiegała w składach wojewódzkich, nie klubowych, a to byłoby chyba trochę zbyt po „gospodarsku”. No bo wtedy pierwsze miejsce zajęłaby drużyna… Nie, nie, zostańmy przy oficjalnych wyliczeniach, czyli łącznej klasyfikacji sztafetowej i wielobojowej. Wieliczanka Wieliczka zajęła w niej wspólnie z Warszawianką 4-5. miejsce, zaś AZS AWF Kraków siódme. Małopolska jest zatem cały czas w czołówce polskiej lekkiej atletyki.

DZ