Piękny, medalowy rok

Rozmowa z ALEKSANDRĄ GAWORSKĄ, biegaczką AZS AWF Kraków

- Chyba zaskoczyła Pani sympatyków „królowej sportu” w minionym sezonie. Najważniejsze sukcesy to brązowy medal w sztafecie 4x400 m na MŚ seniorów Londynie, ponadto złote medale w tejże sztafecie w młodzieżowych ME w Bydgoszczy i na Uniwersjadzie w Tajpej. Spodziewała się Pani tego?

- Wyniki przekroczyły wyobrażenia. Myślałam, że szczytem sezonu dla mnie będą młodzieżowe ME. Tymczasem forma rosła, dołączyłam do kadry i znalazłam się na MŚ seniorów, choć formalnie, ostatni rok, bo mam 22 lata, jestem w kategorii młodzieżowej. Złote medale cieszą, ale ten brązowy najbardziej, bo wywalczony wśród elity, najlepszych biegaczek świata. Zadowolona jestem ze zdobycia 4. lokat w biegach na 400 m przez płotki w młodzieżowych ME i na Uniwersjadzie. Już wywalczenie miejsca w finale było wielkim osiągnięciem.

- Mówiono, że na seniorskie MŚ do Londynu młoda Aleksandra Gaworska pojedzie jako rezerwowa…

- Tak, niemniej miałam nadzieję, że pobiegnę na londyńskim tartanie. Raczej w eliminacjach sztafety, ale trener kadry Aleksander Matusiński w poranek finałowego dnia wyznaczył mnie do walki o medal w reprezentacyjnej czwórce.

- Nie było debiutanckiej tremy?

Czytaj więcej: Piękny, medalowy rok

Czerwona róża za medal

Rozmowa z kulomiotką Anną Niedbałą, medalistką ME

- Wynik 16,32 metra i 3. miejsce zawodniczki WKS Wawel w pchnięciu kulą na mistrzostwach Europy juniorów do lat 20 we włoskim Grosseto. Zaskoczenie czy spełnienie planu?

- Ustanowiłam tam rekord życiowy, poprzedni wynosił 16,10 i pochodził z mistrzostw Polski juniorów w Toruniu, gdzie walczyłam 1. miejsce. W Grosseto znalazłam się jako posiadaczka siódmego wyniku w skali europejskiej. Może mało kto wierzył w mój medal, ale mnie sporo motywacji dało wywalczenie przez dwie koleżanki dwóch srebrnych medali w młodzieżowych ME w Bydgoszczy. Pomyślałam, skoro one mogły, dlaczego ja nie? To był taki pozytywny zapalnik.

- Jak wyglądała walka na włoskim stadionie?

- W eliminacjach pchnęłam kulą 15,80 m i miałam trzeci wynik konkursu, który mnie podbudował. Zrodziła się myśl, a może trafię na podium? Szansa mnie nie sparaliżowała. Zaczęłam finał od 15,62, co dawało 5. miejsce. Trener Andrzej Kurdziel, który się opiekował mną na tych zawodach, ocenił, że to dobre wejście, trzeba walczyć dalej, iść na całego… W trzeciej kolejce uzyskałam 16,32, czym chyba zaskoczyłam niektóre rywalki, już nie dały rady się zrewanżować. Wygrała Niemka Julia Ritter 17,23, to nieprawdopodobny wynik.

- Po medalu było święto?

Czytaj więcej: Czerwona róża za medal

W Krakowie są talenty!

Rozmowa z Tomaszem Majewskim, dwukrotnym mistrzem olimpijskim w pchnięciu kulą, obecnie działaczem sportowym

- Kiedy kariera sportowa Adama Małysza zbliżała się do końca, zastanawiano się, ile lat poczekamy na jego następcę. Tymczasem następca znalazł się bardzo szybko – Kamil Stoch. Po Pana dwóch złotych medalach olimpijskich też zadawano w całym kraju pytanie, jak długo będziemy czekać na drugiego Tomka Majewskiego…

- Karierę sportową zakończyłem z końcem minionego roku, a zdaje się, że następca już jest (śmiech). Mówię o Konradzie Bukowieckim. Od wieku juniora ma obiecujące wyniki, zimą w Belgradzie w halowych mistrzostwach Europy seniorów pokonał wszystkich rywali, a ma dopiero 20 lat!

- Przy okazji wynikiem 21,97 m w stolicy Serbii zabrał Panu absolutny (licząc wyniki w hali i na stadionie) rekord Polski 21,95. Nie żal?

- Taka kolej rzeczy, choć nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko. Teraz działam w strukturach Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, więc tylko mogę cieszyć się, że polska lekkoatletyka obfituje w talenty, które sprawdzają się w poważnych zawodach. Kiedy startowałem, całe lata byłem w swej konkurencji w Polsce samotny, w kraju wygrywałem spokojnie, bo za mną długo, długo nie było nikogo. Teraz mamy grupę dobrych kulomiotów, poza Konradem - Jakub Szyszkowski, Michał Haratyk, jest rywalizacja.

Czytaj więcej: W Krakowie są talenty!

Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę

Asy Małopolski 2016. Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę
Sylwetka. Olimpijczyk z Meksyku i Monachium, wicemistrz Europy w biegu na 1500 metrów HENRYK SZORDYKOWSKI, który został Asem Honorowym, ma 72 lata i nadal żyje sportem.
Dawny as stadionów był jednym z najlepszych średniodystansowców na świecie na przełomie lat 60. i 70. Urodził się w 1944 roku koło Ciechanowa. Ze sportem zetknął się dopiero w trakcie służby wojskowej.
- Przed laty chłopcy z miasteczek i wiosek mogli zetknąć się z wyczynem sportowym, gdy byli powoływani do wojska - wspomina. - Wtedy trafiali na jakieś zawody. Mnie powołano do jednostki w Morągu.
Dowódca zwracał uwagę na poranne biegi, a ja zawsze przybiegałem do celu pierwszy. Nie tylko dlatego, że chciałem wygrywać. Nie lubiłem tłoku, więc starałem się szybko biec, aby pod prysznicem nie mieć go wokół . Dzięki szybkości mogłem się spokojnie umyć.
Biegał dużo, w tym w masce, jak na szkolenie przystało. W zawodach wojskowych osiągał dobre wyniki. Zauważył to WKS Wawel i zaproponował mu przeprowadzkę do Krakowa, gdzie była silna sekcja lekkiej atletyki, dobrzy trenerzy i utalentowani biegacze, z Edwardem Stawiarzem na czele.
Włoch Arese biegł nie fair
Szordykowskiego prowadził trener Stanisław Ożóg, a jego podopieczny czynił szybkie postępy. Zdobywał tytuły mistrza Polski (w sumie 11 razy), bił rekordy kraju, jego koronnym dystansem stało się 1500 metrów. Podczas mistrzostw Europy, które miały wtedy wyższą rangę niż dziś, bo mistrzostw świata jeszcze nie było - zdobył 2 medale: brąz w 1969 roku w Atenach, srebro w 1971 roku w Helsinkach.
- W stolicy Finlandii miałem szansę na złoto - mówi. - Zacząłem finisz, jednak na ostatniej prostej prowadzący Włoch Arese blokował mnie, ciągle przesuwał w prawo. Bieg ukończyliśmy nie na pierwszym, drugim, ale na siódmym torze. Dziś biegacz na ostatniej prostej nie może zachowywać się tak nie fair, byłby zdyskwalifikowany.
Dwa razy uczestniczył w igrzyskach olimpijskich. W Meksyku w 1968 roku był siódmy na 1500 m, uzyskał też awans do półfinału na 800 m. Jednak kierownictwo ekipy, oszczędzając siły biegacza w wysokogórskim mieście, wycofało go z dalszej walki. Bieganie, i to w dwóch konkurencjach, było ryzykiem, Wielu zawodników mdlało, i to już po jednym biegu. 4 lata później w Monachium Szordykowski odpadł w połfinale na 1500 m.
„Wściekły Polak atakuje”

Czytaj więcej: Jak Henryk Szordykowski podbijał Amerykę

Urodziny Jana Balachowskiego

28 grudnia 1948 roku w Krakowie urodził się Jan Balachowski - olimpijczyk z 1968, wicemistrz Europy w biegu sztafetowym 4 x 400 metrów z 1971 roku.

Były biegacz Cracovii i Wawelu Jan Balachowski, który na bieżniach pod dachem w latach 1967-82 aż 8-krotnie stawał na podium. Zdobył 5 złotych medali na 400 m i w różnych sztafetach, miał 2 srebra i 1 brąz.

- Aż trudno uwierzyć, że tyle lat minęło od tych pięknych czasów – wspomina Jan Balachowski.

- Z Heniem Szordykowskim, który uprawiał biegi średnie, zawsze wracaliśmy do Krakowa z medalami, a mogłem mieć ich więcej, jednak dwukrotnie w finałach zmogły mnie urazy. Te czasy kojarzą się mi z kolegami z reprezentacji Andrzejem Badeńskim i Janem Wernerem, z którymi nieraz stawaliśmy wspólnie na podium. Obu już nie ma wśród nas, a ostatnio odszedł redaktor Bohdan Tomaszewski, który tak pięknie mówił w Polskim Radiu o lekkoatletyce… Traktowaliśmy wtedy sezon halowy równie poważnie jak letni. Jest tylko poważna różnica - jak patrzę na współczesne, imponujące hale lekkoatletyczne, stwierdzam, że minęła epoka. Startowaliśmy w obiektach skromnych, nieraz na deskach ledwo zbitych, niestabilnych, dudniących, z ostrymi, wysokimi wirażami. W Madrycie np. zawody zorganizowano na torze kolarskim. Wiraże były tak wysokie, że jeśli ktoś nie wbiegł z największą prędkością, spadał ze ściany.

Memoriał odkrywa młodych

Na stadionie AWF odbył się Memoriał im. Aleksandra Moroza. Zawody tradycyjnie były ostatnim akordem letniego sezonu „królowej sportu” w Krakowie.

Dr Aleksander Moroz (1894-1969) był wieloletnim działaczem sekcji lekkoatletycznej Cracovii, prezesem krakowskiego związku l.a. Jako doktor chemii pracował na UJ. Dużo czasu poświęcał młodzieży, zachęcając ją do uprawiania biegów, skoków i rzutów. Pod jego okiem rozwinęło się wielu mistrzów. Dlatego klub ”pasów” od dawna organizuje zawody memoriałowe, poświecone pamięci swego zasłużonego działacza.

Tegoroczny 41. już memoriał odbył się w ramach obchodów 110-lecia Cracovii. Sekcja oficjalnie powstała w 1913 roku, jako trzecia po piłkarskiej i tenisowej. Wychowała olimpijczyków, mistrzów i reprezentantów Polski, a nawet – ciekawostka – lekkoatletyczną rekordzistkę świata. Było to przed wojną, a rekord świata ustanowiła Maria Malinowska z Cracovii w nie uprawianej dziś konkurencji rzutu oszczepem… oburącz.

Czytaj więcej: Memoriał odkrywa młodych

Czekam na olimpijski występ

Rozmowa z maratończykiem HENRYKIEM SZOSTEM

Henry Szost - zdjęcie Mateusz Skwarczek dla Gazety Wyborczej

- Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro zostały rozpoczęte, a Pan jeszcze biega na małopolskich trasach!

- Znalazłem się w ostatniej grupie polskich olimpijczyków, którzy odlecą do Brazylii. 13 sierpnia z Warszawy polecimy do Frankfurtu nad Menem, stamtąd do miasta igrzysk. Tradycją jest, że bieg maratoński umieszcza się w końcowej części igrzysk. 21 sierpnia mam w Rio start.

- Teraz co Pan szlifuje?

Czytaj więcej: Czekam na olimpijski występ

Zachować olimpijski spokój

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- 12 sierpnia wystartuje Pan w Rio de Janeiro na olimpijskiej trasie chodu 20 km. Jak idą przygotowania do tego występu?

- Bardzo dobrze, realizuję plan treningowy. Z moim trenerem Grzegorzem Sudołem uznaliśmy, że teraz przyda się trening wysokogórski i dlatego jesteśmy w północnych Włoszech, w Livigno i tu szlifuję formę. Dziennie maszeruję po 20-25 km. Nic mi nie dolega. Czuję się dobrze i zamierzam w Rio mocno powalczyć w najważniejszym marszu czterolecia. 1 sierpnia wracam do kraju, potem za 5 dni nastąpi wylot do Brazylii.

- Z krakowskiego AZS AWF na igrzyska pojedzie troje lekkoatletów, poza Panem Agnieszka Szwarnóg, która wystartuje w chodzie na 20 km oraz kulomiot Michał Haratyk. Początkowo Jakub Jelonek miał być jedynym przedstawicielem Polski w chodzie na 20 km, ale potem dołączono jeszcze dwóch zawodników.

Czytaj więcej: Zachować olimpijski spokój

Teraz już myśli o Igrzyskach

Rozmowa z MICHAŁEM HARATYKIEM, wicemistrzem Europy w pchnięciu kulą

- Wśród 12 polskich medalistów mistrzostw Europy w lekkoatletyce znalazł się Pan, drugi w konkursie pchnięcia kulą. Jechał Pan do Amsterdamu po medal?

- Byłem liderem europejskiej listy kulomiotów, z tego powodu wielu widziało mnie na podium. Podchodziłem do tych prognoz ostrożnie, choć po głowie chodziły różne myśli. Cieszę się ze srebrnego medalu mistrzostw Europy. Do tej pory miałem dwa srebra w mistrzostwach kraju. Tak jakoś kolor srebrny mi teraz sprzyja, choć kiedyś byłem młodzieżowym mistrzem Polski. Trzeba z wolna myśleć, gdzie umieścić swoją prywatną kolekcję. Na razie medal z Amsterdamu biorę ze sobą do Cetniewa, tam mam zawody.

- Przed wyjazdem na ME Pan wspominał, że ważne jest, aby od razu w konkursach pchać jak najdalej, bo dotąd zbyt wolno rozkręca się w zawodach…

Czytaj więcej: Teraz już myśli o Igrzyskach

Srebrna kula Michała Haratyka

Polska z 6 złotymi medalami, 5 srebrnymi i 1 brązem wygrała klasyfikację medalową 23. mistrzostw Europy w Amsterdamie. Drugi w kuli był Michał Haratyk z AZS AWF Kraków.

Michał Haratyk na Mistrzostwach Europy - Fotograf Marek Biczyk (PZLA)

Klasyfikację medalową wygraliśmy pierwszy raz w historii. Złoto wywalczyli: Anita Włodarczyk w młocie, Angelika Cichocka na 1500 m, Piotr Małachowski w dysku, Paweł Fajdek w młocie, Adam Kszczot na 800 m, Robert Sobera w tyczce; srebro poza Haratykiem przypadły: Joannie Linkiewicz na 400 m ppł, Karolowi Hoffmannowi w trójskoku, Marcinowi Lewandowskiemu na 800 m, Łukaszowi Krawczukowi, Kacprowi Kozłowskiemu, Jakubowi Krzewinie i Rafałowi Omelce w sztafecie 4x400 m, brąz – Wojciechowi Nowickiemu w młocie.

Czytaj więcej: Srebrna kula Michała Haratyka

Być w elicie w Londynie!

Rozmowa z Michałem Haratykiem, kulomiotem z AZS AWF Kraków

- Mistrzostwo Polski seniorów w pchnięciu kulą wywalczył Pan pierwszy raz, a do tej pory był dwukrotnie wicemistrzem. Przed zawodami w Białymstoku pytałem trenera Piotra Galona, czy jedziecie tam po trzecie srebro, bo za faworyta uznaje się posiadacza najlepszego w tym sezonie wyniku w kraju (21,59) Konrada Bukowieckiego? Pana trener wyznał, że wierzy w złoto! Pan też wierzył?

- Oceniałem, że Konrad wygra, a mnie przypadnie znów srebrny medal. Jednak konkurs nie udał się memu koledze, pchał zbyt blisko jak na swoje możliwości, natomiast ja dwukrotnie biłem rekord życiowy. Po finale Konrad mi pogratulował. Walczymy ze sobą często, nieraz wygrywałem, oczywiście przegrywałem, ale dokładnej statystyki nie prowadzę.

- Wszystkie sześć prób na stadionie w Białymstoku udanych, w tym 4 wyniki powyżej 21 metrów i rekord życiowy 21,53. Przyszła idealna forma?

Czytaj więcej: Być w elicie w Londynie!

Przez płotki na podium w Grosseto

Rozmowa z lekkoatletką Klaudią Siciarz, medalistką ME

- Kiedy zimą ustanowiła Pani halowy rekord świata w biegu na 60 metrów przez płotki, w domu w nagrodę czekał tort. Jakie było święto, gdy teraz przywiozła Pani z mistrzostw Europy juniorów do lat 20 we włoskim Grosseto brązowy medal za bieg płotkarski na 100 metrów?

- Najważniejsza była radość rodziców. Wyjechali po mnie na dworzec i wszyscy bardzo się cieszyliśmy. Rodzice mnie wspierają, pomagają w uprawianiu sportu, zawsze mogę na nich liczyć. To był mój trzeci występ za granicą, byłam na mistrzostwach świata juniorów Cali (Kolumbia), gdzie zajęłam 8. miejsce. Medal w Grosseto to największe osiągnięcie w mej dotychczasowej karierze. Mam wiele trofeów, w tym roku w różnych mistrzostwach kraju zdobyłam pięć medali. Teraz ten z mistrzostw Europy zawisnął obok tamtych w gablocie w mym domu.

Czytaj więcej: Przez płotki na podium w Grosseto

Gwiazdy zapraszają młodych na zajęcia z "Królową Sportu"

Na obiektach Wojskowego Klubu Sportowego Wawel doszło do spotkania asów, medalistów polskiej lekkoatletyki z młodzieżą w ramach cyklu „Nie bój się sięgać gwiazd”.

Patronat nad tymi cyklicznymi imprezami sprawuje Małopolski Związek Lekkiej Atletyki. W ich trakcie młodzi adepci „królowej sportu” mogą bezpośrednio spotkać się ze sławami lekkoatletyki, zapoznać się z ciekawymi wydarzeniami z ich startów, usłyszeć porady sportowe, a także odbyć trening pod okiem mistrzów.

Tym razem do hali Wawelu na spotkanie z uczennicami i uczniami okolicznych szkół, ale także  z innych dzielnic miasta (a towarzyszyli im nauczyciele i trenerzy) przybył z Warszawy wielokrotny mistrz olimpijski, świata i Europy w chodzie sportowym Robert Korzeniowski, reprezentując przez swoje najlepsze lata kariery WKS Wawel stał się gospodarzem wydarzenia. Pojawili się też medaliści wielu imprez: Katarzyna Broniatowska, Angelika Cichocka, Grzegorz Sudoł i Krystian Zalewski.

Nawiązując do hasła spotkania, Robert Korzeniowski mówił:

- Patrząc w niebo na gwiazdy, wydaje się niemożliwe, by do nich sięgnąć… A jednak. Jeśli bardzo chcemy i będzie wytrwale dążyć, czyli w sporcie pilnie trenować, każdy może stać się gwiazdą sportu. – Sławny olimpijczyk zachęcał do podjęcia treningów. Krystian Zalewski, wicemistrz Europy w biegu przeszkodowym wskazał, że każdy z młodych może być kiedyś na miejscu aktualnych mistrzów. Złota medalistka mistrzostw Europy na 1500 m Angelika Cichocka mówiła, że wszyscy mogą odnaleźć się w konkretnej dziedzinie, jedni jako uczeni, drudzy jako artyści, a kto ma szybkie i nogi i chęć do treningów jako gwiazdor na stadionie.

- Chcecie być gwiazdami sportu? – rzucił młodym słuchaczom pytanie Robert Korzeniowski. Odpowiedziało mu chóralne: - tak!

- Młodzież zasypała gości szczegółowymi pytaniami, o początki i przebieg kariery sportowej, jak o ich zainteresowania pozasportowe.

W trakcie spotkania Robert Korzeniowski oraz wiceprezes WKS Wawel Grzegorz Sobczyk (prezes MZLA) podpisali umowę o współpracy. Czterokrotny mistrz olimpijski powiedział: - Długo byłem zawodnikiem Wawelu i w tych barwach klubowych zdobyłem wszystkie moje najważniejsze medale. Teraz zaproponowałem stworzenie tutaj akademii lekkoatletycznej pod moim imieniem. Zapraszamy na obiekty  WKS  Wawel na treningi biegania czy skoków młodzież, nawet z rodzicami. Starsi też będą mogli podjąć zajęcia ruchowe. Młodzi zaś dostaną okazję rozpoczęcia kariery lekkoatlety. Nie stawiamy limitu wieku, każdy chętny od 6 do 106 lat może spróbować. Będę na nich czekać doświadczeni trenerzy jak byli medaliści MŚ i ME Grzegorz Sudoł czy Ilja Markow oraz inni doświadczeni szkoleniowcy. Podobną inicjatywę przedstawiłem w Warszawie, tam już chętni trenują, czas na Kraków. Cieszę się, że z zajęciami ruszymy w klubie moich sukcesów sportowych, z WKS Wawel porozumieliśmy w tej sprawie błyskawicznie. Akademia Lekkoatletyczna Roberta Korzeniowskiego RK Athletics-WKS Wawel zaprosi na stadion przy ulicy Podchorążych 3 od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych!

Projekt ten jest kolejnym mocnym akcentem upowszechniającym lekką atletyką wśród krakowskich dzieci i młodzieży i uzupełni miejski program „Młodzieżowych spotkań z lekką atletyką” wypełniając wszystkie dni tygodnia.

Już dzisiaj zapraszamy wszystkich chętnych do aktywnego spędzania czasu.

Jan Otałęga

Gwiazda na horyzoncie

Rozmowa z Klaudią Siciarz i trenerką Ewą Ślusarczyk

To była magiczna zima 19-letniej lekkoatletki krakowskiego AZS AWF Kraków Klaudii Siciarz. W tym sezonie kolejno rozprawiała się z halowymi rekordami kraju, Europy i świata juniorek na 60 metrów przez płotki.

Wielu obserwatorów lekkoatletyki uważa, że młoda podopieczna trener Ewy Ślusarczyk jest obiecującym talentem biegów płotkarskich, niemniej zaskoczeni zostali tą wyjątkową serią. Zresztą sama zawodniczka tak samo; zwłaszcza, że halowe występy były pierwszymi po półrocznej przerwie z ubiegłego sezonu, kiedy leczyła kontuzję nogi.


- Nie nastawiałyśmy się, ani nie liczyłyśmy na bicie rekordów – wyznaje trener Ewa Ślusarczyk. - Mam zasadę: nigdy nie planuję, nie obiecuję rekordów czy medali moich podopiecznych. Chcę tylko, aby biegali jak najszybciej. Wtedy trofea, czy rekordy są miłym odzwierciedleniem naszej pracy. Z Klaudią pracowałyśmy systematycznie, ale ostrożnie, aby wróciła po kontuzji do pełni sił. Tej zimy stopniowo chciała biegać coraz więcej. Została mistrzynią Polski juniorek na 60 m przez płotki. Nawet zadebiutowała (formalnie juniorka) w mistrzostwach Polski seniorek, zdobywając na tym dystansie złoty medal.
Nie było więc wytyczonego planu poprawiania kolejnych rekordów. Plan startów wynikał z aktualnej dyspozycji zawodniczki i akceptacji jej szkoleniowca.

- Najpierw Klaudia ustanowiła rekord krajowy i to ją bardzo satysfakcjonowało, bo kontuzja nie zostawiła śladu – wspomina pani trener. - Następnie w Toruniu przed mistrzostwami kraju juniorek Klaudia najpierw wybrała się zwiedzać gród Kopernika, przy okazji najadła się toruńskich pierników, nikt z nas nie wspominał o kolejnym rekordzie. A jednak po tej uczcie padł w hali rekord kontynentu. Dowiedziałyśmy się o tym już w hotelu, ściągano Klaudię na badanie antydopingowe, pognała z mokrymi włosami… Z kolei na mistrzostwa Polski seniorek, znów do Torunia, jechałyśmy aż 8 godzin w korkach. Żadna z nas nie zastanawiała się, jaki jest aktualny rekord świata juniorek. Dopiero, gdy wygrała i ogłoszono wynik 8,00 sekundy, dowiedziałyśmy się, że to rekord…

- Tak, pierniki przed startem chyba mi pomogły – śmieje się Klaudia Siciarz. - Nie planowałam bicia rekordów, wiedziałam, że po pechowej kontuzji nogi w minionym sezonie mam wiele do odrobienia w treningach. Ćwiczyłam więc pilnie, a czując chęć do biegania, startowałam. Ale do pewnej granicy, mimo posiadania minimum PZLA do mistrzostw Europy seniorów w Belgradzie, z tego wyjazdu zrezygnowałam. Tak było rozsądnie, nie można się zbyt szybko eksploatować.
Kontuzja z ubiegłego roku wynikła nie bezpośrednio ze sportu, ale z przypadkowego pokręcenia nogi, miała naruszone więzadła w stawie skokowym. Należało stopniowo doprowadzić stopę do sprawności, ale zawodniczka inne elementy treningowe od razu wykonywała, jak wyrabianie siły, ćwiczenia w basenie. Trenerka nie dopuszczała jedynie do biegania, aż podopieczna wróci do pełnej sprawności.

- Klaudia jest pilna w treningach, ale nie unika przyjemności życia, jak trzeba bywa na studniówce, na innych spotkaniach, nie jest tak, że trenujemy za wszelką cenę – ocenia pani trener.
Siciarz wygrała już w biegach płotkarskich z wszystkimi rywalkami w kraju, zarówno juniorkami jak i seniorkami. Ostatnia do pokonania była starsza o 5 lat Karolina Kołeczek. Spotkały się w hali w Toruniu i juniorka z Krakowa wygrała. A nie jest prosto wygrywać ze starszymi, choćby z tego powodu, że napięty program startów juniorek i seniorek często wyklucza bezpośrednią walkę. W nadchodzącym sezonie letnim też tak będzie. W lipcu we włoskim Grosseto rozgrywane będą mistrzostwa Europy w lekkoatletyce do lat 20, a w tym samym terminie krajowe mistrzostwa Polski seniorów. I co tu wybrać?!

Czytaj więcej: Gwiazda na horyzoncie

W RIO nie było strasznie

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- Z trojga krakowskich lekkoatletów, którzy uczestniczyli w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, Pan uzyskał najlepszy wynik – 19. miejsce na 74 startujących w chodzie na 20 km…

- Jestem zadowolony. To był mój drugi olimpijski występ, w Pekinie w marszu na 20 km byłem 46. W Brazylii uzyskałem czas w granicach najlepszego swego wyniku w sezonie, a dużo innych chodziarzy nie zbliżyło się do swych najlepszych tegorocznych osiągnięć. Maszerowaliśmy w temperaturze 22-23 stopni, dobrze się zaadaptowałem do tamtejszych warunków klimatycznych. Przybyłem do Rio 6 dni przed startem, co było trafne. Maratończyk Yared Shegumo przyjechał zaledwie 3 dni przed biegiem i dużo za to zapłacił. Po powrocie do kraju jednak apetyt rośnie... Analizuję teraz swój występ, wyciągam wnioski co poprawić, by następnym razem być wyżej na mecie. Dalekosiężnym celem są igrzyska w Tokio.

Czytaj więcej: W RIO nie było strasznie

Nie likwidować, tylko reformować!

Rozmowa z GRZEGORZEM SOBCZYKIEM, Prezesem MZLA

LEKKOATLETYKA. Jednym z końcowych akordów kończącego się sezonu „królowej sportu” był finał ekstraklasy. Sukcesy w niej święcił AZS AWF Kraków.

Akademicki klub wygrał rywalizację wśród klubów po raz piąty. Liga lekkoatletyczna rozgrywana jest od 1957 roku. Dawniej podwawelski gród mimo posiadania kilku silnych sekcji l.a. i szeregu indywidualności jak Barbara Sobottowa, Henryk Szordykowski, Jan Balachowski, czy Robert Korzeniowski aż do 2010 roku nie potrafił sięgnąć po prymat w ekstraklasie. Dopiero wtedy nastała „era” AZS AWF, który na przestrzeni siedmiu lat wygrywał pięciokrotnie. Te sukcesy klub zawdzięcza szerokiemu szkoleniu. Ekstraklasa bowiem preferuje te kluby, które mają liczny i wyrównany skład.

Czytaj więcej: Nie likwidować, tylko reformować!

Marsz przez Bydgoszcz do RIO

Chodziarka AGNIESZKA SZWARNÓG blisko olimpijskiej nominacji.

Agnieszka Szwarnóg, zawodniczka krakowskiego AZS AWF, uzyskała już limit PZLA w chodzie na 20 km i może realnie myśleć o olimpijskim występie.

29-letnia chodziarka podczas zawodów w czeskim Podiebradzie miała czas 1.30.50 godz. O 6 sekund poprawiła rekord życiowy sprzed 4 lata z Zaniemyśla. Na mecie była trzecia, a najbardziej radowało ją zdobycie minimum czasowego, jaki przed polskimi chodziarkami postawiły władze związku lekkoatletycznego, wskaźnik ten wynosi 1.31 godz.

- Na tym specjalnie się skoncentrowałam – mówi Agnieszka Szwarnóg. – Chciałam uzyskać wymagany czas, by potem spokojniej przygotowywać się do drugiej, olimpijskiej części sezonu. Nie oznacza to, że mam bilet do Rio de Janeiro w kieszeni, bo jeszcze muszę potwierdzić wysoką formę. Takim egzaminem będą pod koniec czerwca mistrzostwa Polski w Bydgoszczy. Na trzy miejsca w olimpijskiej ekipie kandyduje nas obecnie w Polsce przynajmniej pięć zawodniczek. Poza mną - druga na mecie w Podiebradach Paulina Buziak ze Stali Mielec, ponadto aspiracje zgłaszają doświadczona Agnieszka Dygacz, mistrzyni kraju z poprzedniego roku z Krakowa Monika Kapera oraz Katarzyna Golba (wszystkie z AZS AWF Katowice). Potwierdzeniem formy będzie zajęcie choćby trzeciego miejsca w bydgoskiej rywalizacji. Na razie wymagany limit czasu PZLA do Rio mam ja oraz Buziak. Liczę, że zmieszczę się w trójce, która wyjedzie do Brazylii, ale trzeba dmuchać na zimne…

Czytaj więcej: Marsz przez Bydgoszcz do RIO

Marsz do elity w RIO

Rozmowa z JAKUBEM JELONKIEM

Zdjęcie: studio-no7 - portfolio Jakub Jelonek

- Został Pan powołany do ekipy olimpijskiej do Rio de Janeiro. Niespodzianka?

- Raczej nie, bo osiągnąłem najlepszy wynik w Polsce na 20 km 1.21.38 godz, a było to w kwietniu w Podebradach. Tym samym osiągnąłem olimpijski limit IAAF (Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej) na tym dystansie, a ponownie ten limit przekroczyłem w maju w La Corunii. Na mistrzostwach Polski byłem drugi, tylko za Łukaszem Nowakiem z AZS OŚ Poznań, co było potwierdzeniem mej dobrej formy. Wprawdzie minimum PZLA na 20 km nie wypełniłem, ale działacze i trenerzy zgadzali się, że jest zbyt surowe – 1.21 godz w stosunku do minimum IAAF 1.24. Tak więc krążyły słuchy, że moje minimum IAAF-owskie będzie uwzględnione przez PKOl, a ja nie marnowałem czasu, tylko trenowałem. Wierzyłem, że dostanę szansę wyjazdu i drugi raz zostanę olimpijczykiem. Cieszę się z nominacji, jest potwierdzeniem, że systematyczna praca na treningach ma sens.

 - Próbował walczyć o nominację do Rio trzykrotny nasz olimpijczyk, Pana kolega klubowy Grzegorz Sudoł, nie udało się mu.

Czytaj więcej: Marsz do elity w RIO

Pójdą w ślady mistrzów?

51 osób będzie liczyć polska reprezentacja na mistrzostwa świata do lat 20, które od 19 do 24 lipca będą rozegrane w Bydgoszczy.

Na liderów naszej ekipy wyrosła dwójka Ewa Swoboda i Konrad Bukowiecki. Zawodniczka Czwórki Żory jest już mistrzynią Europy juniorek na 100 m , pobiła halowy rekord świata w tej kategorii wiekowej na 60 m. Niedawno pojechała na ME seniorów do Amsterdamu, ale biec tylko w sztafecie, Polki zajęły miejsce w 4x100 m. Postanowiono oszczędzać siły młodej sprinterki, nie eksploatować w Holandii, z nadzieja na wysoką formę w Bydgoszczy. Konrad Bukowiecki uczestniczył w ME seniorów, był czwarty w kuli. Jest mistrzem i rekordzista świata juniorów.

O uczestnictwo w czempionacie globu nad Brdą ubiegali się też młodzi Małopolanie. Najlepsza okazją do kwalifikacji były niedawne mistrzostwa kraju juniorów. Złote medale w Suwałkach wywalczyli: Anna Niedbała (Wawel) w pchnięciu kulą oraz Grzegorz Kunc (AZS AWF) na 1500 m. Srebro zdobyli: Patryk Marmon (Budowlani Nowy Sącz) na 3000 m, a brąz: Gaja Wota (bez klubu) w dal, Katarzyna Martyna (Wawel) na 400 m, Andrzej Kowalczyk (Fajfer Łapanów) na 3000 m oraz Patryk Marmon na 1500 m.

Anna Niedbała i Katarzyna Martyna zostały powołane do reprezentacji Polski na MŚ. 18-letnią kulomiotkę trenuje Jan Michniak, zawodniczka czyni stałe postępy, ma już w kuli wynik 15,75. Katarzyna Martyna ćwiczy pod okiem Marii Krawcewicz, pobiła w Suwałkach rekord życiowy na 400 m 55,04 i znalazła się w sztafecie 4x400 m na światowy czempionat.

Niestety, kontuzja wyeliminowała z ekipy czołową płotkarkę w kraju Klaudię Siciarz z AZS AWF Kraków.

Czy nasi młodzi lekkoatleci w Bydgoszczy nawiążą do osiągnięć swych starszych koleżanek i kolegów w Amsterdamie?

Jan Otałęga

Haratyk i Kulka w ekipie do Amsterdamu

W środę rozpoczynają się 23. lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Gospodarzem imprezy jest Amsterdam, który ma szczególne miejsce w dziejach polskiego sportu.

W 1928 roku właśnie w tym holenderskim mieście Polska zdobyła swój pierwszy złoty medal olimpijski, jej autorką była lekkoatletka Halina Konopacka, która wygrała rzut dyskiem. Mamy nadzieję, że do niedzieli doczekamy się w Amsterdamie niejednego Mazurka Dąbrowskiego.

PZLA wysyła na ME 70-osobowy skład, to druga liczebnie nasza reprezentacja w historii, więcej biało-czerwonych, bo 71, było na ME w Barcelonie sześć lat temu. W zespole do Holandii są obrońcy tytułu sprzed dwóch lat z Zurychu – Anita Włodarczyk w młocie i 800-metrowiec Adam Kszczot. Włodarczyk, Paweł Fajdek w młocie oraz Piotr Małachowski w dysku to w tym roku światowi liderzy w swych konkurencjach. Nie wybiera się za to do Holandii inna nasza liderka światowej klasyfikacji, skoczkini wzwyż Kamila Lićwinko. Pozostaje też w kraju, by spokojnie przygotować się do igrzysk w Rio, kulomiot Tomasz Majewski.

Czytaj więcej: Haratyk i Kulka w ekipie do Amsterdamu