Ruszyli z pompą

Jeśli ktoś przed pierwszymi zawodami lekkoatletycznymi, organizowanymi w tym sezonie przez MZLA, zastanawiał się, jak będą one wyglądać, to po ich zakończeniu odpowiedź na tak postawione pytanie nasuwa się jedna: zaczęło się z pompą. No bo jeśli lekkoatleci ustanawiają w trakcie zawodów kilkadziesiąt rekordów życiowych, a niektóre z tych wyników są najlepszymi w Polsce w tym roku, to trudno nie pokusić się o stwierdzenie, że jest to okazałe wejście w sezon. I ten rodzaj pompy bardzo z pewnością wszystkich ucieszył. Ten drugi, o który postarała się natura, sprawił nieco mniej radości. Po niecałej godzinie od rozpoczęcia mityngu nad malowniczo prezentujący się w promieniach słońca stadion krakowskiej AWF, ni stąd, ni zowąd nadciągnęły wielkie, czarne chmury, z których spadły hektolitry wody. Szczęśliwie opady trwały „tylko” około pół godziny, a ponieważ bieżnia na obiekcie Akademii Wychowania Fizycznego ma wysoki stopień absorpcji cieczy, a do tego bardzo sprawnie pracowały służby techniczne, po kilkudziesięciu minutach 12. Małopolski Memoriał Trenerów można było wznowić.

 

Zarówno przed pompą z nieba jak i po niej, byliśmy w minioną niedzielę świadkami kilku bardzo ciekawych pojedynków, z których na pierwszy plan wysunęła się rywalizacja sprinterów. Na krakowskie zawody zdecydowała się bowiem przybyć absolutna czołówka naszego kraju na najkrótszych dystansach, z Dominikiem Kopciem na czele. Zawodnik Agrosu Zamość, który przez ostatnie dwa sezony nie miał sobie równych w Polsce (wygrał biegi na 100 i 200 metrów w krajowym czempionacie zarówno w roku 2018 jak i 2019), tym razem jednak nie minął linii mety jako pierwszy. Tym który najszybciej przebiegł 150 metrów, bo właśnie na takim, nietypowym dystansie zmagali się w niedzielę sprinterzy, był Przemysław Słowikowski z katowickiego AZS-u AWF. Słowikowski najwyraźniej lubi krakowski tartan, bo przecież pięć lat temu, właśnie na nim osiągnął swój największy sukces w karierze – mistrzostwo Polski na 100 metrów.

Mistrzynię Polski sprzed dwóch lat ujrzeliśmy w rywalizacji sprinterek. Na swoim koronnym dystansie 200 metrów zdecydowała się bowiem sprawdzić w Krakowie Martyna Kotwiła (RLTL ZTE Radom). Jej przewaga nad konkurentkami była kolosalna i chyba właśnie dlatego czas przez nią uzyskany do jakichś wybitnych nie należy (24.29). Niemniej jednak na ten moment jest to najlepszy w tym rok rezultat w Polsce.

A propos najlepszych wyników w Polsce… Swój ogromny talent rozwija Julia Przybyś. Zawodniczka udowodniła po raz kolejny, że stać ją na wielkie rzeczy. No bo jeśli w pierwszym starcie w sezonie poprawia się rekord życiowy w pchnięciu kulą o jeden metr i czterdzieści centymetrów, to, mówiąc w cudzysłowie, aż strach pomyśleć, co będzie się działo dalej. Julia Przybyś swoją życiówkę wyśrubowała do wyniku 14.60 m, co oczywiście dało jej na tegorocznych listach krajowych do lat 18 pierwsze miejsce.
Na pierwsze miejsce w kraju w swojej kategorii wiekowej wskoczył też Wojciech Galik (MKS Rabka-Zdrój). Wskoczył w pełnym tego słowa znaczeniu, gdyż konkurencja, w której to uczynił, to skok w dal. Galik już w pierwszej próbie pofrunął na odległość 6.62 m, poprawiając swoje najlepsze osiągnięcie sprzed dwóch lat o 13 centymetrów. A widząc pozytywną energię, którą ten zawodnik zawsze prezentuje na skoczniach i poza nimi, można być pewnym, że nie jest to jego ostatnie zdanie w tym sezonie. Oby tylko ominęły go kontuzje, które trochę zablokowały rozwój jego kariery w roku ubiegłym.

Dużo zdrowia należy także życzyć Adamowi Czerwińskiemu. Ten przeżywający drugą, a może i trzecią już młodość średniodystansowiec, miał być w niedzielę faworytem biegu na 1000 metrów. Niestety, niedyspozycja zmusiła go do rezygnacji ze startu.

Na taki sam krok zdecydowali się Weronika Kaźmierczak i Norbert Kobielski. Ci wielce obiecujący, młodzi specjaliści od skoku wzwyż, wielokrotni medaliści mistrzostw Polski, wycofali się jednak z zawodów nie ze względów zdrowotnych, a z powodu aury. Tak się bowiem złożyło, że akurat ich starty miały nastąpić w drugiej części zawodów. A wiadomo, po opadach deszczu skakanie wzwyż na dużych wysokościach, a takie przecież planowali atakować oboje, jest dość niebezpieczne. Kończąc zaś wątek dotyczący skoku wzwyż, warto zauważyć dobry start krakowskich juniorek młodszych Julii Kuźniar (AZS AWF Kraków) i Patrycji Kwaśny (Wawel Kraków). Obie pokonały poprzeczkę na wysokości 1.58 m, co dla Patrycji oznaczało poprawienie rekordu życiowego.

Życiówkę w zupełnie odmiennej konkurencji ustanowił Daniel Stach. Oszczepnik MUKS ILKUS Olkusz w nowy sezon wkroczył z przytupem, bo swój rekord życiowy sprzed dwóch lat pobił o ponad 10 metrów. Od 21 czerwca 2020 roku jego najlepszy wynik w karierze to 41.45 m, co daje mu trzecie miejsce w tym roku w Polsce w kategorii U16.
W tej samej kategorii wiekowej na dystansie 1000 metrów błysnęła Nikola Nagięć. Zawodniczka AZS-u AWF Kraków po raz pierwszy w karierze przebiegła dwa i pół okrążenia stadionu poniżej trzech minut i z rezultatem 2:58.95 usadowiła się na pierwszym miejscu krajowych tabel.

Jak więc widać w minioną niedzielę na stadionie AWF-u w Krakowie świetnych startów nie brakowało. A ponieważ prognozy pogody na zbliżający się siódmy dzień bieżącego tygodnia są optymistyczne, można chyba wierzyć, że małopolscy, ale nie tylko małopolscy, lekkoatleci pójdą, używając nomenklatury bokserskiej, za ciosem. Przed nami bowiem Małopolski Mityng Lekkoatletyczny „I Ty Możesz Zostać Mistrzem”. I niech nazwa tych zawodów będzie wyznacznikiem dla uczestników. Wszak faktycznie czempionem może czuć się każdy.

(zadar)