Gorąco niczym w Doha

Kraków i Ad-Dauhę dzieli bardzo wiele – kultura, budownictwo, wysokość nad poziomem morza; można by tak wyliczać jeszcze długo. Wydaje się jednak, że różnicą podstawową jest klimat, a miniona sobota była tego najlepszym przykładem. U nas było przyjemne 20 stopni powyżej zera, a tam temperatura odczuwalna dochodziła do plus 46 stopni, i to nie w skali Fahrenheita, lecz podobnie jak u nas Celsjusza.

Stolicę Małopolski i stolicę Kataru w 28. dniu września 2019 roku coś jednak łączyło – i tu, i tam odbywały się w tym samym czasie zawody lekkoatletyczne, w obu przypadkach rangi mistrzowskiej. I choć oczywiście ważkość krakowskiego czempionatu była zdecydowanie niższa od rywalizacji o tytuły mistrzów naszego globu, to nie oznaczało to wcale, że poziom emocji był w podwawelskim grodzie mniejszy niż na Półwyspie Arabskim. Ba, w wielu przypadkach był on na znacznie wyższym pułapie, o spontaniczności nie wspominając.

378 – ta imponująca liczba mówi wszystko. Tyle dziewcząt i chłopców zgłosiło się do uczestnictwa w Mistrzostwach Województwa Małopolskiego Dzieci, które odbyły się na stadionie krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego. A ponieważ spora część naszego narybku startowała nie tylko w jednej konkurencji, tzw. osobostarty zamknęły się liczbą 712.

Tłoczno więc było na bieżni, skoczniach i rzutniach. Powie ktoś: No dobrze. Ilość ilością, ale czy w ślad za tym podążała jakość?

Odpowiedź na tak postawione pytanie jest jak najbardziej pozytywna – pod względem wynikowym było wczoraj w Krakowie bardzo, bardzo bogato. Rekordów życiowych padło bowiem co niemiara, a w wielu przypadkach okazały się one najlepszymi tegorocznymi rezultatami w Polsce.

Swoją klasę potwierdziła na przykład Julia Michałowska, zawodniczka Tempa Kęty. Rekordu życiowego, co prawda, nie poprawiła, niemniej jednak wynik 14.36, który uzyskała w konkursie pchnięcia kulą do lat 14, to drugi rezultat na listach krajowych. Nie oznacza to jednak, że Julia jest w tej chwili w swojej kategorii wiekowej druga w Polsce. Nie, nie. Ona jest pierwsza! Skąd ten paradoks? Wytłumaczenie jest bardzo proste, wręcz oczywiste. Na początku września w Krakowie Julia Michałowska uzyskała 14.67.

Z bardzo dobrej, wręcz rewelacyjnej strony pokazała się Martyna Śledzińska z Victorii Trzebinia. W konkursie rzutu dyskiem do lat 14 poprawiła rekord życiowy o 5 metrów i 75 centymetrów! Wyśrubowała go tym samym do wyniku 27.67 m i usadowiła się na drugim miejscu wśród trzynastolatek w Polsce.

Dobre wyniki odnotowano także na dystansach 150 metrów dziewcząt i chłopców do lat 12. Wśród młodych pań najlepsza okazała się zawodniczka AZS AWF Kraków Agata Bułat (22.33), która nieznacznie wygrała z reprezentantką Kusego Kraków Julią Klęk (22.46). W kategorii męskiej najszybszy był Mateusz Leśniak (ULKS Fajfer 2001 Łapanów), który uzyskał czas 21.84.

Popis na dystansie 500 metrów dziewcząt do lat 12 dały lekkoatletki MLUKS Tarnów. Wygrała Katarzyna Siudut (1:32.60) przed Mają Liberą (1:33.66) i Adrianną Batko (1:33.99). A teraz uwaga! Są to odpowiednio pierwszy, drugi i trzeci wynik w tym roku w Polsce.

Na tym samym dystansie co tarnowianki dobry rezultat uzyskał także Szymon Wojtas (ULKS Lipinki). Czas 1:31.66 daje mu trzecie miejsce w kraju.

To tyle jeśli idzie o najwartościowsze wyniki. I choć dla każdego, kto decyduje się w większym lub mniejszym wymiarze uprawiać sport, rezultaty są oczywiście bardzo ważne, to chyba istotniejsza jest sama możliwość rywalizacji z rówieśnikami, zawieranie nowych znajomości czy utrwalanie starych. Większość ze startujących wczoraj młodych lekkoatletek i lekkoatletów nie zostanie zawodowymi sportowcami, niemniej jednak tego, że sport nauczy ich współzawodnictwa opartego na solidnych, a przede wszystkim zdrowych zasadach, nikt i nic im nie odbierze.

DZ