Rzuty to nie tylko siła

Okiem doświadczonego

Rzuty to nie tylko siła

Kazimierz Rusin urodził się w Myślenicach. Tu chodził do szkoły, tu zetknął się ze sportem. Początkowo pasjonował się siatkówką. Jego licealna drużyna wygrała eliminacje w okręgu i jako reprezentant Krakowa pojechała na zlot młodzieży do Wrocławia w 1948 roku, gdzie wystąpiła w turnieju. Przyszły trener studiował wychowanie fizyczne w Krakowie, rozpoczynając naukę w Studium Wychowania Fizycznego na UJ, a ukończył ją po zmianach w 1951 roku w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego, dzisiejszej AWF. Podczas studiów rozwijał nadal swoje zainteresowania siatkarskie w AZS, biorąc udział w rozgrywkach ligowych do 1952 roku, w którym zdobył z zespołem akademickie mistrzostwo Polski. Już jako asystent w WSWF w Krakowie równolegle pracował jako trener siatkówki w klubie Dalin w Myślenicach, wprowadzając zespół męski i żeński do II ligi.

Podczas studiów zainteresował się także lekkoatletyką. Wpływ na to miał m.in. znakomity tyczkarz, olimpijczyk z Olszy Kraków Zbigniew Janiszewski, którego Rusin poznał jeszcze w Myślenicach. Młody student, adept „królowej sportu”, skakał wzwyż, pchał kulą, rzucał dyskiem, najpierw jako zawodnik Cracovii, gdzie trenerem był sławny Emil Dudziński przyszły kierownik Katedry Lekkiej Atletyki AWF. Kiedy trener Dudziński przeniósł się z Cracovii do AZS Kraków, podopieczny podążył za nim. Niebawem Kazimierz Rusin został szkoleniowcem „królowej sportu”, zajmował się głównie rzutami, przez lata wychował kilka pokoleń zawodniczek i zawodników. Z porad Rusina korzystał nawet kulomiot z Warszawy Władysław Komar, a kiedy został złoty medalistą olimpijskim na igrzyskach w Monachium, po zawodach nie zapomniał podziękować szkoleniowcowi z Krakowa. Kazimierz Rusin przepracował wiele lat w AZS, potem, aż do dziś, w AZS AWF Kraków. Za swoją ponad 60-letnią pracę trenerską został uhonorowany wieloma państwowymi odznaczeniami, ale szczególnie ważną dla trenera nagrodą było przyznanie w 2014 roku Złotego Gryfa AZS przez kapitułę Rady Seniorów AZS w Krakowie.
Trenerski nestor jeszcze kilka miesięcy temu widywany był za zajęciach na stadionie AWF, obecnie wychodzi obronną ręką z choroby i nadal myśli jak poprawiać poziom konkurencji rzutowych.

- Czy jest gdzie trenować rzuty?

- Nie jest najgorzej, w Polsce mamy kilka ośrodków, ale trzeba szukać kolejnych obiektów. To można poprawić, widzę np. miejsce na terenie AWF obok parku, gdzie mogłoby powstać boisko do rzutów. Od lat jest i będzie, że lekkoatletyka trwa przy uczelniach sportowych, one są wsparciem dla królowej sportu”.

- Oczywiście śledzi Pan występy reprezentacji biało-czerwonych; jak ocenia Pan stan rzutów Polsce?

- Jest bardzo wysoki, tu mówię o szczeblu reprezentacyjnym. Nazwiska młociarzy Pawła Fajdka, Anity Włodarczyk, dyskobola Piotra Małachowskiego mówią same za siebie. Dołączył do światowej elity w kuli Michał Haratyk, To mnie cieszy, on kilka lat spędził w AZS AWF Kraków, miałem okazję obserwować jego treningi z Piotrem Galonem, jak czyni postępy. Polskie konkurencje rzutowe stanowią siłę. Nawiązują do tradycji, w czasach Wunderteamu też mieliśmy zawodników światowej czołówki, rekordzistę świata w dysku Edmunda Piątkowskiego, medalistów olimpijskich i ME Janusza Sidłę w oszczepie, Tadeusza Ruta w młocie i innych…

- A jak ocenia Pan poziom rzutów w Małopolsce?

- Obecnie nie jest wesoło. Nie widzę kandydata na igrzyska za rok do igrzysk w Tokio. Nadeszły czasy chude. Kiedyś miałem w każdej konkurencji po kilku znaczących zawodników, także zawodniczek, rywalizowały z nami inne kluby. Niestety, obecnie trenujących jest mniej.

- Czy można mieć nadzieję na poprawę? Do Tokio nie, ale może przez 5 lat Kraków wychowa olimpijczyka w rzutach na igrzyska do Paryża?

- Chciałbym, aby tak było. Trzeba znaleźć wśród młodzieży chętnych do konkurencji rzutowych, a następnie umiejętnie prowadzić szkolenie. Należy starać się zainteresować młodych rzutami. Młodzi adepci sportu szukają kompleksowej opieki, bo przychodzą do klubu najczęściej nieświadomi zadań, zagubieni. Trener musi prowadzić ich jak najlepszy opiekun. Przede wszystkim zadbać o wszechstronny rozwój fizyczny podopiecznych. Nie można pozwolić na zasklepienie się w jednokierunkowym treningu, np. w siłowni. Kult podnoszenia coraz większych ciężarów nie ma miejsca w lekkoatletyce. Trzeba harmonijnie rozwijać całe ciało. Miotaczom potrzebne są silne nogi, powinni zatem oprócz ćwiczeń siłowych korzystać z podstawowych ćwiczeń biegowych, a także płotkarskich. Dobry wynik to połączenie siły i koordynacji, istotne jest uzyskanie właściwych proporcji pomiędzy nimi. Stąd też dobrzy miotacze mogą pochwalić się wysoką sprawnością ogólną, wliczając w to skoki, biegi, a nawet podstawowe elementy akrobatyki. Dobrze też byłoby pracować w grupie, aby młodzież rywalizowała między sobą a zarazem wzajemnie się wspierała...

- Czy Pan się włączy jeszcze do poprawy poziomu rzutów w Małopolsce?

- Jestem trenerem już 68 lat… Czas na następców, choć nie rezygnuję. Choroba przerwała mi działania, ale teraz po wyleczeniu, jeśli znajdą się chętni i będą potrzebowali szkoleniowych wskazówek, nie odmówię i znów przyjdę do mego klubu…

Rozmawiał: Jan Otałęga