Nowe okno na świat

Anna Sydorchuk ma 17 lat, jest biegaczką, należy do klubu Kraków Athletic Team, często trenuje na bieżni stadionu AWF. Od 4 lat mieszka w Polsce.

- Jesteśmy uchodźcami wojennymi z Ukrainy – mówi mama zawodniczki, Marina Sydorchuk. - Mieszkaliśmy w ogarniętym wojną Donbasie, w Makiejewce. To miasto w zagłębiu górniczym, metalurgicznym, tuż obok Doniecka. Makiejewka liczy 600 tysięcy mieszkańców. Spokojnie żyliśmy do 2014 roku, ale wtedy, po zakończonych w Soczi zimowych igrzyskach olimpijskich, zaczęło być niebezpiecznie. Dochodziło do aktów terroru, strzelanin, na ulicach pojawiły się czołgi, ale jak obserwowaliśmy, nieoznakowane. Wokół domów pojawiły się worki z piaskiem. Groza narastała, ludzie ginęli, zaczęliśmy myśleć o wyjeździe. W tym pomogła nam przynależność do kościoła protestanckiego. Mój mąż był w Makiejewce diakonem, napisaliśmy mail do środowiska protestanckiego w Polsce. Odpisał pastor Robert Szopa z Krakowa. Z mężem oraz trójką dzieci (najstarszy syn pozostał na Ukrainie) znaleźliśmy się w obozie przejściowym w Białej Podlaskiej. Stamtąd pastor przewiózł nas do Krakowa, załatwił tymczasowe mieszkanie. Potem otrzymaliśmy mieszkanie socjalne, ja poszłam do pracy w PCK, dzieci się uczą, chodzimy do kościoła Nowa Nadzieja. Staramy się o polskie obywatelstwo.

Sydorchukowie są Ukraińcami, choć w domu mówiono, jak często na wschodzie Ukrainy, po rosyjsku. Były też w Makiejewce szkoły z językiem ukraińskim i tam chodziła przyszła zawodniczka.

- Do sportu zachęcała mnie mama – mówi Anna Sydorchuk. - Sama go uprawiała, była akrobatką. Mój brat Dawid zaczął tam grać w piłkę nożną, obecnie występuje w drużynie z Nowego Targu. Ja na Ukrainie zaś zaczęłam od chodu sportowego, ale jak brat lubiłam gonić za piłką. Po przyjeździe do Krakowa trenowałam futbol w drużynie kobiet Podgórza. Raz na zawodach szkolnych zauważył mnie trener lekkoatletyki Roman Kołodziej. Zaproponował mi trenowanie biegów w barwach Cracovii 1906, co mi odpowiadało. Pod okiem trenera przez prawie 4 lata systematycznie szkoliłam się i startowałam. Głównie biegałam 1500 metrów. W mistrzostwach Polski juniorek młodszych zajęłam 8. miejsce, co mnie podbudowało, zmobilizowało do dalszych starań. Obecnie startuję w klubie Kraków Athletics Team pod okiem trenera Grzegorza Sobczyka, a memu pierwszemu trenerowi bardzo dziękuję, że mnie ukierunkował.

Anna jest uczennicą drugiej klasy w Zespole Szkół Ogólnokształcących Mistrzostwa Sportowego. Lubi przedmioty humanistyczne, ma zajęcia także z dziennikarstwa sportowego. Znakomicie opanowała język polski, w naszym kraju widzi swoją życiową przyszłość, absolutnie nigdzie, np., na zachód Europy, by się nie wybrała. Planuje też karierę sportową, po cichu marzy o zostaniu olimpijką, to tak – dodaje – jak wszyscy sportowcy.

- Niemniej koncentruję się na najbliższych zadaniach – mówi zawodniczka. - W przyszłym roku sprawdzę się w mistrzostwach Polski juniorek i chcę znaleźć się jak najbliżej podium na 1500 m. Moje konkurencje to biegi średnie i stopniowo długie. Treningi mnie nie nużą, nie zniechęca trenowanie wieczorami zimą na stadionie. Mam za sobą doskonałą szkołę trenera Kołodzieja, z nim biegaliśmy w zimowej scenerii w Lesie Wolskim, nieraz w ciemności, nie bałam się, zawsze byłam na czele grupy. Sport sprawia mi przyjemność.
Mówi, że jej największymi kibicami są rodzice, którzy bardzo szczegółowo pytają o każdy trening i zawody.

- Tak, bardzo się cieszę z postępów Ani, jak i pozostałe dzieci świetnie sobie radzą – uzupełnia mama. - Wieczorami, jak zbieramy się w mieszkaniu, córki i syn opowiadają nam co ich ciekawego spotkało, jakie mają nowe plany itd. To oni są dla rodziców oknem na świat…

Jan Otałęga